Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zagraj mi, drogi Goldbergu...

Zagraj mi, drogi Goldbergu...

23.08.2015
Czyta się kilka minut
Patron Festiwalu to postać wciąż tajemnicza. Im więcej o nim wiemy, tym większe budzi zainteresowanie. Wyszedł wreszcie z cienia przypisanych mu – słusznie czy nie – „Wariacji” Bacha.
Hrabia Hermann Karl von Keyserlingk Fot. Domena Publiczna
H

Hrabia Hermann Karl von Keyserlingk „często zatrzymywał się w Lipsku i przywiózł tam ze sobą wspomnianego Goldberga, by Bach udzielał mu lekcji. Hrabia często chorował i cierpiał na bezsenność. Wtedy Goldberg, który mieszkał w jego domu, spędzał noce w przedsionku, by grać mu w takich chwilach. Hrabia wspomniał raz w obecności Bacha, iż chciałby otrzymać kilka utworów klawesynowych, które miałyby być spokojne, jak i nieco żywsze, by ulżyć mu nieco podczas bezsennych nocy. Bach uznał, iż życzeniu temu najlepiej sprostają wariacje. [...] Hrabia nazywał je odtąd wyłącznie »swoimi wariacjami« i nigdy nie był nimi znużony. Jeszcze przez długi czas, gdy tylko dotknęła go bezsenność, wołał: »Zagraj mi, drogi Goldbergu, jedną z moich wariacji!«”.

Ta historia, przytoczona w 1802 r. przez jednego z pierwszych biografów Bacha, Johanna N. Forkela (bez wskazania źródła), miała unieśmiertelnić nazwisko klawesynisty i kompozytora Johanna Gottlieba Goldberga, kojarzonego odtąd z arcydziełem lipskiego kantora, oryginalnie nazwanym „Aria mit verschiedenen Verænderungen” BWV 988 (wydano je w roku 1741 jako czwartą część cyklu „Clavier übung”), a od XIX w. znacznie szerzej znanym pod mianem „Wariacji Goldbergowskich”. Forkel w swej anegdocie pisze o „wspomnianym Goldbergu” – wymienia go bowiem wcześniej wśród uczniów Bacha („Goldberg z Królewca. Był bardzo biegłym klawesynistą, ale bez szczególnych zdolności kompozytorskich”).

Przez bachowskie konteksty
Tyle wiedzy wystarczyć miało komentatorom przez wiele dekad, aż po wiek XX, gdy ponownie zainteresowano się tym muzykiem – najpierw dociekając, czy opowieść Forkela w ogóle mogła być prawdziwa, i coraz częściej to kwestionując. Goldberg miał w czasie skomponowania przez Bacha „Wariacji” czternaście lat i powątpiewano, czy byłby w stanie zmierzyć się z arcytrudnym dziełem (choć wykluczyć tego nie można).

Znacznie większe wątpliwości budził brak jakiejkolwiek dedykacji dla możnego hrabiego Keyserlingka, rosyjskiego posła w Saksonii, co dziwi tym bardziej, że Forkel wspominał też o ogromnym honorarium, jakie otrzymać miał kompozytor od wdzięcznego hrabiego. W każdym razie historyjka z rodzaju se non è vero, è ben trovato powracała odtąd na kartach każdej Bachowskiej monografii, przyćmiewając przy okazji postać i dokonania samego Goldberga, o którym wiedziano wciąż niewiele.

Uwaga Forkela o „braku szczególnych zdolności kompozytorskich” zniechęcała do zapoznania się z okruchami zapomnianej twórczości. Dopiero w II poł. XX w. zainteresowano się nią poważniej, na fali odkrywania rozmaitych bachowskich kontekstów oraz rekonstruowania historycznej praktyki wykonawczej, który to nurt inspirował coraz liczniejszych muzyków do poszukiwania nowego repertuaru.

Kim więc był „Goldberg z Królewca”? Naprawdę pochodził z Gdańska, gdzie przyszedł na świat jako syn cenionego lutnika w roku 1727 i tam odebrał pierwsze lekcje muzyki (być może u znakomitego mariackiego kapelmistrza Johanna Balthasara Freislicha), potwierdzające jego niepospolity talent. Ów chłopiec wcześnie zwrócił uwagę muzykalnego dyplomaty, hrabiego Keyserlingka bawiącego w Gdańsku przejazdem, i wraz z nim Goldberg, zapewne już jako dziesięciolatek, znalazł się w Saksonii.

Okoliczności i czas studiów u Johanna Sebastiana Bacha nie są jasne – być może były to lekcje prywatne opłacane przez mecenasa i odbywane przy okazji wizyt w Lipsku, gdzie studiował jego syn. Przypuszcza się, że Goldberg pobierał nauki głównie u najstarszego z synów kantora, Wilhelma Friedemanna Bacha działającego w Dreźnie, a więc w głównym miejscu rezydencji dyplomaty. Klawesynista służył hrabiemu jako „Kammermusicus” do roku 1751, z przerwą w latach 1746-49, gdy ów podjął misję ambasadora Rosji na dworze pruskim w Poczdamie. Kilka ostatnich lat życia Goldberg spędził w służbie elektorskiego ministra hrabiego Heinricha von Brühla, z którego doborową kapelą niewątpliwie wizytował też Warszawę (jest udokumentowany co najmniej jeden taki pobyt w 1754 r.). Obiecującą karierę artysty przerwała przedwczesna śmierć na gruźlicę w roku 1756.

Wyjście z cienia

Długo niedostępne w edycjach kompozycje Goldberga pozostawały nieznane, a w nielicznych relacjach współczesnych jawił się on przede wszystkim jako wybitny wirtuoz klawesynu.

Ciekawe są wzmianki o nim w pamiętnikach Johanna Friedricha Reichardta, prominentnego lutnisty, który – także służąc rodzinie Keyserlingków – miał okazję poznać kompozycje Goldberga i wiele opowieści o nim (jawi się on w nich jako osoba ekscentryczna, melancholijna, o trudnym charakterze). Reichardt zakwestionował cytowaną krytyczną opinię Forkela sugerując, iż ów wygłosił ją bez znajomości utworów Goldberga.

Co więc wiemy o nich dziś? Skromny katalog źródeł rozproszonych głównie w trudnych do datowania rękopisach obejmuje dwie kantaty, garść utworów kameralnych i solowych oraz dwa koncerty klawesynowe pochodzące zapewne z czasu służby u Brühla.

Wiele jego kompozycji zaginęło, niektóre zniszczył podobno sam autor. Te znane dziś są zdumiewająco różnorodne stylistycznie, konsekwentnie zarazem wskazując na silne związki z idiomem bachowskim, nie tylko tym „sebastianowym”. Przeznaczone dla Lipska kantaty bardzo wyraźnie i udatnie nawiązują do stylu kantora (najpewniej to on sam wykonał ze swym zespołem dzieła młodego ucznia w ramach niedzielnych nabożeństw, których muzyczną oprawę zapewniał). Z kolei interesujący cykl 24 polonezów na klawesyn we wszystkich tonacjach nawiązuje do koncepcji epokowego „Wohltemperiertes Klavier” – lecz także do podobnego zbioru Wilhelma Friedemanna.

Bodaj najbardziej dla współczesnego słuchacza atrakcyjną częścią spuścizny gdańskiego twórcy są jego sonaty triowe na dwoje skrzypiec i basso continuo (zabrzmią podczas Festiwalu Goldbergowskiego w wykonaniu znakomitego zespołu Musica Alta Ripa z Hanoweru). Te dojrzałe dzieła, twórczo rozwijając styl podobnych kompozycji Bacha (jedna z nich długo zresztą uchodziła za utwór samego Jana Sebastiana, uwzględniona w katalogu jego twórczości pod numerem BWV 1037), należą już do epoki stylu galant z jego pełną wdzięku lekkością i zdobnością, a zarazem subtelną ekspresją podkreślaną przez wyszukaną, często chromatyczną harmonikę.

Z kolei klawesynowe koncerty zdają się nie mieć niemal nic wspólnego w formie ani fakturze z analogicznymi utworami Sebastiana, prekursora tego gatunku. W ich śpiewnej melodyce znać bardziej inspirację muzyką włoską, przede wszystkim zaś – utworami synów Bacha. Dzieła te wyróżnia monumentalizm założenia (czas trwania sięga ponad 35 minut – to wymiar niemal „beethovenowski”!), okupiony wszakże pewną rozwlekłością i niedostatkami owego wdzięku, który tak zachwyca w sonatach.

Johann Gottlieb Goldberg to postać wciąż nieco dla nas tajemnicza, lecz im więcej o nim wiemy, tym większe budzi zainteresowanie i dziś można już powiedzieć, że wyszedł wreszcie z cienia przypisanych mu – słusznie czy nie – „Wariacji” Bacha.

Festiwal Goldbergowski w Gdańsku organizowany od 2006 r. z inicjatywy klawesynistki Aliny Ratkowskiej – badaczki twórczości patrona i jej oddanej propagatorki – z pewnością się do tego renesansu wydatnie przyczynił. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]