Szybko okazało się jednak, że dowodu w ścisłym sensie przeprowadzić nie sposób, zaś co bystrzejsi teologowie, jak Tomasz z Akwinu, zdali sobie również sprawę, że jego istnienie byłoby wręcz niepożądane. Cóż to bowiem za nieskończony, nadnaturalny, wykraczający poza świat stworzony Bóg, którego można objąć skończonym ludzkim rozumem z równą łatwością, co podstawy arytmetyki? Co więcej, pewność właściwa dowodowi matematycznemu kłóci się niejako z czymś takim jak wiara. W świecie, w którym istniałby dowód na istnienie Boga, nie byłoby ostatecznie miejsca dla ludzi „wierzących”.
To, co określa się czasem jako „dowody na istnienie Boga”, są to więc w gruncie rzeczy raczej argumenty. Nawet bowiem najgłębsza wiara, jak mówi porzekadło Anzelma z Canterbury, szuka zrozumienia. Człowiek taki już jest, że uwielbia myśleć, drążyć, rozumkować. W toku stuleci szukania racjonalnych powodów, by wierzyć, powstały dziesiątki tego typu argumentów. W niedługim czasie do zabawy dołączyli zaś niewierzący, czego efektem jest interesujący, pobudzający do myślenia wielogłos.
Oto wybrane urywki z tego dialogu. ©℗
(kliknij w obrazek, żeby wyświetlić powiększenie)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.























