Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wariacje za złoty kubek i sto dukatów

Wariacje za złoty kubek i sto dukatów

02.09.2014
Czyta się kilka minut
Ten utwór napisano dla klawesynu. Jest jednak tak uwodzący, że nie sposób już zliczyć jego aranżacji na inne instrumenty.
Glenn Gould w trakcie nagrywania utworów Bacha. Nowy Jork, 1 marca 1956 r. Fot. Gordon Parks / GETTY IMAGES

„Wariacje Goldbergowskie” Johanna Sebastiana Bacha: trudno o utwór bardziej emblematyczny dla gdańskiego Festiwalu Goldbergowskiego. „Bach napisał kompozycję (BWV 988), która oznacza właściwie początek historii nowoczesnych wariacji, a jednocześnie jest jednym z najpiękniejszych i największych dzieł tego rodzaju w ogóle” – zauważa Ernest Zavarský, słowacki autor monografii Bacha.
Ta klawesynowa (w oryginale) perła w twórczości Bacha mocno wybiegała w muzyczną przyszłość, na co z kolei zwraca uwagę Albert Schweitzer: „Spośród wszystkich utworów Bacha żaden nie jest bliższy nowoczesnemu stylowi fortepianowemu niż ten właśnie”. Może więc mistrz kontrapunktu, kantat, organów i klawesynu spogląda w przyszłość, przygotowując grunt dla takich gigantów techniki wariacyjnej, jak Mozart, Beethoven (który mu dorówna fortepianowymi „Wariacjami na temat walca Diabellego”), Chopin (techniką wariacyjną podszyta jest niemal cała jego twórczość), Brahms, a później Webern czy Lutosławski. Wszyscy ci kompozytorzy – i wielu innych po dziś dzień – pełni byli atencji wobec autora „Koncertów Brandenburskich”, a Witold Lutosławski sformułował kiedyś tak celną opinię: „Gdyby jakimś przewrotnym cudem odjęto nam to, co zbudowała w nas twórczość największego z geniuszów muzycznych ludzkości, nie moglibyśmy w tym spustoszeniu poznać samych siebie”...
Legendy, fakty
„Wariacje Goldbergowskie” są od lat jednym z najchętniej słuchanych utworów Bacha. Wiele do powiedzenia na temat ich powstania miał już Forkel, pierwszy biograf kompozytora (jego książka o Bachu ukazała się w 1802 r.). To jemu zawdzięczamy uroczą historię o „Wariacjach” zamówionych przez cierpiącego na bezsenność hrabiego Keyserlingka. Dzieło Bacha jako „środek nasenny” podczas nocnych udręk hrabiego serwować miał Johann Gottlieb Goldberg, urodzony w Gdańsku wybitnie uzdolniony klawesynista. Forkel ponadto dodaje ciekawą uwagę: „Chyba za żadną inną pracę nie otrzymał Bach tak znacznego wynagrodzenia. Hrabia ofiarował mu złoty kubek, wypełniony stu luidorami”.
Nazwisko młodego gdańskiego klawesynisty na zawsze już łączyć się będzie z tym arcydziełem, jednak współcześni znawcy twórczości Bacha zdecydowanie podważają autentyczność anegdoty. Wiele wskazuje na to, że „Wariacje” nie powstały na szczególne zamówienie, lecz były raczej zaplanowanym przez kompozytora monumentalnym ukoronowaniem czteroczęściowego cyklu dydaktycznego „Klavier-Übung” („Ćwiczenia klawiszowe”). Cykl obejmował utwory klawesynowe i organowe, publikowany był w latach 1731-41.
W 1741 r. w Norymberdze ukazała się ostatnia, czwarta część, zawierająca właśnie „Wariacje Goldbergowskie”. Oryginalny tytuł brzmiał zupełnie inaczej: „Aria mit verschiedenen Veränderungen vors Clavicimbal mit 2 Manualen”. Chodzi tu więc według tytułu o Arię „z różnymi odmianami” (wariacjami), przeznaczoną na klawesyn o dwóch manuałach. Jakże to skromny, rzeczowy tytuł, niedający nawet cienia wyobrażenia o pięknie i bogactwie zawartości.
Anatomia muzyki
„Wariacje” to około 70 minut (przy realizacji wszystkich powtórek) nieprzerwanego występu klawesynisty, który musi wspiąć się na wyżyny wirtuozerii, a jednocześnie umysłem objąć złożoną konstrukcję kompozycji. Mało który solista odważa się wykonać to dzieło przed publicznością. Śpiewna i wprost zaczarowująca słuchacza Aria – skupiona, zatrzymująca czas – jest tu punktem wyjścia dla trzydziestu wariacji. Wszystkie one nawiązują jednak nie do melodii tej Arii, ale do jej linii basowej, do powtarzającego się schematu harmonicznego (obecnego w kolejnych wariacjach z regularnością niemal co do taktu). Kompozytor narzuca więc sobie niesamowitą dyscyplinę, którą łączy ze swobodą wyobraźni, bogactwem inwencji. „Mistrza poznaje się w ograniczeniach” – twierdził Goethe.
Poszczególne wariacje można rozpatrywać w pewnych grupach, w których na przemian słuchacz koncentruje się na takich aspektach, jak użycie konkretnego gatunku muzycznego, porywająca wirtuozeria czy wreszcie – ścisła technika polifoniczna (co trzecia wariacja jest kanonem, za każdym razem inaczej skonstruowanym). „Kunsztowne założenia i naturalny wdzięk nie muszą się wzajemnie wykluczać” (Christoph Wolff).
Do popularności utworu przyczynił się legendarny pianista kanadyjski Glenn Gould, którego fortepianowe nagranie z 1955 r. (później ukazały się jeszcze dwa wykonania Goulda) zelektryzowało muzyczny świat. Właśnie: co lepsze dla „Wariacji” – klawesyn czy fortepian? A może organy, gitara, orkiestra? Gdy słynny gitarzysta Andres Segovia usłyszał przez radio, jak małżeństwo gitarzystów Charles Ramirez i Helena Kalamuniak gra swoją aranżację utworu na dwie gitary, napisał im w liście: „Wiele z tych wariacji brzmi lepiej na gitarze niż na klawesynie, niegdyś dokuczałem Wandzie Landowskiej, mówiąc jej, że klawesyn brzmi jak mocno przeziębiona gitara”.
I inne instrumenty...
Wielu muzyków innych specjalności dokonywało aranżacji, transkrypcji z myślą o swoich instrumentach. Znany rosyjski skrzypek Dymitr Sitkowiecki opracował „Wariacje Goldbergowskie” na trio smyczkowe w 1984 r.; właśnie jego wersja zabrzmi podczas Festiwalu Goldbergowskiego. Artysta wspomina: „Transkrypcja była zarówno owocem miłości do utworu, jak też obsesji na punkcie nagrania Glenna Goulda z 1981 r. Przez dwa miesiące pracy nad aranżacją pozostawałem w stałym towarzystwie Bacha i Glenna Goulda”. Podobno otoczenie Sitkowieckiego przyjęło wtedy pomysł aranżacji ze sceptycyzmem, ale wersja na trio smyczkowe zdobyła popularność. Brzmi bardzo ciekawie. Trzy instrumenty smyczkowe: skrzypce, altówka i wiolonczela w naturalny sposób potrafią realizować trzygłosową fakturę wielu wariacji. A gdy przychodzi pora na dwugłosowy kanon (Wariacja 27) wiolonczela po prostu milknie.
Istnieje rzadko grywana XIX-wieczna wersja na dwa fortepiany autorstwa Josepha Rheinbergera, brzmiąca trochę sztucznie i ociężale. Bardziej przekonujący jest współczesny amerykański gitarzysta i aranżer Kurt Rodarmer, który przez 10 lat pracował nad transkrypcją „Wariacji” na gitarę. Ażeby zaprezentować rezultat w postaci wirtuozowskiego nagrania dzieła, wykorzystał dwie specjalnie zaprojektowane gitary i posłużył się montażem dźwięku. Efekt był imponujący: są to kameralne, pełne ciepła, ale również wirtuozowskie i wierne wobec oryginału „Wariacje Goldbergowskie”. Można także posłuchać wersji na harfę solo autorstwa brytyjskiej harfistki Catrin Finch, w jej wykonaniu Aria brzmi wprost zjawiskowo, dźwięki długo wybrzmiewają, choć to sonorystyczne bogactwo harfy może nieco zamazać klarowność kontrapunktu Bacha.
Około 1938 r. opracowanie na orkiestrę kameralną stworzył Józef Koffler, pierwszy polski dodekafonista. Francuski organista Jean Guillou ponad ćwierć wieku temu przedstawił zaskakująco świetnie brzmiącą aranżację na organy, tak dalekie przecież od klawesynu. Nie brakuje innych, często bardziej zaskakujących opracowań. Niestrudzony w łączeniu jazzu z Bachem Jacques Loussier grywa „Wariacje Goldbergowskie” w wersji na trio jazzowe. Dzieło do nowszych technologii muzycznych starają się wprowadzić współcześni twórcy, przykładu dostarcza austriacki kompozytor Karlheinz Essl i jego „Gold.Berg.Werk”, zawierający m.in. wersję na trio smyczkowe i elektronikę. Z drugiej strony: właśnie w naszych czasach „Wariacje Goldbergowskie” doczekały się opracowania na... orkiestrę barokową (zespół Parnassi Musici). Co powiedziałby na to Bach?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]