W Dobrej Voli, daleko od Gadziów

Kilka dni trwały zamieszki cygańskie na wschodzie kraju. Policja aresztowała 182 osoby oskarżone o chuligaństwo, rozbój i kradzieże. Straty oszacowano na 847 tys. koron. To suche liczby, za którymi kryje się tragiczna sytuacja półmilionowej społeczności Romów słowackich i bezradność młodego, małego państwa wobec bardzo trudnego problemu.

07.03.2004

Czyta się kilka minut

Spiskie Podzamcze, 25 lutego 2004 /
Spiskie Podzamcze, 25 lutego 2004 /

“Na froncie wschodnim spokój" - donosi w piątek, 27 lutego, największy słowacki dziennik “SME". W pobliżu cygańskich osiedli spacerują, po dwóch, uzbrojeni policjanci w polowych mundurach. Nad Trebišovem, gdzie doszło do starć ulicznych, kołuje śmigłowiec.

Następnego dnia rano przekraczam granicę na Łysej Polanie. W doniesieniach prasowych powtarza się nazwa Žehra. - Musisz jechać na Kieżmark i Lewoczę, a potem za Spiskim Zamkiem skręcić w prawo - instruuje mnie kolega, dziennikarz z Popradu.

Wszystko się zgadza, tylko nigdzie nie widzę Romów. Schludna wioska, dobrze utrzymane domy, w równych odstępach od drogi, biały kościółek na górce. Trzej chłopi rozładowują przyczepę z trocinami. - Cyganie? Trzeba jechać dwa kilometry w stronę Spišskich Vlachov - mówi jeden z mężczyzn. - Owszem, były zamieszki. Im się nie chce robić. Dostawali zasiłki socjalne, kupę pieniędzy, więcej niż my pensji. Teraz, jak im zmniejszyli wypłaty, to się buntują - wyjaśnia właściciel przyczepy.

Za potrzebą do lasu

Wysoki krzyż na rozstaju dróg, a niżej, pod skarpą - Dobra Vola. Kilkanaście rodzin. Małe domki, przycupnięte wzdłuż szosy, posklejane w nieforemną całość. Zatrzymuję samochód w śnieżnej brei przed wejściem do niskiej chałupy z głębokimi oknami w kamiennym murze.

Bieda ma wszędzie ten sam, mdlący zapach. Jedna izba, żadnych przedsionków ani dalszych pomieszczeń. Kawałek rozbitego lustra przyklejony do ściany, miednica i blaszane wiadro z wodą. Dziurawe linoleum na betonowej podłodze. W rogu niski piec z cegieł, po lewej zardzewiała kuchenka elektryczna i coś w rodzaju blatu kuchennego. Po prawej - resztki meblościanki z początku lat siedemdziesiątych i czarno-biały telewizor. Poszarzałe święte obrazy przyozdobione plastikowymi kwiatami.

Ladislav Mižigar mieszka z żoną, dziećmi i wnukami. - Śpimy tu wszędzie na podłodze - mówi synowa gospodarza. W poprzek szerokiego, małżeńskiego łoża leży biały becik z ślicznym, śniadym niemowlakiem. Obok zaspany kilkuletni chłopczyk wygrzebuje się spod kawałka szarego koca. Kobiety układają na blasze placki z mąki, wody i proszku do pieczenia. - Marikle, my to jemy zamiast chleba, bo chleb jest drogi, 30-40 koron za bochenek - tłumaczy druga synowa. Najmłodsza, 12-letnia córka Ladislava chodzi boso. Oszczędza buty, żeby miała w czym iść do szkoły.

- Proszę usiąść - gospodarz podsuwa namiastkę taboretu, kawałek dykty na żelaznych nóżkach. - Dostawałem 3600 koron na siebie, żonę i najmłodszą córkę, od 1 marca dostanę 560 - Ladislav Mižigar przedstawia proste wyliczenie. - Kiedy zapłacę za prąd 400 koron i kupię bilet miesięczny na autobus dla dziecka za 140, zostanie mi 20 koron. Nawet na litr mleka nie starczy. Pracowałem 14 lat w przedsiębiorstwie Agrostav w Spiskiej Nowej Wsi. Zakład zlikwidowali, pracy nie ma.

- Nie mamy się gdzie umyć, z wiadrami do studni chodzimy prawie kilometr, nie ma tu nawet wychodka, za potrzebą idziemy do lasu. Gadziowie mają pracę, mają łazienki, centralne ogrzewanie, my mieszkamy daleko od Gadziów - niska, chuda, niespełna trzydziestoletnia kobieta z tlenionymi na blond czarnymi włosami mówi bardzo szybko, z irytacją w głosie.

Opuszczam duszną izbę. Brnąc przez topniejący śnieg zmieszany z błotem i śmieciami, idę zobaczyć, jak mieszkają inni obywatele Dobrej Voli. Obok mnie przepycha się gromada ciekawskich dzieci. Tenisówki albo kalosze na bosych stopach. Pokazują swoje lekkie bluzeczki i proszą, żeby im przywieźć coś cieplejszego do ubrania.

Następna chałupa - Józef Mižigar, młodszy brat Ladislava. Typowy przykład cygańskiej rodziny: w dwóch izbach o łącznej powierzchni 35 metrów mieszka 14 osób. Dotychczasowy dochód z zasiłków socjalnych i rodzinnych - 14500 koron, od 1 marca - 4500.

Lidia Chorvatova, zapadnięte policzki, chuda koścista sylwetka uwypukla wystający brzuch. Ostatni miesiąc ciąży. Prowadzi mnie do swojej izby. Ciemna, podłużna komórka. Beton na podłodze, szare ściany, folia w oknie zamiast szyby. Zardzewiały żelazny piecyk, kilka patyków pod piecem, szerokie łóżko, szafa. Koniec. Chłopczyk otwiera szafę, aby pokazać, że prawie nic tam nie ma: pół kilo mąki, torebka herbaty, trochę cukru. Lidia mieszka tu z mężem i pięciorgiem dzieci. W poniedziałek pójdzie na piechotę 6 km do poradni ginekologicznej w Krompachach - na autobus jej nie stać. Po najnowszych zmianach w systemie zasiłków jej rodzina będzie musiała przeżyć za 5000 koron (ok. 400 zł) miesięcznie.

Głodni ludożercy

Dwaj szesnastoletni chłopcy wsiadają ze mną do auta. Pokażą, gdzie mieszka cygański dziennikarz. Podjeżdżamy pod nowy segment w szeregowej zabudowie. W drzwiach mijam się z dziennikarzem “SME". Pojmuję już medialną sławę gminy Žehra, do której należą okoliczne cygańskie osiedla.

Skórzane kanapy, okrągły stolik ze szklanym blatem. Tylko święte obrazy podobne jak u sąsiadów w Dobrej Voli, ale większe, czyste i jakby świeżo namalowane.

Cyril Dunka jest dobrze ubrany, ma trzydzieści kilka lat. Wręcza mi wizytówkę z e-mailem i numerem telefonu komórkowego. “Niezależny dziennikarz, asystent - nauczyciel". W szkołach, gdzie uczą się cygańskie dzieci, wprowadzono instytucję romskiego asystenta.

- To, co się stało na Słowacji, nie jest tylko problemem Romów, jest problemem wszystkich biednych ludzi w tym kraju. Nie wiem, dlaczego biali nie przyłączyli się do naszego protestu, przecież wkrótce powiększą rzeszę bezdomnych, bo nie będzie ich stać na zapłacenie czynszów - Cyril mówi głośno, energicznie gestykulując.

Próbuję się dowiedzieć, na czym ma polegać reforma, którą forsuje Ludovit Kanik, minister pracy i spraw socjalnych.

- Najprościej mówiąc, obcina zasiłki socjalne, aby zmusić ludzi do aktywniejszego starania o pracę. Jednocześnie oferuje każdemu bezrobotnemu, który znajdzie robotę, tzw. dodatek aktywizacyjny w wysokości 1000 koron miesięcznie - objaśnia Cyril i zaraz dodaje, że to nie ma sensu, bo pracy nie ma. Zresztą Romów i tak nikt nie chce zatrudniać. - Rząd nie umie gospodarować, szuka pieniędzy, okradając biednych z ich biedy - mój rozmówca nie ma wątpliwości, kto jest winowajcą.

W Lewoczy Cyganie rozgrabili supermarket Billa, w kilku innych miejscowościach obrabowali też mniejsze sklepy. - Oni po prostu brali jedzenie i nie płacili, byli głodni, ale nie mieli pieniędzy - tłumaczy swoich rodaków Cyril Dunka. Pytam o informacje z kilku słowackich gazetach, że Romowie rzucili się głównie na alkohol i papierosy. Słyszę, że to nieprawda.

- W Spiskim Podzamczu, niedaleko stąd, demonstracja była legalna - relacjonuje Dunka. - Nikt niczego nie rabował, wręczyliśmy naszą petycję primatorowi (burmistrzowi) miasta, ludzie krzyczeli “chcemy pracy".

Czy prawdą jest, jak podały niektóre gazety, że zamieszki sprowokowane zostały przez romskich lichwiarzy, którzy przestraszyli się, że stracą źródło dochodów? - To kompletna bzdura, wymyślona chyba tylko po to, żeby zamaskować fakt, że jednocześnie z obniżką zasiłków socjalnych wzrastają pensje ministrów i innych wysokich urzędników państwowych - denerwuje się Cyril.

Przechodzimy na tematy historyczne, może bardziej neutralny grunt. - Najstarsza pisemna wzmianka o Romach na Spiszu to dekret króla Zygmunta Luksemburskiego, wydany dla obrony Cyganów, których miejscowa ludność zaczęła zabijać, oskarżając o ludożerstwo - mówi Dunka. - Mieszkaliśmy na tym terenie od XIII w. albo nawet wcześniej. Romowie wędrowali z miejsca na miejsce, nie mieli ziemi ani domów. Dopiero w 1958 r. władza komunistyczna wydała zakaz koczowania. Oficjalnie na terenie Republiki Słowackiej mieszka 87 tys. osób narodowości romskiej, faktycznie populacja Cyganów to 530 tys. osób, mieszkających w 672 osadach-gettach - recytuje z pamięci Cyril Dunka.

Nie chcą między Gadziów

Stroma skarpa nad szosą do Spiskiego Podzamcza. Misterna zabudowa skonstruowana jakby wbrew prawu grawitacji i zasadom symetrii. Domki z cienkich, drewnianych żerdek, przykryte kawałkami blachy luźno przylegającej do dachu. Schodki, ganki, daszki - poszczególne elementy tych budowli rządzą się własną logiką pionu i poziomu. Puste miejsca wypełnia eternit i folia, czasem pojawia się kawałek ściany z pustaków lub cegły.

To miejsce nie ma nawet nazwy, wszyscy mówią “osada". - Najpierw były ziemianki, potem ludzie zaczęli stawiać drewniane budy, chatrče - mówi Cyril Dunka, który wychował się w jednym z takich domków. - Wspólna izba, piec, łóżko, stół. Tam spędziłem większą część życia, tam się uczyłem, żeby zdobyć wykształcenie. To jest główny problem Romów: nie mają pracy, bo nie mają wykształcenia, nie mają wykształcenia, bo nie mają warunków, żeby się kształcić i koło się zamyka - stwierdza Cyril.

Parkuję w centrum Spiskiego Podzamcza. Sobota po południu, grupka elegancko ubranych Słowaków w średnim wieku idzie na jakieś imieniny. Pytam, co się tu działo kilka dni temu. - Chodźcie, nie rozmawiajcie z nim, Polak szuka sensacji.

Dwaj uzbrojeni policjanci w grubych polowych panterkach: - Nic się nie działo, tu jest spokój.

Starszy pan w okularach. - Problem Cyganów to nie jest kwestia techniczna, tego nie załatwi ustawa taka lub inna, dawanie lub zabieranie zasiłków, rzecz jest tutaj, w środku, w mentalności. Oni są obcy dla nas. Obcy, znaczy źli. Cygan, ocyganić - to ma zabarwienie negatywne. My jesteśmy obcy dla nich, oni nie chcą iść między Gadziów. W pierwszej połowie XX wieku biskup spiski Jan Vojtaššak - o tam widać Spiską Kapitułę, miejsce, gdzie rezydował - wzywał Słowaków, aby przyjmowali Cyganów do siebie. Oni osiedlali się co najwyżej na skraju wsi, kilometr lub dalej od naszych zabudowań - Ondrej Lorko ma dobrze przemyślane problemy cygańskie, jest działaczem wspólnoty charytatywnej, która pomaga Romom. Dorosłe życie spędził w Bratysławie, teraz jako emeryt chętnie wraca do rodzinnej wsi Bijacovce na Spiszu. Z Cyganami chodził do szkoły, Cyganie to jego sąsiedzi.

- Tu już nie wystarczy sama tylko tolerancja, musimy ich przyjąć do siebie z całą ich kulturą i sposobem myślenia - kontynuuje Ondrej Lorko. - To jest trudne. Proszę sobie wyobrazić: biedna Cyganka, matka sporej gromadki dzieci, robi zakupy za 2 tys. koron, są tam papierosy, jest wino. Wzięła właśnie zasiłek socjalny. Za tydzień nie będzie miała ani halerza. Pójdzie do cygańskiego lichwiarza, który da jej pieniądze, ale przy wypłacie kolejnego zasiłku odbierze ze stuprocentowym zyskiem. To jest mentalność wschodu, oni żyją chwilą. Jutro dla nich nie istnieje.

Komuniści chcieli pozbawić Romów ich kultury, sposobu życia, mentalności. Do 1962 r. zlikwidowali wędrujące tabory cygańskie. - Dali zatrudnienie, ale oduczyli pracować - opowiada Ondrej Lorko. - Markowanie roboty było typowe dla socjalizmu. Na domiar złego przez długie lata funkcjonował przepis, że wystarczyło przez 20 dni w miesiącu przychodzić do roboty, aby dostać zasiłek na dzieci. Cyganie szybko się tego nauczyli. Teraz wyciągają rękę: dajcie, bo nam się należy.

O innych grzechach funkcjonariuszy byłego ustroju względem wspólnoty romskiej mówi ojciec Michal Zamkovsky, redemptorysta z Podolińca. - Cygańskim rodzicom zabierano dzieci, aby je wychowywać w sierocińcach, bez żadnego kontaktu z rodziną. Dzisiaj mamy całe pokolenia ludzi znikąd, nie potrafią sobie nigdzie znaleźć miejsca, nie wiedzą, jak żyć. Jako duszpasterz często się z nimi stykam. To osoby głęboko nieszczęśliwe.

Była jeszcze jedna wstydliwa karta socjalistycznej Czechosłowacji. Sterylizacja kobiet cygańskich, czasem za pieniądze, a często bez ich zgody i wiedzy, zwykle w szpitalu po urodzeniu dziecka. “Żeby ograniczyć przyrost niezdrowej populacji" - uzasadniano w partyjnych dokumentach.

- Zachodni dziennikarze chętnie piszą o słowackiej nietolerancji wobec Cyganów, ale jednocześnie stare demokracje Unii Europejskiej deportują słowackich Romów, aby nie obciążali systemów opieki socjalnej w tych państwach - mówi Peter Laučik, dziennikarz lokalnego tygodnika z Popradu.

Ściana strachu i światło w tunelu

Placówka naukowa Tatrzańskiego Parku Narodowego w Tatrzańskiej Łomnicy. Nie ma tu jeszcze paniki, ale jest szczery niepokój. - Kieżmarskie Żleby, gdzie mieszkamy, to zaledwie osiem rodzin. Ani jednej latarni, las dookoła, tylko czekam, aż przyjdą Cyganie z pobliskich Mlynczeków, nie obronimy się w żaden sposób - denerwuje się rozsądna i kulturalna pani zoolog z TANAP-u.

Ale boją się też Cyganie. W Trebišovie poszła fama, że zamaskowani mężczyźni chodzą po zmroku od domu do domu. Wywlekają Romów, uczestników protestu, biją ich, kopią, stosują elektrowstrząsy.

Gadziowie i Cyganie żyją obok siebie, hermetycznie na siebie zamknięci, oddzieleni ścianą strachu, nieufności, niechęci. Czy to znaczy, że nie ma żadnej nadziei?

Okradną cię, pobiją, zabiorą albo zdewastują auto - takie słowa słyszałem jadąc do słowackich Cyganów. Tam, na miejscu, żaden z nich nie powiedział mi nic złego. Wszyscy twierdzili, że dobrze żyją z białymi, że biali sąsiedzi to ich kamraci. Może to było trochę na pokaz dla dziennikarza z Polski. Ale jestem pewien, że tylko trochę. Starszego pana w okularach, Ondreja Lorko, nie wymyśliłem, spotkałem go przypadkiem. Skoro są tacy ludzie, to jest też nadzieja.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2004