Wrocław nie dla Romów

Romskie koczowisko, które od siedmiu lat funkcjonowało przy ul. Paprotnej we Wrocławiu, zostało zlikwidowane.
Czyta się kilka minut
Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Anna Goc, fot. Grażyna Makara

Romowie wyszli ze swoich domów – bo jak inaczej nazwać baraki samoróbki, w których mieszkali – w środę rano. Kiedy wrócili po kilku godzinach, zastali: koparki, które zrównywały teren z ziemią, kontenery, do których wrzucano ich rzeczy, i taśmę z kartką: „Wstęp wzbroniony. Zarząd Zieleni Miejskiej”. Stracili: dokumenty (w tym akty urodzenia), lekarstwa, ubrania, garnki, pościel. Wszystko, co mieli.

Miejscy urzędnicy tłumaczyli: „Uprzątnęliśmy fragmenty prowizorycznych zabudowań i inne śmieci”. Wyjaśniając, zaznaczali, że Romowie zajmowali nielegalnie teren miejski, a ich baraki – jak stwierdził powiatowy inspektor nadzoru budowlanego – zagrażały bezpieczeństwu. W skrócie: likwidacja koczowiska przebiegła zgodnie z prawem.

Tylko co to za prawo, które nie przewiduje poinformowania mieszkańców o nakazie eksmisji? I które pozwala wywieźć czyjeś rzeczy na śmietnisko? Czyżby wrocławscy urzędnicy zapomnieli, że żyjemy w XXI w. i rzymska reguła „twarde prawo, ale prawo” już nie obowiązuje? Czyżby debatowali od lat o otwartości, tolerancji i integracji jedynie dla zachowania pozorów? Jedno jest pewne: likwidując w taki sposób koczowisko przy Paprotnej (mieszkało tam 10 osób) i zapowiadając likwidację drugiego, funkcjonującego wciąż koczowiska przy ul. Kamieńskiego (teraz mieszka tam ok. 80 osób), stracili szansę na porozumienie z Romami i dali im do zrozumienia, że ich prawa nie są równe z prawami pozostałych mieszkańców miasta.

„Obóz nie śpi” – pisaliśmy dwa lata temu o koczowisku Romów, po tym, jak pod osłoną nocy ich domy próbowano podpalić. „Mężczyźni czuwają na zmianę” – relacjonował nasz reporter. Od ubiegłego tygodnia czuwają i za dnia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2015