Wybierzemy aktywnych i kompetentnych

Po pięciu latach obecności w Unii Europejskiej przyszedł czas na nasz egzamin dojrzałości.
Czyta się kilka minut

7 czerwca pójdziemy do urn, by wybrać swych przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem według ostatnich badań Eurobarometru, zaledwie 15 proc. naszych rodaków deklaruje chęć udziału w tych jakże ważnych wyborach. Przed pięciu laty frekwencja w Polsce wyniosła nieco powyżej 20 proc. i była jedną z najniższych w Europie. Wówczas można było tłumaczyć to nieznajomością Unii Europejskiej, jej struktur i nieraz zawiłych procedur podejmowania decyzji. A dzisiaj?

W Europie od dekady wiele mówi się o "oderwaniu spraw europejskich od obywateli". Dyskusja ta na nowo rozpaliła emocje, gdy w dwóch ważnych krajach został odrzucony traktat konstytucyjny, co zostało uznane za spóźniony efekt rozszerzenia Wspólnoty z 2004 r. Później byliśmy świadkami irlandzkiego "nie" dla traktatu lizbońskiego.

Instytucje europejskie podejmują - z różnym skutkiem - starania, by Unia stała się bliższa jej mieszkańcom: tym niezwiązanym na co dzień z polityką czy - ogólniej - z tematyką unijną. Tymczasem politycy w różnych krajach (także w Polsce) nie zawsze pamiętają, że stosując retorykę "my-oni" obniżają zaufanie do Europy wspólnotowej. Słyszymy od powracających z Brukseli delegacji, że "odniosły sukces w negocjacjach", "broniły interesów narodowych", a gdy coś się nie powiodło, pada stwierdzenie: "Bruksela nam narzuca...". Militarny język czasem przynosi doraźne korzyści, ale w dłuższej perspektywie wywołuje w społeczeństwie poczucie stanu oblężenia oraz podważa zaufanie do partnerów zewnętrznych.

Nikt w Polsce zdrowo myślący nie będzie dziś podważał słuszności decyzji ukoronowanych wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej

1 maja 2004 r. Rezultaty członkostwa widać dookoła. Prowadzone na szeroką skalę inwestycje infrastrukturalne, jak nowe drogi, szybsze połączenia kolejowe, poprawa środowiska naturalnego, dynamiczny wzrost eksportu - to tylko niewielki wycinek korzyści. Swoboda podróżowania, otwarcie rynków pracy, wreszcie możliwość podejmowania studiów na uniwersytetach za granicą uzupełniają szerszy kontekst.

Oczywiście, mówienie o sukcesach w dobie szalejącego dziś w świecie kryzysu nie jest łatwe. Jednak to właśnie zjednoczona Europa może stawić czoło wyzwaniom globalnym i regionalnym, również tym ważnym dla Polski. Weźmy przykład Partnerstwa Wschodniego czy bezpieczeństwa energetycznego. Dzięki zaangażowaniu całej Unii nasi sąsiedzi na Wschodzie otrzymują instrumenty stabilizujące, służące ich rozwojowi. Dzięki wspólnym działaniom możemy mieć nadzieję, że dostawy energii w przyszłości nie będą zakłócane. Aktywny udział Polski w tych procesach jest niezwykle istotny.

Do kluczowych aktorów należą unijne instytucje, w tym Parlament Europejski, którego rola w ostatnim czasie staje się coraz ważniejsza. Wybierani w wyborach powszechnych jednocześnie we wszystkich państwach członkowskich UE posłowie powinni mieć zatem silną legitymację. Bez wysokiej frekwencji, czyli naszego głosu oddanego do urn, byłoby to jednak trudne. Wybory są zawsze sprawdzianem z demokracji. I właśnie możliwość wyboru, a wręcz obowiązek skorzystania z tego prawa winien być odpowiedzią na żale o brak przejrzystości czy łączności między Europą a obywatelami. Jeśli wybierzemy aktywnych i kompetentnych przedstawicieli, możemy być pewni, że nasz głos w Brukseli będzie słyszany - będziemy mieć adwokatów naszych spraw tam, gdzie podejmowane są kluczowe decyzje. Nie należy zapominać, że ponad 60 proc. obowiązujących nas aktów prawnych powstaje dziś w Brukseli, gdzie Parlament Europejski ma znaczący wpływ na ich ostateczny kształt.

Można więc z całą odpowiedzialnością stwierdzić: udział w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego będzie świadectwem naszej obywatelskiej dojrzałości.

Zbigniew Gniatkowski jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Krajowej Szkoły Administracji Publicznej; obecnie pełni funkcję rzecznika prasowego Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2009

Artykuł pochodzi z dodatku Polska w Unii (15/2009)