Reklama

Wiara w kulturze eventu

Wiara w kulturze eventu

20.11.2018
Czyta się kilka minut
Indywidualizm jest coraz większym wyzwaniem dla Kościoła. Dobrze to czy źle? I jak mamy reagować?
Podczas rekolekcji „Jezus na Stadionie Narodowym”, Warszawa, lipiec 2015 r. TOMASZ GOŁĄB / FOTO GOŚĆ / FORUM
Z

Zrobiłem na Facebooku prosty eksperyment: udostępniłem artykuł pewnego duszpasterza, który przekonywał, że tzw. turystyka parafialna podejmowana w celu zaspokojenia swoich potrzeb duchowych świadczy o słabej wierze. Ciekaw byłem reakcji.

Wszyscy (bez wyjątku!) komentujący mój post akcentowali prawo katolika do zmieniania parafii (i nie chodzi tutaj o stosunek do wspólnoty, której się przecież nie zna) oraz wyboru dowolnego kościoła, w którym w daną niedzielę chce uczestniczyć w mszy.

Czy zatem przyszłość tradycyjnie rozumianej parafii terytorialnej stoi dziś pod znakiem zapytania? I jak pogodzić indywidualne potrzeby każdego katolika z kościelnym rozumieniem wiary?

Zwrot ku człowiekowi

Indywidualizacja wiary polskich katolików jest faktem. Trendy obserwowane niegdyś na Zachodzie ujawniają się i u nas: mamy do czynienia z „odkościelnieniem” religii....

13174

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Z własnego doświadczenia wnioskuję, że aktualny główny problem wiary polega nie na kwestii indywidualnie, czy zbiorowo, lecz dotyczy klerykalizmu. Jezus zlecił Apostołom nauczanie i władzę związywania oraz rozwiązywania, jednak tylko w zakresie spraw dotyczących Królestwa Niebieskiego, które wyraźnie oddzielał od władania ziemskiego i największe trudności wiary wynikają z niezachowania tego rozdziału. Przy stanowieniu praw publicznych chrześcijanin jest obowiązany kierować się moralnością ukształtowaną przez nauczanie Kościoła, jednak w dyskusji nad tym, jaki kształt tych praw ma wynikać z przekazu Jezusa i proroków, głos biskupa nie może mieć większej wagi niż laika. Z kolei np. "zawiązywanie" i "rozwiązywanie" nie może dotyczyć rozstrzygania o momencie, w którym embrion zaczyna być człowiekiem. Sprawy, które Bóg ustanowił, znane nam mogą być tylko w tym zakresie, w jakim zostały objawione i nie wolno do nauczania wykonywanego w Kościele wplątać spekulacji opartej na biologii. Kościół pod przewodnictwem biskupów może decydować o celibacie i kapłaństwie kobiet, ale w sprawach dotyczących tego, co ustanowił Bóg, wiemy tylko tyle, ile nam zostało objawione i jakiekolwiek, choćby podejmowane w najlepszej intencji, próby wyrokowania o obowiązującym poglądzie są w tym wypadku bluźnierstwem. Ci, co podejmują tego rodzaju działanie, są po prostu fałszywymi prorokami.

Trochę dziwny podał Pan przykład z tym embrionem, bo ta kwestia akurat jest dość dobrze określona przez naukę, a kościół nie może być zamknięty na naukę, bo ona jest odkrywaniem zamysłu Pana Boga.

Religia określa człowieka jako istotę obdarzoną nieśmiertelną duszą. Nauka o duszy nic nie mówi, zaś człowieczeństwo określa różnie, albo jako organizm mający ustalone DNA, jako istotę obdarzoną czuciem, albo jako zwierzę gatunku homo sapiens posiadające własny organizm funkcjonujący bez organicznej zależności od matki. Czy któryś z wymienionych trzech momentów jest wynikającym z wyobrażenia religijnego, tego nie wiemy.

Myślę, że nie jest problemem indywidualizm relacji z Bogiem każdego człowieka, czy kultura eventu. Jednocześnie jedno drugiemu trochę przeczy ;) eventy zakładają bycie częścią dużej całości, właśnie brak indywidualizmu. Smutne, że w tekście tak bardzo neguje się to, że ludzie chcą Boga, a Kościół ma tu swoją rolę, pomaganie w budowaniu tej relacji, która jak każdy człowiek jest inny tak będzie inna. A propos kultury eventu W pewnej parafii co niedzielę jest ustawione wydarzenie na fb 'Spotkanie z Najważniejszym" może jakoś inaczej, co tydzień sto ileś osób, głównie nastolatków "bierze w nim udział" . Co zrozumiał szary wikariusz parafii w dużym mieście czego nie rozumieją mądre głowy w Kościele? Młodzi ludzie wierzący są wierzący i chcą być wierzący, ale używają innych narzędzi komunikacji. Młodzi ludzie lubią zakonnika, który streamuje swoje kazania na YouTube, ale idą na czuwanie w ciszy w swojej parafii, tak jak pojadą skakać na Lednicy. Kościół XXI wieku ma pełno wspaniałych narzędzi komunikacji, ma pełno możliwości jeszcze lepiej realizować posłanie "Idźcie i głoście", a zamiast z tego korzystać doszukuje się wszędzie dzieła szatana i winy osób trzecich... Księża, którzy tweetują tylko po to, żeby wypowiadać się o polityce i krytykować niewiernych, zapominają, że powinni przede być DLA WIERNYCH, a to im gdzieś ucieka. Chciałabym zobaczyć profil na twiterze księdza, który nie szuka popularności w swoich poglądach politycznych, a za to tweetują i Bogu, dobrej nowinie, dobrych inicjatywach Kościelnych czy publikuje krótkie kazania w 256znakach. Rozumiem nie każdy jest Janem Twardowskim. Przed Kościołem sporo wyzwań, ale zamiast się nimi zająć często widać wymyślanie problem tam gdzie ich nie ma

Pozwolę sobie też tutaj wkleić odniesienie do churchingu z mojego doświadczenia, które wrzuciłam w komentarzu na profilu fb: Długie lata mieszkałam w fantastycznej parafii, stary ksiądz proboszcz bardzo oczytany, a jednocześnie potrafiący mówić o Bogu każdemu wg potrzeb, i tak by zrozumiał. Zachęcał do zakładania grup parafialnych, kręgów biblijnych etc, choć nie był najmłodszy aktywnie brał udział w czym się dało. Pod jego opieką parafia miała się bardzo dobrze, wikariusze czy jacyś diakoni/klerycy też zawsze z łzami w oczach odchodzili mówiąc, że tutaj było im jak w domu a od proboszcza przeszli szkołę kapłaństwa i dobrego duszpasterstwa. Z 4 lata temu ks. senior przeszedł na emeryturę. Nowy proboszcz, nowe auto - model sportowy, nowy generalny remont plebanii (ale tylko rezydencji proboszcza, podobno eks-proboszcz używał tylko 1 pokoju + biblioteki, korzystał ze wspólnej łazienki na piętrze, nowy proboszcz zajął 3 pokoje, zrobił sobie oddzielną łazienkę i własny aneks kuchenny) zaraz też pojawił się nowy garaż dla jego nowego auta. Kazania w większości czytane z kartki, jak się miało trochę szczęścia to się trafiło na te pouczające na temat lenistwa katolików, którzy nie wspierają kościoła i dają coraz mniej na tacę. Zazwyczaj jednak trafiało się na regularne kazania zajmujące się polityką jak krytyka partii opozycyjnych za destabilizację państwa i psucie dobrej zmiany, krytyka kobiet, że porzucają domy i idą do pracy, a dzieci zaniedbane (hallooo ojcowie?), krytyka samotnych rodziców (głównie matek ale dostało się obu płciom), że są patologią społeczną i dają zły przykład, krytyka młodych ludzi, że studiują i pracują, a przecież ich obowiązek wobec narodu i Boga to jak najszybciej zakładać rodziny i płodzić nowych obywateli, "rozpasania kobiet", które "myślą że równe są mężczyznom i chcą równych płac", żarty z sióstr zakonnych (one znają swoje miejsce), krytyka mediów, że krytykują kościół i rozdmuchują pedofilię w kościele wzięli by się za łapów opozycji O.o...więcej jego ulubionych tematów nie poznałam, bo po pół roku zaczęłam unikać jego Mszy, a po zmianie wikariusza i swojej parafii. "Churching" uświadomił mi jakim szczęściem było przez ok 10 lat mieć eks-proboszcza. Odwiedziłam przynajmniej 15 kościołów(choć licząc też wakacyjne wyjazdy będzie tego więcej), w połowie z nich księża traktowali kazanie jak obowiązkowe gadanie 3 po 3, o niczym, tonem jakby sami się nudzili, że są na Mszy. W wielu miejscach kazanie składało się głównie z nawiązywań do polityki, w 2 kościołach spotkałam się z rażącym rasizmem (jedno szczególnie zasługuje na wspomnienie otóż wg. Ks.: arabska plaga jest nową plagą egipską na niewierny Izrael i trwać będzie aż obu stronom pomrą dzieci i wygra prawda o Jezusie, która wszystkich wyzwoli - nawet nie jestem wstanie skomentować jak bardzo ten księżula odpłynął O.o) I tak również wylądowałam w kościele przy zakonie. Zakonnicy jakoś potrafią kazania głosić i być zainteresowani nauką Chrystusa. Mówić wiernym o Bogu i o nauce Boga, krytykować słabości ludzkie i zachęcać do pozytywnych zmian w życiu, pójścia za nauką Jezusa w codzienność. Pewnie mają swoje zdanie o polityce bo czemu by nie? , ale z ambony potrafią nie głosić opinii na temat wiadomości w TVP. Ja mam cierpliwość, ale nie każdy by jej tyle zgromadził. sądzę że to nie anonimowi księża pedofile, odległy episkopat bawiąc się w polityków i ojciec dyrektor jeżdżący maserati, ale nasi najbliżsi księża, najbliżsi duszpasterze mają największy wpływ

kościół wieki temu postawiła na odgórnie sterowaną i zarządzaną masówkę, jednolite i równym krokiem w rytm pasterskiego strzelania batem maszerujące stada owieczek - i dziś, kiedy się mu jego dobytek zaczyna w szwach rozłazić tu i ówdzie, a najbardziej w rejonach świata bogatych, więc ból pustej tacy dojmujący najmocniej, hierarchia budzi się powoli z letargu i zaczyna zastanawiać, jakiego dziś bata użyć by gawiedź z powrotem do kościołów zapędzić, albo jaką marchewką jej przed nosem machnąć - daremny wasz wysiłek intelektualny, Ichekscelencje i Przewielebni, potężna rzeka płynie, a wy jak szczenięta wrzucone do wody na zatracenie machacie łapkami nieporadnie, próbujecie ją zawrócić

Jak Boga kocham, jakbym czytał pismo przysłane mi z ZUS-u. Albo lepiej, list pasterski biskupów do wiernych, nie mam pojęcia co z nich wynika dla mnie. Księże Andrzeju, tak na mój gust, problem tkwi w oderwaniu się kapłanów od rzeczywistości. Gdy byłem mały podczas kolędy ksiądz z ojcem rozmawiał najczęściej o radzeniu sobie na roli. On też gospodarzył na kilkunastu hektarach i mieli, mimo różnicy wykształcenia , o czym rozmawiać, w tej dziedzinie twardo stali na tym samym gruncie. Dziś i ja mam znajomych wśród księży, oni zazwyczaj przy stole bawią towarzystwo, albo biadolą na młodych, którzy odchodzą od kościoła. Nie ma jakiejś poważnej dyskusji z nimi, żyją w jakimś matriksie, świecie wyimaginowanym. W promieniu 20 km od mego miejsca zamieszkania, buduje się jakiś 15 nowych kościołów, są miejsca gdzie dzieli je tylko kilka kilometrów od siebie. Są stare, ale nowe się buduje z rozmachem i przepychem, co ciekawe nawet wbrew lokalnym mieszkańcom. Nakłada się na nich obciążenia finansowe i perfidnie szantażuje, bo tylko głupi na kościół nie daje. Tymczasem coraz to większe pustki na mszach w kościele, cieniutko z powołaniami, a i sami seminarzyści jacyś tacy… . „Czy zatem przyszłość tradycyjnie rozumianej parafii terytorialnej stoi dziś pod znakiem zapytania?” Może gdy dojdziemy do sytuacji, gdzie na parafię będzie przypadać 500 wiernych, to jakaś forma wspólnoty się wyklaruje, na razie nie znamy sąsiadów z klatki w bloku i co gorsza poznać się wcale nie chcemy, a w zabudowie jednorodzinnej grodzimy się wysokimi płotami. Kościół instytucjonalny ma w tym swój udział. Bo jak może być Owsiak niedobry, a Caritas cacy. Ksiądz na parafii rzadko stara się budować wspólnotę niestety, dziś ma inne zadania do wykonania.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]