Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Duch, czyli ogień

Duch, czyli ogień

26.07.2015
Czyta się kilka minut
Popularność ojca Johna Bashobory to znak, że zakorzeniło się u nas zjawisko znane dotąd z Kościoła w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Na czym polega pentekostalizacja polskiego chrześcijaństwa?
O. John Bashobora, Stadion Narodowy w Warszawie, 18 lipca 2015 r. Fot. Marcin Obara / PAP
K

Kilka dni temu w całodniowym spotkaniu z ugandyjskim księdzem i charyzmatykiem Johnem Bashoborą na Stadionie Narodowym wzięło udział ok. 40 tys. ludzi. Jednak członków ruchów charyzmatycznych o duchowości podobnej do tej, która reprezentowana była w czasie wydarzenia „Jezus na stadionie”, jest znacznie więcej – stanowią oni gros zaangażowanych katolików w Polsce.

W tegorocznym ogólnokrajowym czuwaniu Odnowy w Duchu Świętym (odbyło się w maju na Jasnej Górze) wzięło udział ponad 50 tys. osób. Około 25 tys. katolików jest na stałe zaangażowanych w ruchu charyzmatycznym. Kolejne 40 tys. to uczestnicy ruchu oazowego, który wprawdzie nie należy do Odnowy w Duchu Świętym, ale dzieli z nią wiele cech religijności. I choć jest to dwukrotnie mniej niż w latach 90. XX w., istotna jest dynamika zmian: wspólnoty oparte na duchowości charyzmatycznej dominują w środowiskach...

9957

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Mnie sie wydaje, ze to po prostu taki "znak czasow" - pragnienie glebszego przezywania wiary, zblizenia sie do korzeni (pierwsi chrzescijanie), a takze poczucie, ze kazdy rozumie Pismo,w kosciele, we wspolnocie czuje sie u siebie. Ja to widze jako autentyczne zaangazowanie sie w wiare, a nie przezywanie jej na sposob "odziedziczenia tradycji" - chodze do kosciola, bo rodzice chodzili, wezme slub koscielny, ochrzcze dziecko, bo trzeba czy wypada. Rozumiem takich ludzi, ktorzy angazuja sie w ruch charyzmatyczny i wydaja mi sie oni autentyczni w swojej potrzebie glebszego dotarcia do Boga.

Gdzie Ci wszyscy, co zapełniali stadiony z okazji wizyty Jana Pawła II ? I dlaczego owa 'głębia przeżywania' nie przekłada się na życie? Skąd tyle podziałów i nieufności w narodzie? Ekskomunikowania tych, co nie z nami? I dlaczego za owe seanse trzeba płacić, osobo bilet wstępu, osobno sektory w zależności od rodzaju przezywania owej 'głębi Można też pójść na koncert rockowy, albo seans spirytystyczny, tudzież inny. Eucharystię można przezywać w codzienności, zawsze i wszędzie,wszak to chleb powszedni. Takie jest moje zdanie. Przyznaję, że nie rozumiem, ale skoro ludziom to pomaga,może i z tego jakie dobro będzie.

no cóż płacić trzeba dla tego, że żyjemy w państwie gospodarki wolnorynkowej i trzeba wynająć stadion, tudzież halę, nagłośnienie, światła, sprzęt i zapewnić choćby minimalny pakiet (nocleg posiłek, koszulki itp.) dla wolontariuszy stanowiących obsługę wydarzenia… kosztów jest jeszcze więcej i są one niemałe… Owszem prawda mamy wielkie kościoły i można by gromadzić ludzi na podobnych wydarzeniach w ich obrębie (co nierzadko się dzieje), no ale cóż, kościołem - jako budynkiem- zarządza dany proboszcz i wspólnota parafialna, zatem od nich zależy w jaki sposób budynki będące w administracji Kościoła są wykorzystywane. Oczywiście nie chodzi to o to, że Eucharystia niedzielna jest mniej ważna (taka próba polemiki jest skazana na fiasko) ale o odczucia wspólnoty itp.-tzn. patrz tekst wyżej ;)

znajduje wspólnotę; na ulicy, w miejscu pracy, w sąsiedztwie...Moim zdaniem to raczej zwrócenie uwagi na pasterzy tego zgromadzenia, wokół nich kręci się cała 'impreza'. Sława, popularność.

a czarodziej im bardziej egzotyczny tym lepszy :P

Chyba jest już za późno dla polskiego katolicyzmu... Może się mylę, ale wydaje mi się, że na charyzmaty (natchnione dary Ducha, o których pisze Apostoł Paweł) w polskim kościele rzymskokatolickim nie ma miejsca. Są one zagrożeniem. Jest miejsce na urzędników, funkcjonariuszy kościelnych. Wszystko opisał z grubsza kiedyś Hans Kung. Za 10 lat będą puste parafialne budynki licytowane na aukcjach. Może to śmieszyć - mnie to gorszy, w biblijnym znaczeniu, kamień na szyję gorszycielom niszczącym wiarę u prostych jak ja ludzi.

Wiary się nie traci w taki sposób. Ja również się zawiodłam...Kościół to dobre miejsce jak każde inne, aby zrobić karierę, zawsze znajdzie się jakaś grupa dla której można stać się swego rodzaju bożyszczem...wspólnota bywa rozumiana nieco inaczej, niż wskazuje na to Ewangelia...Na drodze wiary mogą pojawiać się chwile, a nawet lata z(w)ątpienia, czyli tzw. chude, ale i pełne obfitości, łaski. Nie trzeba łączyć tego stanu z sytuacją w Kościele, czy kościołach lokalnych. Ku pocieszeniu mogę rzec, że chrześcijaństwo dopiero przed nami. To, czego doświadczamy jeszcze w pełni nim nie jest.

Ojej, "chrześcijaństwo dopiero przed nami", Magda, tak mówiła moja Babcia (odnowa liturgiczna), tak też mówili moi Rodzice uczestnicząc w pierwszych kręgach Domowego Kościoła, dzisiaj ja mam >50 lat i nie chce mi się czekać na "dopiero przed nami", za dużo bólu i goryczy, wolę dzielić się tym co mam tam, gdzie jest to akceptowane i potrzebne (neoprostestantyzm niestety).

Ale ja raczej się swoim bólem, czy goryczą nie podzielę. Przetrawię to sama, nie ja jedyna, nie pierwsza i nie ostatnia. Muszę wyjść. Wydaje mi się, że to co przede mną jest nie mniej fascynujące i godne uwagi co już, mam nadzieję, za mną. A może przeszłości porzucić nie mozna. Tak więc zobaczymy jak się sprawi w drodze.

Muszę odpisać - bo nie chodzi mi o wylewanie żalów! W Kościele dzielę się nie bólem ani goryczą - dzielić się mogę mądrym słowem (homiletyka), umiejętnością zarządzania, pomagania, rady... Nie ma miejsca na to w parafiach, a przecież dary Łaski są wśród ludu! Dzielę się tym wszystkim, co sobie jako "szafarzom łask" zawłaszczają funkcjonariusze kościelni klerykalizujący katolicyzm polski. Bo bez księdza nie ma parafii. Tylko księdza w Biblii nie ma. Jest obcy chrześcijaństwu...

jak i brzydota do podziału być nie może, tak można sobie pojmować dzielenie się dobrem. Mam jednakże inne zdanie, w Kościele jak najbardziej jest miejsce dla 'kulawych' do ktorych należą również niepokorni, tacy jak 'ja' między innymi. Nie odrzucam wspólnoty żadnej, tylko nie godzę się na jej narzucany styl bycia, triumfalizm, ciasnotę...trzymanie się regułek, wiarę niemal we wszystko co nosi bodaj najmniejsze znamiona religii tylko nie w Boga człowieka.

każdy ochrzczony jest szafarzem sakramentów. Ślubu tez nie udziela nam Kościół. Kościół jako Lud Boży błogosławi na drogę, a sakramentu udzielają sobie małżonkowie

Alez tu goryczy! Mili Panstwo, pamietajcie, ze wlasnie w takich miejscach laska wylewa sie najbardziej :) Duzo trudniej zaczac cos robic w tych "beznadziejnych parafiach", latwiej narzekac i czekac, az cos sie zdarzy i katolicyzm parafialny bedzie inny. Bedzie dokladnie taki, jak ludzie, ktorzy go tworza, bo przeciez jacys tworza. Nic nie dzieje sie samo. Nie ma co narzekac (chyba ze konstruktywnie). Trzeba wziac swoje dwie ryby i kilka bochenkow chleba i dzialac, a Pan Bog to wszystko rozmnozy. I nie chodzi mi tylko o karmienie glodnych, choc to piekne dzialanie. Wiecej Ducha zycze! :)

Zgadzam się w zupełności!Jacy ludzie taki Kościół.To my możemy go zmieniać jeśli nam coś nie pasuje.

KK jest jaki jest i nic go nie zmieni, bo o jego kształcie nie decydują "owce" a wilki specjalnie szkolone do odpowiedniego "strzyżenia owieczek".

wierni niewiele mogą. Możemy sobie pisać listy do Pana Boga, bo zdaje się tylko On czyta i tylko Jemu na nas zależy.

jaka służba, jaka góra taki dół. Jaki wzór pobożności narzucają Jego zarządcy taki będzie dominował w kościołach lokalnych, co do tego nie mam wątpliwości. Owszem są jeszcze takie obszary w których funkcjonuje, trzyma się jako... inny Kościół i nawet próbuje z tym walczyć. A czym bardziej daje znać o sobie tym więcej rzuca się kłód pod nogi. Jeśli na tym ma polegać bycie wspólnotą, Kościołem to ja jednak proponuję exodus, a chleb i ryby zabieram ze sobą. Jezus jest ziarnem rzuconym w ziemię, w ludzkość, człowieczeństwo. Wzrasta w nim, w człowieku. Nie zginie. Będzie żył. Czasem myślę, że więcej Go poza tym, co umownie zwiemy Kościołem

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]