O świcie rozlega się bicie dzwonów. Pół godziny później, przed siódmą, przejeżdżam przez kilka wsi dzielących mnie od słowacko-ukraińskiej granicy. Nieliczni o tej porze ludzie zbierają się niespiesznie do świętowania Wielkanocy. Miejscami okolica wydaje się niemal wyludniona. Po polu przechadza się stado – zapewne migrujących – żurawi. Niebo bezchmurne. Słońce oślepia. Jest cicho i spokojnie.
Sytuacja zmienia się parę kilometrów przed niewielką miejscowością Vyšné Nemecké. Mijam pięć czy sześć policyjnych radiowozów na poboczu. Także ruch się zagęszcza. Gdy docieram do przejścia granicznego, dołączam do kilkuset osób, które w Niedzielę Wielkanocną chcą przedostać się na drugą stronę jednej z najpilniej strzeżonych granic Unii Europejskiej.
Samochód zostaje po słowackiej stronie. Ruszam w stronę pieszej odprawy. Dwadzieścia kilka busów i co najmniej drugie tyle aut osobowych na ukraińskich tablicach oczekują na kontrolę. Jeden z kierowców mówi, że mam szczęście. Pieszych odprawiają od ręki. Przed autami co najmniej pół dnia stania.
Granica ze Słowacją i wjazd do Ukrainy
Jeszcze cztery lata temu, tuż za przejściem granicznym, oczom przyjezdnych ukazywał się górujący nad okolicą od lat 70. XX w. pomnik sowieckich „wyzwolicieli Ukrainy”. Dziś prawie nie ma po nim śladu. Usunięty został w listopadzie 2022 r. Są plany, by w jego miejscu stanął monument poświęcony ukraińskiej 128. Zakarpackiej Brygadzie Górskiej. Jak dotąd jednak wzrok napotyka pustkę i ślady niechcianej, odrzuconej wersji przeszłości.
Użhorod, miasto historyczne, położone jest kilka kilometrów dalej w malowniczej rozległej dolinie. Na rogatkach, raptem dwieście, może trzysta metrów od granicy, powstało niedawno duże i ogrodzone płotem osiedle „Sherwood”. Do potencjalnych mieszkańców zaleca się obietnicami elitarności i luksusu. Na parkingu wzdłuż ulicy niemal same drogie auta. W mieście będzie ich jeszcze więcej. Przeważają tablice charkowskie i kijowskie.
To jeden ze znaków rozpoznawczych dzisiejszego Użhorodu. Jak kilka godzin później powie mi Nastia, studentka miejscowego uniwersytetu, „rdzennych” mieszkańców taki stan rzeczy, łagodnie rzecz ujmując, irytuje. Większość nie mogłaby pozwolić sobie na tak drogie auta. Z kolei ceny nieruchomości wzrosły do poziomu, który jest poza zasięgiem młodych.
Wraz z napływem rzeszy uchodźców z innych regionów, życie tego prowincjonalnego miasta zmieniło się nie do poznania.
Jak zmienił się Użhorod
O dziewiątej otwierają się sklepy. Do centrum największego ośrodka na ukraińskim Zakarpaciu prowadzi szeroka aleja. Po gwarze i zamieszaniu, jakie dały się odczuć na granicy, w mieście jest spokojnie, choć wyczuwalne jest też pewne napięcie.
Do mijanych mężczyzn raz po raz podjeżdżają patrole policji. Sprawdzają dokumenty. Nikogo to nie dziwi. W mieście nie brakuje uchylających się od służby wojskowej. Jak się dowiaduję, od pewnego czasu jest to w Użhorodzie – jak w całej Ukrainie – element życia codziennego. Nie wszystkim jednak się to podoba. Niekiedy przypomina to polowanie, mówi mi Anton, który wyprowadza psa na poranny spacer.

Pojawiają się pierwsze wiśniowe drzewka ozdobnej odmiany sakura. Na kwiecień i pierwszą połowę maja przypada czas ich kwitnienia. Co roku przyciągają – właściwie przyciągały – tysiące turystów nie tylko z Ukrainy, ale też z zagranicy, w tym z Japonii, skąd pochodzą te efektowne rośliny.
Właśnie z nich najbardziej słynie w świecie Użhorod, tonący każdej wiosny w różu kwitnących kwiatów. Odtąd będą mi tu towarzyszyć na każdym kroku.
Nad miastem górują wieże kilku świątyń. Użhorod zamieszkany jest zarówno przez katolików (obrządku rzymskokatolickiego i greckokatolickiego), jak też wiernych Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego. W zeszłym roku wszyscy świętowali Wielkanoc razem. W tym roku dla części mieszkańców dzisiejsza niedziela, 5 kwietnia, jest Świętem Wjazdu Pańskiego do Jerozolimy. Im bliżej rzeki i starego miasta, tym więcej na ulicach ludzi ubranych odświętnie.
Miasto uchodźców i nowej codzienności
Wśród tych, którzy Wielkanoc będą obchodzić w niedzielę 12 kwietnia, jest Wiktoria, rodowita Użhorodzianka. Nie tylko mówi doskonale po angielsku, ale zna też polski. Nie jest to znajomość wyniesiona z domu, lecz efekt kilkuletniej nauki polskiego jako drugiego języka obcego w miejscowej szkole.
Gdy pytam o powody, dla których zdecydowała się na naukę polskiego, mówi, że jej krewna jakiś czas temu zamieszkała na stałe w Polsce. Dla wielu młodych tutaj język polski jest realną, świadomie wybieraną alternatywą dla niemieckiego czy włoskiego.
Wiktoria potwierdza, że życie w Użhorodzie w ostatnich latach zmieniło się diametralnie. Jak mówi, ciche, nieco zapomniane miasto nie do końca było przygotowane na napływ rzeszy uchodźców z terenów objętych działaniami wojennymi. Ale, dodaje, przecież nikt nie mógł się spodziewać, że wojna będzie trwać tak długo.
Wiktoria przyznaje, że wielu jest już po prostu zmęczonych niekończącym się stanem nadzwyczajnym. Mówi, że nauczyła się niczego nie planować. W głosie 20-latki przez moment słychać smutek.
Wojna obecna mimo odległego frontu
Szybko wracamy do rozmowy o praktycznym wymiarze życia w mieście, którego mieszkańcy zdają sobie także sprawę z moralnego obowiązku, jaki na nich ciąży względem tych, którzy w wojnie stracili wszystko.
– To, czego doświadczamy, to tylko mało istotne uciążliwości. Nikt z nas tutaj nie wie, co to znaczy, jak na twój dom spadają bomby – mówi Wiktoria.
Użhorod jest także miejscem rekonwalescencji dla wielu żołnierzy, którzy powracają z frontu. W miejscowym szpitalu prowadzona jest klinika neurologiczna. Na jej parkingu można zobaczyć mężczyzn w mundurach z zabandażowanymi głowami, palących papierosy i grzejących się w wyjątkowo mocnym jak na początek kwietnia słońcu.
W mieście co rusz trafiam na miejsca pamięci, poświęcone poległym żołnierzom pochodzącym z Zakarpacia. – Wojna może się tutaj wydawać czymś nierealnym. A jednak nie sposób o niej zapomnieć. Chyba już nigdy – dodaje Wiktoria.
Napięcia z Węgrami na Zakarpaciu
Użhorod zamieszkuje spora mniejszość węgierska. Akurat w dniu mojej wizyty dochodzi do kolejnej eskalacji napięcia na linii Budapeszt–Kijów.
Tym razem związane jest to z oskarżeniami o rzekomą próbę sabotażu infrastruktury gazowej na granicy serbsko-węgierskiej. Serbski wywiad wojskowy informuje 5 kwietnia o ujawnieniu na północy kraju materiałów wybuchowych, mających ponoć posłużyć do wysadzenia gazociągu, którym rosyjski gaz płynie do Węgier.
Viktor Orbán, prowadzący kampanię przed najtrudniejszymi dla niego wyborami parlamentarnymi, wprost oskarża Ukrainę o próbę „odcięcia Europy od rosyjskich dostaw surowców energetycznych”. Tak mocny sygnał z Budapesztu odebrany zostaje jako próba wzmocnienia nastrojów nacjonalistycznych wśród Węgrów zamieszkujących zachodnie rubieże Ukrainy. W większości od lat konsekwentnie popierają oni w wyborach Fidesz.
Jednak na ulicach Użhorodu nie sposób doszukać się śladów konfliktu, jaki z premedytacją sufluje węgierski obóz władzy. Z katolickiego Kościoła św. Jerzego na starym mieście, do którego tradycyjnie uczęszczają użhorodzcy Węgrzy, wylewa się świętujący tłum i zgodnie miesza się z wiernymi, którzy zmierzają do położonej na wzgórzu, kilkaset metrów dalej, greckokatolickiej Katedry Podwyższenia Krzyża Świętego.
Już z oddali słychać zachwycający śpiew chóru z katedry. Spływa miękko na wąskie uliczki w dole.
Wiktoria potwierdza, że na co dzień podziały narodowościowe, zwłaszcza wśród młodych, nie są źródłem nieporozumień. Wielu jej przyjaciół to Węgrzy.
– To głównie domena polityków – mówi. – Starają się nas podzielić, jak wszędzie.
Czy wojna coś tu zmieniła, na gorsze lub na lepsze? Wiktoria kręci głową:
– Mieszkańcy miasta żyją ze sobą w zgodzie.
Wielonarodowa historia Zakarpacia
Gdy przyglądam się potem ludziom spacerującym w niedzielne popołudnie nad rzeką, nietrudno w to uwierzyć. W tłumie słychać różne języki. Tuż nad Użem uwagę przyciąga Jesion Masaryka – pamięć po 20-letnim epizodzie w historii miasta, gdy w latach 1919-38 znajdowało się w granicach Pierwszej Republiki Czechosłowackiej.
Wcześniej przez setki lat należało do Królestwa Węgier, a przed I wojną światową do Węgier w składzie podwójnej monarchii Austro-Węgier.
Dziś monumentalne drzewo, posadzone ku pamięci pierwszego prezydenta tamtej Czechosłowacji, stanowi część słynnej, ponoć najdłuższej w Europie Alei Lipowej – zasadzonej w 1928 r., ciągnącej się wzdłuż brzegu rzeki na odcinku przeszło dwóch kilometrów.
Ale na początku kwietnia to drzewka wiśniowe są w centrum uwagi spacerowiczów. Pod każdym odbywają się niekończące się sesje fotograficzne. W mieście panuje świąteczna, niemal beztroska atmosfera.
Jedynie gdzieniegdzie wzrok zatrzymuje się na namalowanych sprejem, od szablonu, czarnych podobiznach karabinu maszynowego. Gdyby nie one i wszechobecne ukraińskie barwy narodowe, rzeczywiście można by zapomnieć, że u wschodnich granic tego samego kraju od 2014 r. toczy się krwawa wojna, od lat czterech już na pełną skalę.
Przekraczam rzekę i udaję się w stronę Placu Petőfiego, kolejnego węgierskiego tropu na mapie wielonarodowej przeszłości regionu. Dziś to popularne miejsce spotkań młodzieży.
Na środku placu znajduje się jeszcze jedno miejsce pamięci o poległych. Z rozpiętych na stelażach banerów spoglądają na przechodniów twarze – młode, w średnim wieku. Tuż obok kwitnie sakura. Chyba jedyna, pod którą nikt dziś nie robi sobie zdjęć.
Zaglądam do pobliskiej kawiarni. Po kilku słowach oczy Serhija, mojego rozmówcy, prowadzącego ten niewielki lokal przy placu, rozświetlają się: – Urodziłem się w Legnicy – mówi. Nieco zbity z tropu, z małostkową podejrzliwością dopytuję o szczegóły. – W 1981 r., w czasie Solidarności – dodaje z triumfalnym uśmiechem.
Serhij opowiada historię swoich rodziców, zawodowych żołnierzy, stacjonujących w bazie wojsk sowieckich w Legnicy. Tam przyszedł na świat. Z czasów Solidarności, rzecz jasna, nic nie pamięta. Ale zna je z opowieści matki. Jako syn wojskowych dorastał zarówno w Polsce, jak i w Kraju Zabajkalskim. Jak trafił do Użhorodu? – Sam go wybrałem. Dobrze się tu żyje.
Azyl dla żołnierzy i cywilów
W drodze powrotnej myślę o tym, co powiedział Serhij. Z jego perspektywy napływ uchodźców do miasta z pewnością jest korzystny. Ale kto wie, czy pod jego słowami, koniec końców, nie podpisałoby się także wielu innych – dawnych i nowych – mieszkańców Użhorodu.
Być może jest on dziś jednym z naprawdę niewielu miejsc w Ukrainie, o których można powiedzieć, że dobrze się w nich żyje – mimo piekła wojny, która raz za razem ukazuje swoje bezwzględne oblicze. O której, jak mówiła Wiktoria, nie sposób zapomnieć też tutaj, w zakarpackim azylu. Chyba już nigdy.
W pobliżu mostu łapię kontakt wzrokowy z żołnierzem w mundurze, czekającym przed sklepem. Jesteśmy w podobnym wieku. Mówię, że przyjechałem z Polski. Pyta, czy jestem na urlopie. Nieco zaskoczony, wykonuję kilka nieokreślonych gestów. Kiwa głową, jak gdyby lepiej ode mnie rozumiał, co mam na myśli.
– Tam walczę z szahedami – mówi. – Tutaj odpoczywam.
Pamięć o wojnie na cmentarzach Użhorodu
Idę w stronę granicy okrężną drogą, prowadzącą przez wzgórze cmentarne górujące od północy nad starym miastem. Z daleka rzuca się w oczy morze ukraińskich flag.
Wiele mogił jest nowych. Czytam zapisane cyrylicą nazwiska: ukraińskie, węgierskie. Po raz kolejny tego dnia patrzę na zdjęcia ludzi, których już nie ma. Wyobrażam ich sobie w cywilnych ubraniach. Niektórzy z nich zrobiliby dziś na tle rozkwitających wiśni zdjęcie – być może sobie, a najpewniej tym, których kochali.
Powyżej cmentarza poległych w wojnie, która właśnie się toczy, znajduje się kolejny – żołnierzy Armii Czerwonej. Myślę o przygranicznym, usuniętym pomniku pamięci „wyzwolicieli Ukrainy”. Niektóre napisy i tu zostały skute. W cmentarnej ciszy odzywają się tylko ptaki.
Do granicy mam jakieś trzy kilometry. Gdy ją przekroczę, z Ukrainy do Unii Europejskiej, formalnie czas cofnie się dla mnie o godzinę. To dużo, myślę.
Tymczasem światło dnia powoli słabnie. Za godzinę różowe kwiaty wiśni na jakiś czas znowu spowije nadciągający od wschodu mrok.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















