Oczy jego padły teraz na bazylikę Sacré-Coeur, której kredowy, ciężki gmach zasłaniał horyzont, niemile rażąc wzrok nagą, surową swą nowością murów” – tak, z pogardą, świątynię opisywał Piotr Froment, bohater „Paryża” Emila Zoli. Wcale nie był w swoim krytycyzmie osamotniony. Wielka beza, bez której dziś nie wyobrażamy sobie francuskiej stolicy, nie została przyjęta z radością. Jej powstaniu towarzyszyły spore kontrowersje, a postulaty wyburzenia pojawiają się do dziś.
Ale spokojnie, raczej nie zostaną spełnione, bo trzy lata temu kościół został wpisany na listę zabytków chronionych. Również nie bez kontrowersji – polityk Jean-Luc Mélenchon nazwał ją „apologią mordu 32 tysięcy komunardów” i wezwał do oprotestowania decyzji. Bezskutecznie. 11 października 2022 r. bazylika Sacré-Coeur zyskała miano zabytku. A dziś obchodzi 150. urodziny.
Uczcić czy zbezcześcić? Geneza bazyliki Sacré-Coeur
Cały ambaras z Sacré-Coeur polega na zbieżności dat i błędnym przypisywaniu motywów. Powiedzieć, że w latach 1870-1871 we Francji dużo się działo, to nic nie powiedzieć: wojna francusko-pruska, oblężenie Paryża, klęska i upadek Napoleona III, Komuna, czyli efemeryczny rząd robotniczy, a potem jego krwawe stłumienie. Te wszystkie wydarzenia doprowadziły do zmiany reżimu (drugie cesarstwo ustąpiło trzeciej republice) i, wkrótce potem, narodzin nowoczesnej, laickiej Francji.
Zanim jednak najstarsza córa Kościoła w 1905 r. grubą kreską oddzieliła religię od państwa, zgodnie z „wolą narodu” władze postanowiły wznieść bazylikę ku czci Najświętszego Serca Jezusowego. Na wzgórzu Montmartre – żeby górowała nad miastem i była dobrze widoczna. Albo żeby zbezcześcić pamięć o Komunie, która właśnie tam się zaczęła.
Według zwolenników tej drugiej teorii postawienie ostentacyjnego białego molocha w miejscu, gdzie narodził się najpiękniejszy eksperyment socjalistyczny w historii Francji, próba (krótkotrwała, ale jednak) wprowadzenia społeczeństwa bezklasowego i rządów ludu, było haniebnym skandalem. Po 72 dniach zryw został krwawo stłumiony, a reakcyjne elity kurczowo trzymające się Kościoła i dawnych przywilejów na gruzach postanowiły wznieść świątynię.
Narracja ta obowiązuje poniekąd do dziś – co prawda teraz już tylko ekstremiści domagają się rozbiórki (taka propozycja padła na przykład w budżecie partycypacyjnym w 2017 r.) – ale wielu chce, żeby na wzgórzu mocniej zaakcentować dziedzictwo pierwszej w dziejach dyktatury proletariatu.
Geneza, choć nośna, nie jest prawdziwa, bo pomysł na ufundowanie w Paryżu bazyliki Serca Chrystusowego narodził się w 1870 r., czyli przed wybuchem Komuny. Podczas ciężkiej zimy, kiedy Prusacy przez cztery miesiące oblegali Paryż, zagorzały katolik Alexandre Legentil obiecuje Bogu, że jeśli ten ocali jego ojczyznę, on zadba o wzniesienie wspaniałej świątyni. Wraz ze szwagrem, Hubertem Rohault de Fleury i innymi notablami uznają, że klęski wojenne Francji są karą za odejście od wiary.
Formułują „wolę narodu” i dzięki szerokim wpływom w 1873 r. doprowadzają do przegłosowania projektu w Zgromadzeniu Narodowym. Wbrew zwolennikom teorii kary dla komunardów nie od razu myśleli o Montmartrze. Pojawiła się propozycja postawienia jej w centrum miasta – Legentil chciał nawet zburzyć powstającą właśnie Operę Garniera i to na jej miejscu wznieść świątynię.
Ostatecznie wybrano Montmartre ze względu na dobre położenie oraz symbolikę „wzgórza męczenników” (fr. mont des martyrs): to tu z rąk Rzymian zginąć miał pierwszy biskup Paryża, święty Dionizy, z towarzyszami. No a że przy okazji można było zatriumfować nad komunardami, którzy zamordowali tu dwóch generałów – to raczej bonus, a nie pierwotny impuls.
Lud finansuje budowę świątyni, która „hańbi jego pamięć”
Każdy, kto choć raz robił remont, zna podstawowe prawo budowlane: wszelkie roboty pochłaniają znacznie więcej czasu i środków, niż pierwotnie przewidziano. Bazylika Sacré-Coeur nie jest tu wyjątkiem. Pierwszy kamień położono w 1875 r. Ostatecznie budowę zakończono w latach 60. XX w., choć konsekracji dokonano już w 1919 r.
Wynikało to między innymi z dużej skali przedsięwzięcia i trudnych warunków geologicznych. Montmartre to teren dawnych kamieniołomów gipsu. W epoce nowożytnej przy wydobyciu korzystano z materiałów wybuchowych, od czego grunt stał się bardzo niestabilny. Budowa bazyliki na wyrobisku wymagała wzmocnienia fundamentów – wielka beza stoi na 83 filarach sięgających 33 metry w głąb ziemi.
Winną opóźnień była też historia – świątynia in statu nascendi przetrwała dwie wojny i trzy reżimy, prawną laicyzację Francji (ustawa z 1905 r.) oraz śmierć czterech kolejnych architektów.
Pierwotny budżet przekroczono sześciokrotnie. A gros budowy sfinansowano z datków, bo choć „hańbi pamięć o władzy ludu”, ten wsparł ją szczodrze. Ze sprzedaży 10 milionów cegiełek zebrano 46 milionów franków. Darczyńcy, zwłaszcza więksi i instytucjonalni, mają w murach swoje tabliczki.

Sacré-Coeur: olśniewająca biel murów i zaskakujące wnętrze
W drugiej połowie XIX w. w architekturze nadal dominował neogotyk – strzeliste wieże i wysokie iglice wyrażały romantyczną nostalgię za czasami katedr. Główny budowniczy Sacré-Coeur, Paul Abadie, celowo porzucił jednak neogotyk na rzecz „ponadczasowego” (jak sam uważał) albo „staroświeckiego” (zdaniem przeciwników) stylu neoromańsko-bizantyńskiego. Bezpośrednią inspiracją była dla niego katedra świętego Fronta w Périgueux, nazwana przez Victora Hugo „wielkim meczetem”, którą z kolei wzorowano na Hagii Sophii w Konstantynopolu i bazylice świętego Marka w Wenecji.
To, że dziś kopuła Sacré-Coeur nie jest przysadzistą półkulą, zawdzięczamy apopleksji – niecałe dziesięć lat po rozpoczęciu budowy, w roku 1884, Paul Abadie dokonał żywota. Najwięcej zmian wprowadził Lucien Magne, który wysmuklił kopułę, upodabniając ją do renesansowych kościołów w Rzymie i Florencji. Miało to wymiar zarówno symboliczny – odrodzenie kraju po wojnie z Prusami – jak i estetyczny. Wysoka kopuła góruje nad miastem, a oglądana z dołu, nie wydaje się spłaszczona.
Tym, co rzuca się w oczy, jest też cudowna biel bazyliki, kontrastująca z szarością paryskiej architektury. Wszystko dzięki wapieniowi z Château-Landon (miejscowość oddalona o sto kilometrów od Paryża), który w kontakcie z wodą i słońcem bieleje. Pod wpływem deszczu budulec wydziela kalcyt, który działa jak naturalne bielidło i zabezpiecza mury przed sadzą i brudem. Ceną za tę cudowność jest mozół obróbki – trawertyn, bo tak kamień fachowo się nazywa, jest bardziej porowaty i delikatniejszy niż inne odmiany wapienia, więc wykorzystywany jest dość rzadko.
Z zewnątrz olśniewająca biel, a w środku same rekordy. Po wewnętrznej stronie kopuły zwiedzający mogą podziwiać największą we Francji i jedną z największych na świecie mozaik – na 475 metrach kwadratowych przedstawiono Chrystusa w majestacie, świętych i ich atrybuty. Jak zaznaczają włodarze świątyni: „to coś więcej niż dekoracja. To dzieło sztuki, które symbolizuje wiarę i pobożność”.
Wiernych na nabożeństwa wzywa natomiast wielki, prawie dziewiętnastotonowy dzwon sabaudzki – też w europejskiej czołówce. Przyjechał do Paryża z przyłączonej dopiero w 1860 r. Sabaudii (co też było znaczące), a na wzgórze wciągało go 28 koni.
Warte uwagi są także organy, które po stu latach funkcjonowania poszły na zasłużony, dwuletni urlop. Instrument od roku 1981 jest na liście zbytków, więc specjaliści z najwyższą troską będą demontować, czyścić i konserwować cztery manuały, pedał, 78 głosów i oryginalną mechaniczną trakturę.
Patrząc na imponujące rozmiary organów, aż dziw bierze, że pierwotnie przeznaczone były do prywatnego pałacu barona Alberta de l’Espée na skalistym klifie niedaleko Biarritz. Ekscentryczny arystokrata po kilku nieszczęśliwych historiach miłosnych willę z organami sprzedał (miał inne rezydencje), a instrument trafił do Paryża.

Tłumy w Sacré-Coeur: czuwanie i zwiedzanie
Sacré-Coeur jest bardzo prężnym jak na Francję miejscem kultu – codziennie odprawiane są tu cztery msze (w piątki pięć), a od pierwszego sierpnia 1885 r. nieustannie odbywa się adoracja Najświętszego Sakramentu. Przed monstrancją w prezbiterium wierni i opiekujące się świątynią benedyktynki czuwają całą dobę. W 1980 r. klęczał tu Jan Paweł II.
Co ciekawe, przy bazylice nie ma parafii, więc nie odbywają się tu śluby ani pogrzeby. Okoliczni mieszkańcy mają do dyspozycji znajdujący się nieopodal Saint-Pierre de Montmartre, jeden z najstarszych paryskich kościołów. Bazylika jest za to celem pielgrzymek. Obok niej znajduje się dom pielgrzyma, a w nim 170 łóżek.
Wierni przyjeżdżają na rekolekcje, dni modlitwy czy po odpuszczenie grzechów. W tym roku, w związku z ogłoszonym przez papieża Franciszka rokiem jubileuszowym pod hasłem „Pielgrzymi nadziei”, w bazylice uzyskać można odpust zupełny. Są też odpusty specjalne, o które w tym roku dużo łatwiej, bo jubileusz goni jubileusz: 150. urodziny bazyliki i 140. rocznica ustanowienia ciągłej adoracji dają sposobność do pielgrzymek odpustowych.
I turystyki – rocznie bazylikę odwiedza ponad 11 milionów osób. Oglądają mozaikę, słuchają dzwonu i wielkich organów, za niewielką opłatą wspinają się na kopułę. Znacznie więcej turystów zadowala się zwykłym selfie na schodach. Sacré-Coeur jest podobno najczęściej tagowanym paryskim zabytkiem na Instagramie. Przebija wieżę Eiffla. I, tak jak ona, bywa popkulturowym symbolem miasta – wszyscy pamiętamy Amelię, która zorganizowała tu z Nino Quincampoix podchody. I marketingowy happening serialowej Emily, która kazała fotografować reklamowane łóżka tak, żeby w tle widać było białą kopułę (sezon 1, odcinek 5).
Podobnie jak w przypadku innych emblematycznych budowli (wieża Eiffla, Notre Dame), turyści najczęściej podziwiają świątynię z zewnątrz. Żeby zrobić sobie zdjęcie, wcale nie trzeba wchodzić do środka. Zdaniem wielu w przypadku Sacré-Coeur nawet nie warto, bo najpiękniejszy widok roztacza się przed nami, kiedy staniemy tyłem do białej bazyliki i podziwiamy szare dachy Paryża. Tak właśnie zrobił Piotr Froment: „Z wyżyny, na której stał, widział całą panoramę Paryża. Olbrzymie miasto spoczywało w dolnej płaszczyźnie, piękne, lekkie w różowem świetle wiosennego wieczoru...”.
Oaza wytchnienia na gwarnym wzgórzu Montmartre
Tym, którzy jednak zdecydują się odstać w kolejce i przekroczyć próg bazyliki, świątynia da chwilę wytchnienia. Nie trzeba być człowiekiem mocnej wiary, żeby poczuć panujący tu spokój i skupienie. Kontrastujące z pandemonium, jakie nieustannie trwa na Montmartrze.
Tuż obok znajduje się plac Tertre, pełen drogich kawiarni i sklepów z kiczowatymi pamiątkami, skwer, gdzie uliczni artyści w pięć minut narysują nam karykaturę, lekko złośliwą, ale bez przesady (w końcu kto kąsa rękę, która go karmi?).
Na schodach przed świątynią odbywają się pokazy breakdance’u, sprzedaż piwa i breloczków. Dzieci płaczą, psy szczekają, z tranzystorów dudni muzyka. Jest tłoczno, głośno i gorąco. Tymczasem w środku benedyktynki od ponad stu lat cicho modlą się o pokój na świecie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















