Reklama

Wyższa matematyka

Wyższa matematyka

03.06.2013
Czyta się kilka minut
Geniusz Wasowskiego? Gdzie jest klucz do tajemnicy tych pięknych, zwiewnych, zabawnych, kunsztownych i piekielnie inteligentnych kompozycji?
Tablica poświęcona Jerzemu Wasowskiemu
Tablica poświęcona Jerzemu Wasowskiemu
N

Nie ma nic gorszego niż pseudonaukowe zakalce, mające – z okazji takiego czy innego jubileuszu – po raz kolejny wykazać wielkość twórcy i wymienić jej racjonalne składniki. A jednak obawiam się, że będę musiał improwizować w tym właśnie stylu, ponieważ postać jubilata nie zasługuje na pretensjonalne, choć wygodne zaklęcie: „Geniusz”!

RAZ BIAŁY, RAZ CZARNY

Kilka lat temu, przygotowując się do rozmowy dla „Tygodnika” z Marią Wasowską, znalazłem odpowiedź Jerzego Wasowskiego na ankietę jakiegoś periodyku muzycznego. Tekst wydał mi się szalenie interesujący.


Czytaj rozmowę Grzegorza Turnaua z żoną Jerzego Wasowskiego, Marią >>

Jan Gondowicz o fenomencie Kabaretu Starszych Panów >>


„Jak komponuję piosenkę? – pisał „Pan A” z Kabaretu Starszych Panów – jest to o wiele prostsze, niż to sobie wyobraża tzw. szeroka publiczność. (...) Wybrany tekst poetycki sylabizuję, tzn. rozdzielam go na sylaby pionowymi kreskami, najlepiej ołówkiem, żeby ewentualne pomyłki, a takie w pośpiechu, a przeważnie piszę w pośpiechu, się zdarzają, można było usunąć. Następnie siadam do pianina i każdej sylabie tekstu przyporządkowuję jakiś klawisz, dbając o rozmaitość. Więc np. raz biały klawisz, to znów któryś z czarnych itd. (...) Pozostaje jeszcze sprawa zapisania kompozycji. No więc tu są możliwe dwie drogi: albo zna się nuty, albo się po prostu prześpiewuje czy przegwizduje kompozycję komuś, kto umiejętność zapisywania nut (z tego czy innego powodu) posiadł. Nie wolno jednak zapominać, że stosowanie drugiego sposobu wymaga pewnej muzykalności wrodzonej, no i że pociąga za sobą konieczność odstępowania komuś części dochodów płynących z twórczości”.

Owo ironiczne „dbanie o rozmaitość” mogłoby właściwie stanowić motto biografii urodzonego sto lat temu Jerzego Wasowskiego. Stawiając sobie bowiem pytanie o źródło albo mechanizm talentu do tworzenia wyrafinowanych szlagierów, musimy przede wszystkim pamiętać o jego wszechstronnym umyśle i inteligencji. Sama „muzykalność wrodzona” nie jest kluczem.

PRĄDY SŁABE

Bywają aktorzy, o których mówi się, że ich genialne kreacje oparte są na naradach z wykształconym inspicjentem: „mam być dobry, czy zły?” Bywają reżyserzy, których jedyną zaletą jest intuicja obsadowa. Bywają kompozytorzy, którzy nade wszystko cenią nastrój. „Szlachetne współbrzmienie proporcji” – to określenie może pasować do każdej udanej artystycznej konstrukcji, szczególnie do dzieł architektów, ale zostało przez poetę użyte w stosunku do czasu. „Czas ma w sobie proporcji szlachetne współbrzmienie / a z tej proporcji biorą się dobrodziejstw mnóstwa” – twierdzi (tłumaczony przez Stanisława Barańczaka) E.E. Cummings. Ta fraza przychodzi mi do głowy, kiedy słucham muzyki Wasowskiego.

Jedną z pasji kompozytora była matematyka. Nie miał żadnego, poza domowym – w tamtych czasach konwencjonalnym – wykształcenia muzycznego. Ukończył studia na Politechnice Warszawskiej (elektryczność – prądy słabe), ale kształcił się samodzielnie przez całe życie. Maria Wasowska: „Zawsze kojarzył mi się z Leonardem da Vinci – ze względu na ogromną wiedzę i talenty w różnych dziedzinach. Był też świetnym introligatorem, miał zdolności graficzne. Przed wojną chodził na wykłady z medycyny. Pasjonowało go wszystko, co było związane z budową ucha, oka. Interesowało go, jak człowiek widzi, i dlaczego tak widzi, i dlaczego słyszy tak, a nie inaczej, dlaczego niektóre zestawy dźwięków są przykre, a inne – przeciwnie. Inną jego pasją była krystalografia. Miał też ogromną wiedzę filozoficzną, psychologiczną. Skończyłam przy nim nielichy uniwersytet. Nie było prawie pytań, na które nie umiałby udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Jednej tylko rzeczy nie mógł mnie nauczyć – matematyki”.

MNIEJSZA, ALE NIE MAŁA

Muzykę Jerzego Wasowskiego należy oceniać w kontekście wszystkich jego zainteresowań i pasji. Wspólnym ich mianownikiem była, jak się wydaje, skłonność do analizy i syntezy. Cytowany we wstępie autoironiczny opis warsztatu kompozytorskiego jest – śmiem twierdzić – nie tylko kabaretowy.

Starszy Pan „A” miał umysł ścisły i – zaryzykuję – antypitagorejskie podejście do harmonii. Świadomy starożytnej obserwacji, że – jak czytam w „Wykładach z historii matematyki” Marka Kordosa – „harmonia wyraża się przez stosunek dwóch liczb naturalnych i tym jest pełniejsza, im liczby te są mniejsze”, naruszał tę matematyczną regułę i budował swój język kompozytorski na „szlachetnym współbrzmieniu proporcji” konsonansu do dysonansu. Ale co to znaczy dla normalnego słuchacza? Co to za pseudonaukowy bełkot?

Pisarz powinien być głupszy od swoich książek – jak powtarza pan Pilch. Można zaryzykować: kompozytor powinien być mądrzejszy od swoich piosenek. Niech się słuchacze wzruszają.

Był Wasowski rówieśnikiem Witolda Lutosławskiego, członkiem Związku Kompozytorów Polskich, ale nie komponował muzyki poważnej, instrumentalnej. Pisał – z nielicznymi wyjątkami, jak np. muzyka do filmu „Upał” – wyłącznie do tekstu i na zamówienie. Należał jednak do pokolenia wzrastającego z burzącej tonalny ład dodekafonii, które jazz traktowało jak muzykę rozrywkową – w opozycji do poważnej, przenosząc język i harmonię jazzu do piosenek, czyli – jak mawiał Jeremi Przybora – „muzyki mniejszej, co nie znaczy, że małej”. Robił to jednak zawsze z matematyczną, barokową precyzją i konsekwencją. Dlatego tak boleśnie brzmią dziś wszelkie przeróbki Wasowskiego, w których gubi się pierwotną harmonię, a szczególnie linię basu. Piszący te słowa też ma w tej dziedzinie niejeden grzech na sumieniu, ale codziennie wyciąga z tego wnioski.

Zapytany kiedyś, czy istnieje recepta na udany kabaret, odpowiedział: „Obawiam się, że istnieje, dlatego należy jej starannie unikać”. Matematyka matematyką, konstrukcja konstrukcją, ale nie byłby Wasowski tak unikatowy na tle Petersburskiego, Warsa, Szpilmana, gdyby nie piekielne poczucie humoru. Muzyczna erudycja pozwalała mu tworzyć piosenki odwołujące się do rozmaitych stylów, epok i tradycji: „Inwokacja”, „Pani Róża gra Szopena”, „Zosia i ułani”, „Kapturek 62”, „Mambo Spinoza” – przykłady można mnożyć. Jednocześnie wszystkie te utwory były w swojej formie POWAŻNIE skomponowane – pastisz, cytat czy parodia nigdy nie były dla Wasowskiego pretekstem do rezygnacji z JAKOŚCI.

Obcowanie z rękopisami Starszego Pana „A” uświadamia nam też, że będąc geniuszem-melodykiem zapisywał praktycznie całą architekturę utworu w wyciągu fortepianowym. Jeśli sam nie aranżował piosenek, osoba, której powierzał to zadanie (np. Juliusz Borzym), musiała w zasadzie tylko rozpisać na instrumenty to, co pierwotnie realizował fortepian. Dostęp do taśm z próbnymi, autorskimi wykonaniami daje też pojęcie o klasie wokalnej Wasowskiego. Moim ulubionym nagraniem demo jest „Ja dla pana czasu nie mam”, gdzie kompozytor wciela się swym barytonem w Hannę Banaszak.

ZAWZIĘTY KONSTRUKTOR SZAFEK

Czasem mi się śni, jak w wierszu Jeremiego Przybory, podróż w „owe czasy, gdy w »Pomologu« kwitły drzewa / i szło się ślizgać na Dynasy”. Moje sentymentalne skłonności do przedwojennej Warszawy mają racjonalne, choć śmieszne przesłanki: gdyby nie to i owo, mogłoby mnie nie być. Cała moja rodzina ze strony Mamy jest Warszawą podszyta. Panowie Przybora i Wasowski – a trudno te nazwiska rozłączyć – uosabiają Warszawę, za którą tak bardzo tęskniła moja Babcia, rówieśniczka Wasowskiego, w latach 70. zanudzając nas z braćmi wspomnieniami, na które byliśmy za mali i za głupi. Dziś piosenki takie jak „Warszawa da się lubić”, „Na Krzywym Kole” czy „Złoty pierścionek” – komponowane do tekstów różnych autorów, m.in. Bronisława Broka, są dla mnie nieznośnie melancholijne i piękne.

 Osobnym rozdziałem była współpraca z Wojciechem Młynarskim – „W Polskę idziemy”, „Lubię wrony” czy „Gram o wszystko”. Oczywiście, większość z nas zawsze będzie kojarzyła Jerzego Wasowskiego z „Kabaretem Starszych Panów”. Pamiętać trzeba jednak, że kabaret trwał osiem lat, a Jerzy Wasowski – z zamiłowania zawzięty konstruktor szafek kuchennych i krystalograf – poświęcał się zawodowo komponowaniu muzyki przez lat 40.

Widziałem maszynopis listu, który wystosował do aranżera piosenki „Pejzaż bez ciebie”. Prosi o „zachowanie całego fortepianu jako jednego z głosów orkiestry” oraz o „zrytmizowanie typu rockowego, z zachowaniem jednak nastroju mglistego krajobrazu”.Ta ostatnia uwaga prowokuje jeszcze jeden wniosek: absolutna wierność tekstowi i uznanie służebnej roli muzyki w piosence, tak aby nie można było niczego rozłączyć – ta zasada zdawała się przyświecać Starszemu Panu „A” w całej, liczącej ok. 700 utworów kompozytorskiej pracy.

Jakim cudem w takim razie jazzmani od dawna uważają dzieła Wasowskiego za autonomiczne, a niektóre wręcz określają mianem „standardów”?! Jak to możliwe, że Bogdan Hołownia nagrywa instrumentalne wersje piosenek z grupą amerykańskich muzyków jazzowych, niemających zielonego pojęcia o Kabarecie Starszych Panów, a zagraniczni wirtuozi nie posiadają się z zachwytu? Gdzie jest klucz do tajemnicy tych pięknych, zwiewnych, zabawnych, kunsztownych i piekielnie inteligentnych kompozycji?

Cummings kończy swój wierszyk o czasie następująco: „lecz ponad wszystko (...) jest czas dla pozaczasowości”.
A to już wyższa matematyka.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]