W odpowiedzi trenerowi W.

"Myślę, że nie macie prawa mnie oceniać" - powiedział do dziennikarzy Dariusz W., trener piłkarzy Polonii Warszawa.
Czyta się kilka minut

Słowa te padły dzień po zatrzymaniu go przez CBA i postawieniu zarzutów wręczania łapówek sędziom i obserwatorom meczów kieleckiej Korony. W. zadeklarował współpracę z organami ścigania i... poprowadził kolejny mecz.

Stopień arogancji znanego dotąd z dobrych manier, elokwencji i fachowości (oczywiście, jak na nasze realia) trenera budzi zdumienie. Ale tylko na pierwszy "rzut ucha".

Wypowiedź W. wpisuje się bowiem w standardy (a właściwie ich brak) polskiego środowiska futbolowego - środowiska, które mimo trwającego od kilku lat korupcyjnego śledztwa nie potrafi (a może nie chce?) się uleczyć. Bo jak inaczej zinterpretować np. ujawniony przez media fakt, że odpowiedzią PZPN na przestępczą działalność działaczy, trenerów, sędziów i zawodników miała być abolicja?

Panie trenerze, myślę, a właściwie jestem o tym przekonany, że mamy nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek nazywać złem zło korupcji w polskim futbolu. Tylko wtedy jest szansa, aby tacy ludzie jak Pan nie byli jego ikonami.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2008