Wszystko na siłę

Groźne zapowiedzi rzecznika rządu – że „utrata większości przez koalicję to przyspieszone wybory” – wydają się tylko grą. W istocie to komunikat dla własnej partii i dla PSL: „Uwaga, wesołe życie w Warszawie może się skończyć dla wielu z was!”.
Czyta się kilka minut

Logika podpowiada jednak, że na przyspieszonych wyborach nikomu w Sejmie nie zależy – każda partia liczy, że czas będzie działał na jej korzyść. Przegrywający myślą, że odrobią straty. A ci, którzy mają dobre sondaże, liczą na jeszcze lepsze.

Czego można się spodziewać? Platforma pewnie zacznie polowanie na „uchodźców” z Ruchu Palikota, co przynajmniej na chwilę rozwiąże jej kłopoty. Na chwilę, bo partia Tuska dosyć skutecznie się podzieliła – i to dzięki ryzykownej strategii premiera, który wybrał siłowy wariant konsolidowania szeregów. „Jestem premierem, jestem liderem, a jeśli komuś się nie podoba, zapraszam na udeptaną ziemię” – taki był jego przekaz przed wewnętrznymi wyborami.

Donald Tusk – przy słabej frekwencji – pokonał Jarosława Gowina osiem do dwóch.

Przed wyborami – jak się okazuje – dochodziło do brzydkich rzeczy. W niektórych regionach, na przykład w Małopolsce, hurtowo „zwiększano” liczbę członków PO, aby premier osiągnął lepszy wynik – co jest określane terminem „pompowanie kół” (tj. kół partyjnych w „terenie”). W tych warunkach przegrana outsidera Gowina wcale nie jest dotkliwa – przecież przewidywano, że zostanie rozbity w proch.

PODZIELONA PLATFORMA

Krajobraz w Platformie po tej wyborczej bitwie jest smutny.

Osłabiona jest frakcja „lojalistów”, którą dodatkowo czeka za chwilę poważne wyzwanie: Hanna Gronkiewicz-Waltz, wierny „żołnierz” premiera, będzie musiała przetrwać referendum w stolicy. Natomiast pogardzana „spółdzielnia”, gdzie kluczowe role grają Andrzej Biernat z Łodzi i Ireneusz Raś z Krakowa, zyskała podmiotowość: nie będzie już tylko bezwarunkową klaką Donalda Tuska, ale zacznie mu stawiać warunki. Z kolei stronnictwo Grzegorza Schetyny – w partyjnych wyborach grało ono na niską frekwencję – po bitwie jest bardziej skonsolidowane. I wreszcie Jarosław Gowin: z 20-procentowym poparciem oraz z samozawieszeniem się w klubie, w solidarności z konserwatywnym posłem Jackiem Żalkiem.

Wariant siłowy, który wybrał premier, w tych warunkach politycznych i gospodarczych musiał doprowadzić do dezintegracji PO – czyli przyniósł dokładnie odwrotne skutki, niż zakładał Donald Tusk i jego „dwór”.

Gdyby nie spadające sondaże, gdyby nie konieczne oszczędności, gdyby nie wielka dziura w finansach publicznych i konieczna nowelizacja budżetu, gdyby nie potrzeba złamania kolejnego przyrzeczenia (tym razem w sprawie obniżenia VAT) – byłoby inaczej. Wtedy zapewne Platforma powiedziałaby: „Tylko Tusk, lepszego nie mamy”. Ale w tych warunkach „tak” dla Tuska nie było wcale mocne i przesądzające.

Zresztą wojna wewnętrzna będzie trwała nadal – tym razem na poziomie regionalnym. Partia będzie wybierać liderów w województwach i wtedy mapa wzajemnych animozji oraz siły poszczególnych frakcji zarysują się wyraźniej.

DYLEMATY (NIE TYLKO) GOWINA

W każdym razie Platforma jest dziś osłabiona, a rząd – właśnie za sprawą zawirowań w PO – dysponuje w Sejmie już tylko minimalną większością.

PO zapoluje więc zapewne na posłów z Ruchu Palikota. A w odwodzie zawsze jest Leszek Miller, rzekomo przebierający nogami, by wejść do koalicji. Choć w tej ostatniej sprawie byłbym ostrożny: Miller jest już wystarczająco silny, aby poradzić sobie samemu. Ruch Palikota, panoszący się na jego tradycyjnym terenie, zamordował się sam. Skoro tyły są bezpieczne, SLD może szykować się do ofensywy. Pozycję ma wygodną – może atakować rząd z pozycji lewicowych i pokazywać, że jest rozsądniejszą opozycją niż PiS.

Oczywiście, koalicja PO i SLD to marzenie Gowina. Wtedy mógłby odejść z podniesionym czołem i wezwać tę część PO, która nie chce mieszać się z postkomuną, do secesji. W innym wypadku Gowin ma się nad czym głowić. Zostać w PO jako statysta? Jak długo? Przecież PO na listy wyborcze go nie wpisze. Odejść do PiS-u? Ale on przecież nie uważa PiS-u za partię dla siebie. Może z nimi rozmawiać, ale raczej nie będzie czuł się dobrze w jednej formacji z Markiem Suskim, Antonim Macierewiczem czy Joachimem Brudzińskim.

Gowin jak mało kto wyczuwa, że „miły PiS” wcale nie jest tak bardzo miły. Radykalizm, populizm, frakcyjne wojny, które zazwyczaj buzują w partii Kaczyńskiego – dziś przycichły. Ale tylko dlatego, że w szeregach zapanował entuzjazm i wiara, że za chwilę zdobędą całą władzę. Jednak stare demony wrócą. PiS się przecież nie zmieni – to partia rozedrgana, walcząca, chcąca zbudować jakąś nową RP, bo ta, która jest, im nie odpowiada.

Fakt: PiS-owskie „doły” przyjęłyby Gowina z otwartymi ramionami. Ale „pretorianie” prezesa? Dla nich byłby zagrożeniem. Przy uchu prezesa i tak jest tłok, a walka o dobre miejsce bywa bezwzględna.

***

Czy zatem Gowin będzie montował coś swojego? Ale z kim: z Kowalem, Wiplerem, Ziobrą? Czy z tego da się coś ulepić? W każdym razie konserwatywny poseł ma o czym myśleć. Sądząc z tego, jak Gowin unika odpowiedzi na pytanie „co dalej?” – ostatecznych decyzji jeszcze nie powziął. Być może rozwiązaniem będzie wyczekanie na kolejne potknięcia premiera? Budowanie „struktury poziomej” z frakcją Schetyny? Obaj politycy różnią się mocno poglądami, ale potrafią współpracować, a ostatnio ich stosunki są bliskie kordialnych.

Ale cokolwiek wymyśliliby politycy – i tak kluczowe będzie to, co się stanie w gospodarce. Jeśli wszystko ruszy jak należy, jeśli wskaźniki się poprawią i wróci optymizm społeczny – wtedy Tusk ma ciągle szansę odbudować swoją pozycję. Jeśli nie, może szykować się do życia w opozycji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2013