Noc gęstą, mroczną, smolistą. Powietrze drżało od niecierpliwego oczekiwania, bo za chwilę miała rozpocząć się najważniejsza ze sztuk wystawianych na scenie dziejów. Jedna tylko premiera i spektakl schodzi z afisza. Żadnych powtórek, nawet na życzenie publiczności. Od tamtego momentu upłynęły lat tysiące, następne tysiąclecia były wciąż przed nami, ale to wszystko blakło, kurczyło się i nikło w porównaniu z tym, co miało się wydarzyć tuż tuż.
Czyż to zresztą nie był absurd, że wszystko – z tego i tamtego świata; i to, co unurzane w skończonym czasie, i to, co pozbawione końca – miało się rozstrzygnąć, zdecydować w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu godzin? Konkretnego dnia, konkretnego miesiąca, konkretnego roku? Że największa tajemnica dziejów, przerastająca wszelki wymiar i wszelkie wyobrażenie, miała się wypełnić w czasie, który można odmierzyć monotonnym przesypywaniem się piasku między bańkami klepsydry?
Cieśla też rozumiał, co się święci. Może Jego człekokształtna część natury mąciła nieco świadomość, przymgliła jasność Jego pojmowania. Ale i tak czuł to intuicyjnie, podskórnie. Byłem tam, widziałem i zaświadczam, że pocił się krwią.
Dotychczas nigdy nikogo o nic nie prosił – poza Tym, do którego modlił się dniem i nocą. Tym, co każe się zwać Jestem-Który-Jestem. Ehjeh Aszer Ehjeh. Ale tamta noc była nasza, była panowaniem ciemności. Tamta noc wywlekła z Nazarejczyka całą marność, którą przyjął, przyoblókłszy się w dwunożne zwierzę. A dwunożne zwierzęta nie lubią samotności, zwłaszcza gdy wokół krąży drapieżnik. Zbijają się wtedy w kupę, trwożliwie kryjąc się w stadzie.
On też nie chciał być sam. Ten jeden raz czegoś naprawdę od Dwunastu potrzebował. Nie On im dawał, ale oni mogli dać Jemu. Trzech z nich prosił, aby z Nim czuwali, ale posnęli snem jak kamień twardym i obojętnym. Zresztą dziś nie o tym, w jednym z poprzednich listów pisałem Ci już, drogi Piołunie, o tamtych drzemiących głupcach...
Uwaga, właśnie się zaczyna! Kurtyna idzie w górę, a na scenę wkracza kohorta i strażnicy z latarniami, pochodniami i bronią. Nazarejczyk wygłasza swą kwestię: „Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie”.
Przez myśl mi wtedy przeszło: po cóż to powiedział? Aż tak naiwny nie był, by nie wiedzieć, że mało jest takich, co zło potrafią czynić z otwartą przyłbicą. Mało jest takich, co gotowi są wystrzelić, gdy w biały dzień stoją twarzą w twarz z ofiarą. Człek z reguły woli strzelić w plecy, zza węgła, bez świadków, w ciemności.
Na pewno nie myślał też Nazarejczyk, żeby się bronić błyskotliwymi słowy, zawstydzić hołotę i uniknąć śmierci. Nie, On już wziął się w garść i szedł prosto ku przepaści. Czyż sam zaraz nie dodał, że teraz muszą wypełnić się Pisma?
I wtedy doznałem olśnienia. On ich chce ratować, nie siebie! Ostatni raz szarpnąć sumieniami jak wędzidłem. Może potem, gdy już odprowadzą skazańca, gdy w głowie przestanie kołatać rozkaz, który posłusznie trzeba wykonać – echem powrócą Jego słowa? Nie dadzą spokoju, nie pozwolą spać, popsują smak potraw, nawet na dziewkę sprzedajną odbiorą ochotę. Dlaczegośmy przyszli nocą, z kijem w ręku jak na psa albo zbójcę? Gdyby wina Jego nie była wątpliwą, czyż nie powinniśmy zakuć Go w kajdany, gdy nauczał w świątyni, na rynkach i ulicach, a nie szukać w ciemnościach, poza murami Jeruzalem? Bo po prawdzie On wcale się nie krył ani nie uciekał. Swoim zabronił nawet stawać w Jego obronie. Cóżeśmy najlepszego zrobili?
Tak, w to właśnie grał Cieśla. Szedł na stracenie, ale do końca starał się innych ratować, i to przed śmiercią o wiele gorszą niż ukrzyżowanie ciała. To dlatego sługę arcykapłana pytał, czemu Go spoliczkował. To dlatego rozmawiał z Piłatem, choć dobrze wiedział, że najwyższego wymiaru kary uniknąć nie może ani uniknąć nie chce.
A na koniec skonał. Żeby ratować wszystkich. I tego numeru nigdy Mu nie daruję.
Twój kochający stryj Krętacz
©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















