Z otwartą przyłbicą

Mój drogi Piołunie, wiesz, że często wspominam tamtą noc w Oliwnym Ogrodzie.
Czyta się kilka minut

Noc gęstą, mroczną, smolistą. Powietrze drżało od niecierpliwego oczekiwania, bo za chwilę miała rozpocząć się najważniejsza ze sztuk wystawianych na scenie dziejów. Jedna tylko premiera i spektakl schodzi z afisza. Żadnych powtórek, nawet na życzenie publiczności. Od tamtego momentu upłynęły lat tysiące, następne tysiąclecia były wciąż przed nami, ale to wszystko blakło, kurczyło się i nikło w porównaniu z tym, co miało się wydarzyć tuż tuż.

Czyż to zresztą nie był absurd, że wszystko – z tego i tamtego świata; i to, co unurzane w skończonym czasie, i to, co pozbawione końca – miało się rozstrzygnąć, zdecydować w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu godzin? Konkretnego dnia, konkretnego miesiąca, konkretnego roku? Że największa tajemnica dziejów, przerastająca wszelki wymiar i wszelkie wyobrażenie, miała się wypełnić w czasie, który można odmierzyć monotonnym przesypywaniem się piasku między bańkami klepsydry?

Cieśla też rozumiał, co się święci. Może Jego człekokształtna część natury mąciła nieco świadomość, przymgliła jasność Jego pojmowania. Ale i tak czuł to intuicyjnie, podskórnie. Byłem tam, widziałem i zaświadczam, że pocił się krwią.

Dotychczas nigdy nikogo o nic nie prosił – poza Tym, do którego modlił się dniem i nocą. Tym, co każe się zwać Jestem-Który-Jestem. Ehjeh Aszer Ehjeh. Ale tamta noc była nasza, była panowaniem ciemności. Tamta noc wywlekła z Nazarejczyka całą marność, którą przyjął, przyoblókłszy się w dwunożne zwierzę. A dwunożne zwierzęta nie lubią samotności, zwłaszcza gdy wokół krąży drapieżnik. Zbijają się wtedy w kupę, trwożliwie kryjąc się w stadzie.

On też nie chciał być sam. Ten jeden raz czegoś naprawdę od Dwunastu potrzebował. Nie On im dawał, ale oni mogli dać Jemu. Trzech z nich prosił, aby z Nim czuwali, ale posnęli snem jak kamień twardym i obojętnym. Zresztą dziś nie o tym, w jednym z poprzednich listów pisałem Ci już, drogi Piołunie, o tamtych drzemiących głupcach...

Uwaga, właśnie się zaczyna! Kurtyna idzie w górę, a na scenę wkracza kohorta i strażnicy z latarniami, pochodniami i bronią. Nazarejczyk wygłasza swą kwestię: „Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie”.

Przez myśl mi wtedy przeszło: po cóż to powiedział? Aż tak naiwny nie był, by nie wiedzieć, że mało jest takich, co zło potrafią czynić z otwartą przyłbicą. Mało jest takich, co gotowi są wystrzelić, gdy w biały dzień stoją twarzą w twarz z ofiarą. Człek z reguły woli strzelić w plecy, zza węgła, bez świadków, w ciemności.

Na pewno nie myślał też Nazarejczyk, żeby się bronić błyskotliwymi słowy, zawstydzić hołotę i uniknąć śmierci. Nie, On już wziął się w garść i szedł prosto ku przepaści. Czyż sam zaraz nie dodał, że teraz muszą wypełnić się Pisma?

I wtedy doznałem olśnienia. On ich chce ratować, nie siebie! Ostatni raz szarpnąć sumieniami jak wędzidłem. Może potem, gdy już odprowadzą skazańca, gdy w głowie przestanie kołatać rozkaz, który posłusznie trzeba wykonać – echem powrócą Jego słowa? Nie dadzą spokoju, nie pozwolą spać, popsują smak potraw, nawet na dziewkę sprzedajną odbiorą ochotę. Dlaczegośmy przyszli nocą, z kijem w ręku jak na psa albo zbójcę? Gdyby wina Jego nie była wątpliwą, czyż nie powinniśmy zakuć Go w kajdany, gdy nauczał w świątyni, na rynkach i ulicach, a nie szukać w ciemnościach, poza murami Jeruzalem? Bo po prawdzie On wcale się nie krył ani nie uciekał. Swoim zabronił nawet stawać w Jego obronie. Cóżeśmy najlepszego zrobili?

Tak, w to właśnie grał Cieśla. Szedł na stracenie, ale do końca starał się innych ratować, i to przed śmiercią o wiele gorszą niż ukrzyżowanie ciała. To dlatego sługę arcykapłana pytał, czemu Go spoliczkował. To dlatego rozmawiał z Piłatem, choć dobrze wiedział, że najwyższego wymiaru kary uniknąć nie może ani uniknąć nie chce.

A na koniec skonał. Żeby ratować wszystkich. I tego numeru nigdy Mu nie daruję.


Twój kochający stryj Krętacz

©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2015