Wojna Putina zmienia niemiecką pamięć o II wojnie światowej. Także tam, gdzie dotyczy ona Polski

To w nowym spojrzeniu części niemieckich elit na Europę Środkowo-Wschodnią tkwi kluczowa dziś zmiana w niemieckiej kulturze pamięci. Groby w Buczy przypomniały Niemcom, że wspólnota narodowa – ta, która walczy o wolność, i ta, która chce zabijać z czystej rasowej nienawiści – istnieje.
z Berlina
Czyta się kilka minut
Montaż Kamienia Pamięci, tymczasowego pomnika polskich ofiar niemieckiej okupacji w Polsce w latach 1939–1945. Berlin, 16 kwietnia 2025 r. // Fot. Hannes Albert / DPA / PAP
Montaż Kamienia Pamięci, tymczasowego pomnika polskich ofiar niemieckiej okupacji w Polsce w latach 1939–1945. Berlin, 16 kwietnia 2025 r. // Fot. Hannes Albert / DPA / PAP

Nieopodal Bundestagu i siedziby kanclerza w Berlinie pojawił się ostatnio polodowcowy głaz. W maju zostanie odsłonięty jako „tymczasowe” upamiętnienie polskich ofiar niemieckiej okupacji. W reakcji na to w Polsce rozległy się głosy krytyczne. Czy słusznie?

Gdy w 2013 r. Władysław Bartoszewski wezwał do budowy pomnika polskich ofiar, jego apel nie spotkał się ze specjalnym odzewem w Niemczech. W centrum Berlina były upamiętnienia – europejskich Żydów, Romów, ofiar eutanazji i homoseksualistów. Grupy te miały cechę wspólną: należały do kategorii bezpaństwowych mniejszości. Dopiero w 2017 r., za sprawą oddolnej inicjatywy, zaczął się powolny proces społeczny i polityczny na rzecz upamiętnienia polskich ofiar. Bundestag uchwalił projekt w 2020 r., ale dopiero teraz wykonano pierwszy widoczny w przestrzeni publicznej krok w jego realizacji.

Niemiecki problem z pamięcią narodową

Na czym polegał kluczowy problem z Polendenkmal? A także: jak rosyjska agresja na Ukrainę wpłynęła na zmiany w niemieckiej pamięci? W skrócie: aby pojawił się ten głaz, musiały zajść zmiany w myśleniu elit i w kulturze pamięci.

W maju 2020 r. Klaus Lederer, polityk Partii Lewicy i wieloletni berliński senator ds. kultury, tak widział kwestię ofiar: „8 maja 1945 r. zakończyła się II wojna światowa (…), masowy mord europejskich Żydów (…) Sinti i Romów, osób niepełnosprawnych, socjaldemokratów, komunistów, działaczy związkowych, osób wierzących i wielu innych osób”.

Z kolei prof. Aleida Assmann, moim zdaniem najważniejsza reprezentantka studiów nad pamięcią, w tekście „Europa: wspólnota pamięci?” z 2006 r. zauważała co prawda polskie ofiary, ale nadawała im szczególną interpretację. Argumentowała, że „gdy narody zachodnioeuropejskie w coraz większym stopniu dostosowywały swoje narodowe konstrukcje przeszłości do standardów nauki historycznej, narody, które wyłoniły się z bloku wschodniego [po 1989 r.], niekoniecznie podjęły się podobnych rekonstrukcji”.

Assmann pisała, że wiele z tych narodów „zajmuje się przywracaniem starych mitów narodowych lub tworzeniem nowych. Jako przykład można przytoczyć Polskę, (…) której ludność doświadczyła szczególnie ciężkich cierpień z rąk Niemców. Jej mit narodowy trwa i nadal obraca się wokół roli ofiary. (…) W świetle tego głęboko zakorzenionego kulturowego wzorca doświadczenia, praktycznie niemożliwe jest uznanie statusu innych ofiar – takich jak Żydzi – i poradzenie sobie z własną winą w kontekście katolickiego antysemityzmu”.

Assmann kończyła tekst przesłaniem: „Jeśli pamięć narodowa nie jest nauczana w ramach wspólnej świadomości historycznej, projekt Stanów Zjednoczonych Europy pozostanie pustym marzeniem”.

Rosyjskie rakiety burzą dotychczasowe wyobrażenia

Jakie skutki miało takie myślenie? Jeśli nie ma państwa polskiego jako ofiary, to polskich obywateli, ofiary III Rzeszy, możemy odnaleźć tylko w grupach „ludzie wierzący”, „Żydzi”, „socjaliści”, „ofiary eutanazji” czy „komuniści”. Pobocznym efektem takiej kultury pamięci stało się – jak pokazał sondaż na zlecenie Instytutu Pileckiego w Berlinie z 2024 r. – przekonanie 59 proc. Niemców, że to niemieccy Żydzi byli największą grupą ofiar Holokaustu. Prowadzi to do pytania, na ile mechanizm europeizacji pamięci sprzyjał wyobrażeniu samych Niemców, że to ich obywatele są jedną z ważniejszych ofiar III Rzeszy.

To, co dla większości polskiego społeczeństwa było konkretną rzeczywistością – doświadczenie wojny, okupacji i cierpienia, szacunek wobec kombatantów – w Niemczech odbierane było jako konstrukcja mitów ofiary i bohatera w ramach „struktury narodowej pamięci”.

Czy dopiero rosyjskie rakiety spadające na Kijów zaczęły burzyć te dotychczasowe wyobrażenia? Niezłomny opór stawiany przez Ukraińców, zbrodnie rosyjskie, bliskość wojny – części niemieckiego społeczeństwa pozwoliło to ujrzeć, że bycie ofiarą lub bohaterem nie jest czymś abstrakcyjnym, nie należy do sfery mitu.

Masowe groby w Buczy odsłoniły skalę rosyjskich zbrodni na Ukraińcach właśnie z powodu ich narodowości. Przypomniały, że wspólnota narodowa – ta, która walczy o wolność, i ta, która chce zabijać z czystej rasowej nienawiści – istnieje. W ten sposób dramatyzm obecnej wojny pomaga Niemcom na nowo odkryć istnienie politycznej rzeczywistości i politycznej odpowiedzialności, także w kontekście trwających od dekad gospodarczo-politycznych „dealów” między Rosją i Niemcami.

Nowe niemieckie spojrzenie na Europę Wschodnią

W listopadzie 2024 r., podczas obchodów 35. rocznicy upadku muru berlińskiego, dawny NRD-owski opozycjonista i dziś pisarz Mirko Martin mówił w głośnym przemówieniu, że projekt Nord Stream „zachęcał Putina do agresji, i to w przekonaniu, że Niemcy, będący przecież mistrzami świata w moralizowaniu, z pewnością nie porzucą lukratywnego interesu, niezależnie od Ukrainy. Z kolei z niemałą arogancją zignorowano przejrzyste ostrzeżenia płynące z Europy Wschodniej. I to właśnie zagrożona Europa Wschodnia musi ponosić tego konsekwencje”.

W podobnym duchu o odpowiedzialności Niemiec za rosyjską agresję na Ukrainę mówiła w lutym 2025 r. w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” historyczka Franziska Davies: „Skupienie się wyłącznie na Rosji było dla Niemiec katastrofą. Katastrofą było to, że nie słuchaliśmy Polski. Katastrofą było lekceważenie Ukrainy i krajów bałtyckich (…) Historia mówi Niemcom: »Przeorientujcie się i szykujcie na być może dekady, kiedy Rosja nie będzie waszym partnerem«”.

To w nowym spojrzeniu części elit na Europę Środkowo-Wschodnią tkwi kluczowa dziś przemiana w niemieckiej kulturze pamięci.

Prof. Tatjana Tönsmeyer, autorka monografii „Europa pod niemiecką okupacją”, zwraca uwagę, że kluczem do zrozumienia II wojny światowej jest nie sama wojna, lecz okupacja, bo to okupacja przyniosła najwięcej ofiar, a nie działania stricte militarne. Niemcy powtarzają: „Nigdy więcej Auschwitz. Nigdy więcej wojny”. Jednak hasło „Nigdy więcej okupacji” prawie się nie pojawia – zauważa Tönsmeyer i podkreśla, że także obecna rosyjska okupacja wschodniej Ukrainy jest miejscem największych ludobójczych zbrodni.

Pomnik polskich ofiar niemieckiej okupacji w Berlinie

Powrót myślenia politycznego w opisie doświadczenia II wojny światowej i współczesności ma jeszcze jeden skutek: przywraca w pacyfistycznym społeczeństwie świadomość, że wolności i pokoju trzeba bronić także środkami militarnymi.

Prof. Sönke Neitzel, historyk wojskowości, oceniał w 2024 r., że „być może to ostatnie lato, które przeżywamy w pokoju”. Niemcy jako sojusznik NATO być może już wkrótce będą musiały bronić pokoju w Europie – w imię wartości demokratycznych i politycznej odpowiedzialności.

Odkrywanie przez Niemców historii narodów Europy Wschodniej jako im równych, myślenie o ofiarach w kategoriach politycznych i narodowych: to przemiany w niemieckim dyskursie po lutym 2022 r.

I tu wracamy do upamiętnienia polskich ofiar w Berlinie. Wiele lat pracy aktywistów, naukowców i instytucji w obszarze polsko-niemieckim, także oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie, oraz wysiłek dyplomatyczny państwa polskiego przyczyniły się do tego, by ten mały krok w rewolucyjnej w Niemczech zmianie, jakim jest pomnik dla polskich ofiar niemieckiej okupacji, stał się możliwy.

Pamiętając, że jest on potrzebny przede wszystkim Niemcom i jest realizowany przez niemieckie władze, to jednak tak należy rozumieć słowo „tymczasowy”: nie jako chwilowy, ale jako pierwszy etap gruntownej przebudowy topografii niemieckiej pamięci w Berlinie.


HANNA RADZIEJOWSKA jest historyczką, menedżerką kultury i kuratorką wystaw, m.in. o Witoldzie Pileckim, rzezi Woli czy modernistycznych osiedlach Warszawy. Współautorka koncepcji i scenariuszy m.in. „4 czerwca – Wyłącz System”, festiwalu „Niewinni Czarodzieje” i Muzeum Woli – Laboratorium Miasta. Od 2019 r. kieruje berlińskim oddziałem Instytutu Pileckiego. Tekst jest prywatną opinią i nie reprezentuje stanowiska instytucji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bucza i pamięć