Szczęśliwy gawron

W wieku 79 lat zmarł Leszek Aleksander Moczulski, poeta z pokolenia Nowej Fali, autor tekstów piosenek Skaldów, Marka Grechuty i Grzegorza Turnaua, którego wspomnienie publikujemy.
Czyta się kilka minut
Leszek Aleksander Moczulski / Fot. Danuta Węgiel
Leszek Aleksander Moczulski / Fot. Danuta Węgiel

Blok przy ulicy Meissnera 6 (dawniej: Lotnicza 72) znałem od dzieciństwa – przeprowadziliśmy się z rodzicami do sąsiedniego budynku, pod numer 4, w 1977 r., kiedy wokół była jeszcze zupełna pustynia. O tym, że w swoim „eremie” z widokiem na Tatry mieszka tu wielki poeta, którego twórczość silnie wpłynie na większość mojego dorosłego życia, miałem dowiedzieć się nieco później.

      Pewnego dnia, wychodząc do szkoły, a był to pewnie wiosenny, ciepły poranek, zobaczyłem, że wokół naszego bloku krąży wysoki mężczyzna w białym fraku. Był bardzo podobny do kogoś, kogo widziałem wcześniej w telewizji. Miałem wrażenie, że szuka właściwej klatki, a być może pomylił bloki. Po latach utrwaliłem w pamięci ten epizod jako moje pierwsze spotkanie z Markiem Grechutą. W czasach „Szalonej lokomotywy” lubił on poruszać się po mieście w scenicznym kostiumie i tak też go zapamiętałem – Belzebub we fraku, chodzący po wykopach wokół monstrualnych budynków z wielkiej płyty, szukający właściwej klatki, przez którą dostanie się na dziesiąte piętro do pustelni swojego przyjaciela – Poety.

      Tak się złożyło, że kilka lat później byłem już w zespole „Piwnicy pod Baranami” i napisałem pierwsze kompozycje do wierszy Leszka Aleksandra Moczulskiego: „Ofelia”, „Listeczek” (dla Ewy Wnukowej) i „Odjeżdżamy” (dla siebie). Próby (z udziałem Ewy i trębacza Andrzeja Marchewki) odbywały się – ku utrapieniu sąsiadów – w mieszkanku na Meissnera, przy pianinie. Nadal nie zdawałem sobie wtedy sprawy z bliskości siedziby autora tych tekstów. Żyłem jak każdy nastolatek – nie myślałem, nie sprawdzałem, tylko działałem.

      Leszka i jego żonę Krystynę, a także syna Mateusza (o którym był „Listeczek”), poznałem tak naprawdę dopiero dzięki „Nieszporom Ludźmierskim” – wspólnemu dziełu Leszka i Jana Kantego Pawluśkiewicza. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, jak nieistotna bywa geografia dla ciekawych połączeń. Może byśmy się w osiedlowym sklepie nie zaprzyjaźnili?

      Jeśli można o kimś – bez patosu – powiedzieć, że był filozofem, to właśnie o Leszku. Oczywiście nie aspirował do bycia twórcą systemu filozoficznego w sensie naukowym, jednak jego poezja i jego piosenki zasługują – moim zdaniem – na poważną analizę i filozoficzną, i teologiczną. Był – zwłaszcza w ostatnich latach – niesłychanie oszczędny w formie. Od lat stawał się – jak sam o sobie napisał – „szczęśliwym gawronem”.

      Jego pracowitość i skromność. Jego urok, czułość, uwaga. Jego czytanie nowych tekstów przez telefon. I mój straszny wstyd, teraz, że idąc ulicą nie dosłyszałem wszystkich słów. Że czasem nie oddzwoniłem.

      Wśród wielu naszych wspólnych utworów, był jeden najbardziej znaczący: „Soplicowo”. Poprosiłem Leszka o napisanie tekstu, który mógłby być kanwą piosenki promującej „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy. Urodzony w Suwałkach Poeta przysłał mi kilka godzin później arcydzieło, zaczynające się od słów: „O, te jeziora, co wokół rozlane / borów i lasów, i ciszy potęga / to, co się kocha, na zawsze zostaje / otwarta przed nami do czytania księga”…

      Bloki na Meissnera. Takie to były czasy. W jednym pan Moczulski, w drugim pan Harasymowicz. W jednym pan Balcerzak, w drugim pan Klimczak. A gdzieś tam ja, klecący swoje pierwsze piosenki. Co poradzić na to, że musimy mówić o sobie, kiedy umierają przyjaciele. Jak by to powiedział Leszek:

„I jest nadzieja, bo jej to jest pieśń,

a życie takie jest, jakie jest –

egzystencjalny to jest nasz taniec –

całuję rękę na pożegnanie –

choć różnie bywa – prawda i blaga –

tango nadziei

tańca wymaga”.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2018