Czy są pytania, których lepiej nie zadawać? Nie tylko pisarzom

Przypomniałem sobie siebie jako młodego ojca. Bo byłem takim ojcem, który odbierał, na plac zabaw chodził, drugi obiad podawał. „Co robisz?”. „Zajmuję się synkiem”. „Poważnie?! Nigdzie nie pracujesz?!”.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Dużo jeździsz?”. „No jeżdżę, ale czy dużo? Nie, chyba nie”. „Eee nie mów, widzę, że ciągle jesteś w rozjazdach”. „Jestem. Ale w domu też jestem. Właściwie w domu jestem częściej niż w podróży”. „Jak częściej, jak widziałam, że dopiero byłeś w Warszawie, i potem drugi raz, i Katowice, i teraz Wisła?”.  „To tylko tak wygląda. Jak są książki, to muszę trochę pojeździć. Ale głównie siedzę na wsi”.

Nie wierzy. Nie wierzy, że siedzę. Zresztą co to za siedzenie? Nie ma kultury siedzenia, jest kultura ruchu. Jak ktoś się nie rusza, to nie żyje. No chyba że ma bardzo konkretny cel, np. o ogród dba albo dom buduje. „Co robiłeś w weekend?”. „Leżałem i gapiłem się na koty”. „Nie wygłupiaj się”. „A co miałem robić?”. „No pojechać gdzieś, zobaczyć coś”. „Ja już wszystko widziałem”. „Ha ha ha”. Takie rozmowy.

Ja naprawdę już prawie wszystko widziałem. I nie, żeby reszta mnie nie ciekawiła. Ciekawi mnie. A nawet zależy mi; pisałem o tym ostatnio. Ale czy na świecie jest aż tyle rzeczy, których nie ma u mnie na wsi? Piszę ten felieton, leżąc na tarasie, a obok leżą trzy koty i jeszcze czwarty na parapecie. To po co ja mam do Stambułu jeździć, jak u mnie prawie to samo, co w Stambule? 

Dwa numery temu mówiła o tym w „Tygodniku” Paulina Małochleb. Żyjemy „w przestrzeni, która faworyzuje zmianę, ruch i rozwój. Nie możesz powiedzieć: a ja teraz jestem w stagnacji. Musisz się zmieniać, rozwijać. A jak na kogoś wpadamy na ulicy, to pytamy: co robisz? Czym się zajmujesz? Nie usłyszysz w odpowiedzi: a nic takiego… odbieram dzieci z przedszkola i chodzę z nimi na trzy godziny na plac zabaw. Siedzę, patrzę, jak się bawią…”.

Czytając tę rozmowę, przypomniałem sobie siebie jako młodego ojca. Bo byłem takim ojcem, który odbierał, na plac zabaw chodził, drugi obiad podawał. „Co robisz?”. „Zajmuję się synkiem”. „Poważnie?! Nigdzie nie pracujesz?!”. 

Pamiętam te zdziwienia. Chociaż od razu muszę dodać, że na mężczyznę, który „został w domu” i zajmuje się dziećmi, patrzono także z podziwem. Nierówność i w ten sposób się wyrażała: kobieta  m i a ł a  zostać w domu z dziećmi, a mężczyzna  m ó g ł . To był początek lat 90. i na placu zabaw byłem prawie zawsze jedynym mężczyzną. Czasem przychodził policjant albo kierowca, bo pracowali na zmiany. A tak to ja i panie, panie, panie… Dużo się wtedy dowiedziałem o kobiecej perspektywie. Dobrze by zrobiło każdemu mężczyźnie, gdyby tak posiedział i posłuchał.

Bo ja jak siedzę, to słucham. Oczywiście na wsi słucham głównie ptaków. Nie mogę się nadziwić, ile one mają energii.  A to wszystko też w związku z dziećmi przecież. Chodzą nieraz te ptaki między śpiącymi kotami, kotom nawet nie chce się ruszyć, to dopiero stagnacja. Jest u mnie mnóstwo kosów, drozdów, sikorek, nawet i dzięcioł się trafi, choć ten akurat ostrożny. Słucham ptaków, a jak już się nimi nasycę, to mogę iść między ludzi i posłuchać, co oni z kolei mają do powiedzenia. Byle za dużo pytań nie zadawali.

Ludzie pytają i to jest sympatyczne, ale… Jest sympatyczne wtedy, kiedy pytają nie dlatego, że tacy wścibscy, tylko żeby jakoś zagaić. Jak ktoś jest zbyt dociekliwy, to ja się zamykam. Albo jak chce zawstydzić – niby pyta, ale tak naprawdę ocenia. Ale jak chce zagaić, to z kolei mam kłopot, bo nie wiem, co na niektóre pytania odpowiedzieć. Zgódźmy się, że są takie pytania, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Mam tu do opowiedzenia pewną historię.

Jechaliśmy kiedyś na festiwal w Szczebrzeszynie razem z panem Ryszardem Krynickim. Pan Ryszard niewiele mówi, chętnie słucha, godziny szybko nam mijały. I w trakcie tej podróży ustaliliśmy, jakich pytań obaj nie lubimy najbardziej. Nie lubimy czy obawiamy się, wszystko jedno. Pierwsze: „Jak się czujesz?”. Drugie: „Co słychać?”. A trzecie, najgorsze: „Co słychać w Krakowie?”. No bo jak odpowiedzieć? (Co prawda, ostatnio w związku z Krakowem jest aż za dużo do mówienia, ale wszyscy o tym mówią, więc po co?) Ustaliliśmy, że te trzy pytania sprawiają nam największy kłopot, a ustaliwszy to, zajechaliśmy na kwaterę, którą przydzielono nam w Turzyńcu. I pan Ryszard poszedł do swojego pokoju odpoczywać.

Dwie godziny później trzeba się było zbierać na festiwalowe spotkanie. Karmiłem jabłkami kozy, kiedy pan Ryszard zszedł na dół. Wyglądał, jakby nic nie odpoczął, a jeszcze dodatkowo się zmęczył. Wsiedliśmy do auta, jedziemy. Mój pasażer milczy zwyczajowo, ja milczę, bo nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. I w pewnym momencie pan Ryszard się odzywa: „Wiem, że nie może mnie pan spytać, więc sam powiem: nie czuję się najlepiej”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pytania