Wieczorne zabiegi

Wieczór różni się od poranka przede wszystkim dlatego, że zamiast się zmobilizować i ożywić, powinniśmy się zdemobilizować i uspokoić, żeby miło zasnąć. Jednak zanim zaczniemy śnić o lepszym świecie, musimy wykonać szereg czynności po części przymusowych, a po części dobrowolnych. Po powrocie do domu trzeba coś zjeść. W Polsce tradycyjnie panuje zbyt mały szacunek dla tej okazji rodzinno-towarzyskiej, jaką stanowi kolacja, czy jak się już coraz częściej - i słusznie - mówi "obiad". Tak czy owak, wieczorny posiłek po pospiesznej konsumpcji lunchowej powinien być nieco ceremonialny, chociaż nie musi, a nawet dla zdrowia lepiej, żeby nie był duży. Zatem nie przed telewizorem, nie z gazetą, ale w gronie rodzinnym lub przyjacielskim. Natomiast poza Warszawą, gdzie ceny są horrendalne, można wyjść na kolację na miasto, co praktykowane jest powszechnie na świecie, zwłaszcza w piątki. Program wieczoru zresztą może być odmienny zależnie od upodobań, ale powinien sprzyjać wzmacnianiu więzi rodzinnych i społecznych.
Czyta się kilka minut

Wieczorne zabiegi jednak nie polegają tylko na odpowiednim spędzeniu czasu i zjedzeniu kolacji. Wieczór sprzyja rozważeniu, czy dzień spędziliśmy sensownie. Utylitaryści, a zatem ludzie głoszący pogląd, że w istocie celem człowieka jest dążenie do przyjemności, co polega nie tylko na osiąganiu satysfakcji, ale także na unikaniu cierpienia, proponowali stosowanie swoistej arytmetyki przyjemności. Jednym z nich był ojciec wielkiego filozofa Johna Stuarta Milla - James Mill. Zmuszał on syna, by wieczorem według sporządzonej przez ojca skali, spisywał przyjemności, jakich doznał danego dnia, oraz przypadki uniknięcia cierpienia lub przykrości. Do każdej sytuacji dostosowana była odpowiednia punktacja. Nic dziwnego, że młody John Stuart Mill omal nie stracił zmysłów i przez ponad rok nie wypowiedział ani jednego słowa, otrząsnął się z tego stanu dopiero, kiedy przeczytał francuską powieść brukową, która kończy się tym, że syn morduje ojca. I jak tu nie wierzyć Freudowi!

Otóż nie należy wymagać takiego utylitarystycznego i rygorystycznego rachunku przyjemności, ale dobrze jest zastanowić się przez chwilę, co z tego, co zdziałaliśmy danego dnia, miało sens, czy i kiedy zachowaliśmy się nieprzyjemnie lub niestosownie i co nam zostało do wykonania na jutro. Nie idzie tu wyłącznie o pracę zawodową, lecz o wszystkie sprawy życiowe, a rodzinne przede wszystkim. Dlaczego warto rozważać te problemy może nie każdego wieczoru, ale możliwie najczęściej? Dlatego, że życie ludzkie składa się z drobnych spraw, a nasza pamięć jest i bardzo ułomna i bardzo selektywna, i to w dodatku selektywna na naszą korzyść. Chętnie więc zapominamy o tym, co przykre, a co wymaga czy to korekty naszego postępowania, czy to bezpośrednich lub pośrednich przeprosin, czy też zastanowienia się nad tym, czy jesteśmy w stanie podołać zadaniom, jakie sobie postawiliśmy.

Potem nadchodzi czas szykowania się do snu. Szalenie dużo zależy od usposobienia, są ludzie, którzy bez względu na liczbę i rozmiar problemów oraz kłopotów, jakie mają na głowie, kiedy przyłożą ją do poduszki, natychmiast zasypiają, a są tacy, dla których zaśnięcie, nawet bez kłopotów na głowie, jest trudnym i żmudnym zadaniem. Wielu z nas sięga po pomoc w postaci proszków czy uspokajających napojów, inni po pomoc w postaci napojów zagłuszających - ta jest wprawdzie na ogół skuteczna, ale stosowana zbyt często może prowadzić do uzależnienia, a każde uzależnienie jest nie tylko ograniczeniem naszej wolności, ale po prostu nieszczęściem.

Jednak, wiem to dobrze, zasnąć czasem jest bardzo trudno. Jarosław Iwaszkiewicz stosował stary sposób: liczył barany, ale od tysiąca w tył do jednego. Uważał, że to mu pomaga. Generalnie ludzie, którzy twórczo pracują wieczorem, mają kłopot, bo trzeba jakoś wyhamować rozkręcony organizm. Dlatego każdy musi znaleźć zgodny ze swoim usposobieniem sposób na spanie, a zbyt mała ilość snu to choroba, którą trzeba leczyć. I nie jest prawdą, że ten, kto ma czyste sumienie, śpi lepiej. Niestety tajemnice snu wciąż pozostają tajemnicami.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2007