MICHAŁ SOWIŃSKI: Czy Polska jest językowo różnorodna? Skąd przekonanie, że istnieje tylko jedna, literacka polszczyzna?
ANNA WOTLIŃSKA: To błędny obraz. Polszczyzna nigdy nie była jednolita – to mozaika dialektów, gwar i języków regionalnych. Sama pochodzę z Kielc i słychać to w mojej mowie – są w niej świętokrzyskie ślady. Każdy z nas ma własny językowy bagaż. Problem w tym, że przez lata dialekty i gwary spychano na margines, kojarząc je niesłusznie z brakiem wykształcenia. Dziś to się zmienia – coraz częściej widzimy w nich wartość i część naszej tożsamości, a nie powód do wstydu. Dodając do tego języki mniejszości narodowych i etnicznych, powstaje prawdziwy lingwistyczny kolaż.
Dobrym przykładem jest spektakl „Mianujom mie Hanka” w Teatrze Telewizji – w całości po śląsku. To prawdziwy fenomen. Grażyna Bułka stworzyła poruszającą postać Hanki, a śląski wybrzmiał w pełni swojej siły i wyjątkowości. Spektakl pokazuje, że języki regionalne i gwary nie są skansenem, ale żywą częścią kultury. Myślę, że wielu widzów, słuchając tej historii, mogło pomyśleć: „A jaka jest moja opowieść? Jakim językiem ją opowiem?”.
Jak Instytut Różnorodności Językowej Rzeczypospolitej wspiera języki mniejszościowe i regionalne?
Jesteśmy młodą instytucją, ale już uruchomiliśmy program dofinansowania inicjatyw językowych. Nie ograniczamy się tylko do języków prawnie uznanych, jak kaszubski czy karaimski. Wspieramy każdą wspólnotę, która chce działać na rzecz swojej mowy – niezależnie od tego, jak ją nazywa. To dla nas nie tylko forma pomocy, ale i laboratorium wiedzy. Analizując napływające wnioski, uczymy się, co organizacje już robią, czego potrzebują i jakie inicjatywy rodzą się oddolnie. To cenne źródło wiedzy, które pomoże nam rozwijać kolejne działania. Mamy wiele pomysłów, w tym planowany program stypendialny, który – mam nadzieję – ruszy wkrótce.
Różnorodność wymaga odpowiedzialności. Jak ją rozumieć w kontekście języka?
Odpowiedzialność za słowo jest fundamentalna. Niezależnie od tego, czy mówimy po polsku, śląsku, kaszubsku czy ukraińsku, musimy pamiętać, że język może budować porozumienie, ale i ranić. Ważne jest nie tylko to, co i jak mówimy, lecz także uważność na słuchacza. Komunikacja to nie tylko mówienie – to również umiejętność słuchania. Odpowiedzialność to także troska o zachowanie różnorodności językowej.
Co Pani sądzi o debatach wokół terminów „gwara”, „język”, „dialekt”?
To skomplikowana kwestia. Pracując z wydawnictwem Dwie Siostry nad książką dla dzieci o różnorodności językowej – pierwszą taką w Polsce – najdłużej debatowaliśmy nad tym, czy użyć słowa „gwara”. Ta jedna decyzja zdominowała całą dyskusję! To pokazuje, jak lęk przed „niewłaściwym” nazewnictwem może nas blokować.
Rozumiem, że dla części wspólnot, np. Ślązaków, termin „gwara” jest deprecjonujący, bo – również dla mnie – śląski to język. Jednak w Świętokrzyskiem czy Warszawie użytkownicy mówią o „gwarze” i nie widzą w tym nic złego. Podobnie jest na Podhalu.
Dla mnie ważniejsze od sporów definicyjnych jest to, by ludzie mieli przestrzeń do mówienia po swojemu, opowiadania swoich historii i tworzenia sztuki w języku, który czują jako własny. Nie poprawiajmy ich – bo wtedy milkną. Jeśli wspólnota mówi o swojej mowie „gwara” – w porządku. Jeśli woli „język” – także dobrze. Uznanie różnorodności za wartość zobowiązuje do takiej otwartości.
Czy w tej przestrzeni jest miejsce na języki, które niemal zanikły?
Tak, choć dziś funkcjonują głównie poprzez ślady w kulturze, wspomnieniach i codziennych doświadczeniach. Sama to czuję, choć nie potrafię powiedzieć ani jednego zdania w gwarze świętokrzyskiej, co budzi we mnie smutek. Wiele osób odczuwa podobną stratę – nie zdążyli nauczyć się języka miejsca, z którego pochodzą, często będącego mową ich przodków. Stąd rosnące zainteresowanie różnorodnością językową – ludzie próbują odzyskać choć fragment utraconego dziedzictwa.
Jak widzi Pani przyszłość językowej różnorodności w Polsce?
Marzę o świecie, w którym sposób mówienia, wygląd czy tożsamość nie budzą lęku ani wstydu. Gdzie można mówić po śląsku, kaszubsku, niemiecku czy w polskim języku migowym i być wysłuchanym. Kluczowe są uważność, szacunek i odpowiedzialność w komunikacji – niezależnie od języka.
Czy to wizja utopijna? Może tak. Ale jeśli uda się zrealizować choćby 20 procent tej wizji, będzie to sukces i krok w dobrym kierunku.

ANNA WOTLIŃSKA – doktor nauk humanistycznych, polonistka (UW), badaczka prasy lat 20. i 30. XX w. Pracowała w MKiDN (2001–2020), zajmując się edukacją kulturową i medialną. Była członkinią Polskiej Rady Języka Migowego. Ekspertka Centrum Projektów Polska Cyfrowa. Kieruje Instytutem Różnorodności Językowej RP.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















