Urodzony na gnoju

Niedawno przeczytałem Gnój Wojciecha Kuczoka - książkę spopularyzowaną filmowymi Pręgami Magdaleny Piekorz. Powieść opowiada o nieświętej rodzinie, której dom jest przeniknięty dulszczyzną i przemocą, dewocją i krzywdą, niespełnieniem i rozpaczą. W finałowym, symbolicznym śnie bohatera, podczas ulewy w piwnicy wybija szambo i nagromadzone przez dziesięciolecia nieczystości pochłaniają dom starego K.
Czyta się kilka minut

---ramka 343495|prawo|1---Przypomniałem sobie tę powieść, w której skrzywdzony bohater już nikogo nie nazywa Ojcem, kiedy czytałem o narodzinach Jezusa. Jeszcze jako nienarodzony nie został On przyjęty w gospodzie, dlatego musiał przyjść na świat w miejscu, w którym trzymano bydło. Wątpię, by aniołowie posprzątali szopę przed przybyciem Maryi i Józefa, więc pewnie na ziemi leżał zwierzęcy nawóz, a w powietrzu unosił się smród.

Dziś chcemy wynagrodzić Jezusowi ten afront. Na Jego przyjście przygotowujemy odświętne gadżety: zamiast ciemności - kolorowe światełka, zamiast zimna - ciepło kolęd, zamiast smrodu - zapach pieczonego karpia i pierników. Miły dla serca choinkowy nastrój nieco fałszuje jednak rzeczywistość, bo Zbawiciel chciał się narodzić tam, gdzie najmroczniej. Mówił przecież, że przyszedł do zagubionych owiec i tych, którzy się źle mają.

Nie mam zamiaru psuć Ci świąt. Chciałbym jednak, byś na chwilę oddalił się od bożonarodzeniowej krzątaniny, zamknął w ciszy i zaprosił Nowonarodzonego do ciemniejszych zakamarków Twojego serca, do brudu, który chowasz przed ludźmi.

Do Twojej zaborczości, marudzenia i narzekania zatruwającego życie wszystkim, którzy próbują Cię kochać, do stwierdzeń, że cały świat jest zły, a ludzie okropni, do mentorstwa, które budzi politowanie.

Do egoistycznego braku czasu, który sprawia, że ciągle gonisz za swoim, a rodzice i dzieci oglądają Cię od wielkiego dzwonu, do samotności ludzi, którzy czekają na Twoją obecność, słowo, zainteresowanie.

Do fantazji, w których jesteś playboyem przebierającym w seksownych kobietach, albo damą zdobywaną przez najbardziej szarmanckich i czułych facetów, i w których zostawiasz kogoś, z kim łączy Cię święty węzeł.

Do podskórnej agresji wobec tych, którym się powiodło, których oskarżasz o złodziejstwo i korupcję, a których chętnie utopiłbyś w łyżce wody, bo musisz być wobec nich grzeczny.

Do zachłanności, gdy pijesz o jeden kieliszek za dużo w poczuciu, że jeszcze kontrolujesz sytuację, i gdy opychasz się kaloriami i cholesterolem, choć lekarz kazał Ci uważać na wątrobę i serce.

Do kłótliwości: tej wielkiej, która sprawia, że domownicy najlepiej czują się wtedy, gdy nie ma Cię w domu, i tej małej, przez którą od czasu do czasu płynie łza po czyimś policzku albo ktoś nie prześpi nocy.

Jezus chce zaistnieć w najbardziej zapaskudzonych miejscach nie po to, by machnięciem boskiej rączki posprzątać Twoją stajnię Augiasza. On chce Ci powiedzieć, że nie boi się tego, co skrzętnie ukrywasz przed światem i wyrzucasz z pamięci; że umiłował Cię razem z Twoją słabością. Chce dotknąć Cię swoją Obecnością i zapalić w Twoich ciemnościach płomyk nadziei, że gnój, który rodzi się w ludzkim wnętrzu, nie zniszczy Twojego życia.

---ramka 343494|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 52/2004