Reklama

Upadłe księżniczki

Upadłe księżniczki

w cyklu Strona świata
01.02.2020
Czyta się kilka minut
Są rówieśniczkami, łączy je też bogactwo, uroda, niepohamowany apetyt na życie i przezwiska „księżniczek”, jakie nadali im rodacy. Ich ojcowie byli dyktatorami: jeden Uzbekistanu, drugi Angoli.
Gulnara Karimowa podczas przyjęcia w Cannes, 2011 r. / Fot. Ammar Abd Rabbo / ABACAPRESS.COM / EAST NEWS
J

Jeszcze niedawno 47-letnia Isabel dos Santos, najstarsza córka Joségo Eduardo dos Santosa, wysławiana była jako kobieta sukcesu, najbogatsza w Afryce i pierwsza, która dorobiła się ponad miliarda dolarów. Nikt nigdy nie wątpił, że karierę zawdzięcza tyleż własnej przedsiębiorczości i pracowitości oraz biznesowemu przygotowaniu w najlepszych akademiach w Londynie, co ojcu prezydentowi, który przez prawie 40 lat (1979-2017) rządził opływającą w ropę naftową Angolą.

Ostatni rok ojcowskiego panowania okazał się końcem złotych czasów Isabel. Jako prezydent zdążył jej jeszcze oddać państwowy koncern naftowy Sonangol (imperium biznesowe angolańskiej „księżniczki” obejmuje także m.in. telefonię komórkową, nieruchomości i banki), ale gdy ustąpił z urzędu, wskazany przez niego na dziedzica João Lourenço odebrał jej dyrektorski fotel (a jej przyrodniego brata, Joségo Filomeno, odwołał ze stanowiska szefa funduszu strategicznego, na którym Angola odkłada swoje zyski z petrodolarów). 

Przeczuwając, że nowy prezydent całą winę za wyrosłą przez dziesięciolecia korupcję spróbuje zrzucić na byłą rodzinę panującą, Isabel zdążyła wyjechać z Angoli do Wielkiej Brytanii. A ujawnione w styczniu dokumenty i korespondencja wywołały skandal, który z „księżniczki” uczynił sprytną złodziejkę. Okazało się bowiem, że biznesowy sukces i majątek Isabel pochodzą głównie z kradzieży państwowych petrodolarów, które angolańska elita (z obecnym prezydentem włącznie) od lat traktowała jak prywatne konta bankowe. Rząd Angoli odgraża się, że wytoczy jej proces, a jeśli okaże się winna, wtrąci do więzienia w Luandzie (jeśli, ma się rozumieć, wróci do kraju albo zostanie Angoli wydana).

Hulanki Gulnary

Starsza od Isabel o rok Gulnara Karimowa, zamiast siedzieć za granicą, wróciła do Uzbekistanu i jeszcze za życia ojca prezydenta domagała się, by namaścił ją na swoją dziedziczkę. Tak przynajmniej zapewniał starego i schorowanego prezydenta Islama Karimowa (1989-2016) wierny i wszechwładny szef jego tajnej policji. Ostrzegał, że Gulnara, starsza z dwóch córek, ma polityczne ambicje, a świadcząc za łapówki przysługi zachodnim firmom, pragnącym robić w Uzbekistanie interesy, zebrała miliardowy majątek. 


Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "Tygodnika" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Islam Karimow kochał władzę, ale nie znosił przepychu ani rozrzutności. Nie gustował nawet w kulcie jednostki, któremu tak bardzo dali się oczarować jego sąsiedzi z górzystego Tadżykistanu i pustynnej Turkmenii. Rozrzutność i hulaszczy tryb życia Gulnary zawsze go irytował, ale gdy ostrzeżono go, że zamierza sięgnąć po władzę, uznał, że miarka się przebrała.

Nie była to dla niego łatwa decyzja. Gulnara była jego oczkiem w głowie (młodsza córka, Lola, już nie tak bardzo), na wszystko jej pozwalał, spełniając kolejne zachcianki, którymi jeszcze szybciej się nudziła.

Uzbekistan, którym rządził jej ojciec, pozostawał jeszcze prowincją Związku Radzieckiego, gdy w 1991 roku jako dwudziestolatka wyszła za mąż za osiadłego w Ameryce afgańskiego Uzbeka Mansura Maksudiego – bogacza, który wpadł na pomysł, że przy pomocy wpływowego teścia zbije jeszcze większy majątek, otwierając w Taszkiencie, Samarkandzie i Bucharze fabryki Coca-Coli. Jej ślub był towarzyskim wydarzeniem w całym radzieckim imperium, rozpisywały się o nim wszystkie gazety w Moskwie.

Ale po dziesięciu latach małżeństwo Gulnary rozpadło się, a co gorsza: amerykański sąd przyznał dwójkę jej dzieci (syn Islam junior, rocznik 1992, i młodsza o sześć lat córka Imam; oboje mieszkają dziś w Londynie) ojcu. Jakimś sposobem Gulnara wykradła jednak dzieci i uciekła nad Amu Darię, a ojciec, wtedy już prezydent założyciel niepodległego Uzbekistanu, zapewnił jej bezpieczeństwo i nietykalność.

W domu rzuciła się zachłannie na życie, jakby chcąc odzyskać lata spędzone w Ameryce. Zaczęła pisać wiersze, została piosenkarką (pod artystycznym pseudonimem „Gugusza”, tak nazywał ją ojciec, śpiewała m.in. z Gerardem Depardieu), projektantką i miejscową dyktatorką mody, projektowała biżuterię, komponowała perfumy, zachęcała do uprawiania jogi. Organizowała pokazy mody, koncerty. Dzięki wpływom i pieniądzom ojca, czyli państwowym, sprowadzała do Taszkientu zagraniczne sławy – Stinga, Julio Iglesiasa, Roda Stewarta. Bywała na najwspanialszych salonach, od Nowego Jorku po Mediolan i Paryż.

Gdy znudziła ją sztuka, światła estrady i wielki świat, zajęła się polityką i dyplomacją. Wyjechała do Madrytu, objąć stanowisko ambasadora Uzbekistanu w królestwie Hiszpanii. Potem, jeszcze chętniej, ruszyła do Genewy, na posadę przedstawicielki Uzbekistanu w tamtejszej siedzibie ONZ.

Nie przestawała jednak myśleć o pieniądzach i zyskownych interesach, jakie obiecywały jej rodzinne koligacje. Jako pani ambasador i córka satrapy miała wszędzie otwarte drzwi, nikt nie ośmielił się jej niczego odmówić. Za łapówki, przyjmowane w zamian za przysługi w interesach w Uzbekistanie, stworzyła w Taszkiencie finansowe imperium, w którego skład weszły stacje telewizyjne, rozgłośnie radiowe, gazety. W Europie zaś przerobiła swoje rezydencje w galerie sztuki, do których wywoziła najcenniejsze eksponaty z uzbeckich muzeów.

Względy bezpieczeństwa

W 2015 roku Uzbekom znów przyszło wybierać prezydenta na nową kadencję. Islama Karimowa, ma się rozumieć. Ale stary władca, choć miał ledwie 75 lat, coraz bardziej niedomagał, i w Taszkiencie zaczęła się walka o sukcesję. Gulnara słusznie uznała, że jeśli władza przejdzie w ręce kogoś innego, jej życie się zawali. Ulubiona córka, oczko w głowie, zaczęła coraz częściej mówić, że poradziłaby sobie z rządzeniem, a pod jej berłem Uzbekistan ze środkowoazjatyckiej satrapii przepoczwarzyłby się w kraj przypominający raczej szejkanaty znad Zatoki Perskiej.

Zanim jednak doszło do wyborów, konkurenci do sukcesji, dygnitarze z taszkienckiego dworu, pozbyli się jej jako rywalki do tronu. We Francji, a potem w Szwajcarii, Ameryce i Gibraltarze śledczy zaczęli dochodzić źródeł jej bogactwa, pojawiły się podejrzenia, a potem zarzuty o korupcję i pranie pieniędzy. „Księżniczka” czym prędzej zrezygnowała ze wszystkich posad na Zachodzie, wróciła do Taszkientu. Tu jednak spotkała ją jeszcze większa klęska i upokorzenie. Ojciec, który w 2015 roku po raz kolejny jednogłośnie wygrał wybory prezydenckie, nie tylko odmówił jej opieki, ale odsądził od czci i wiary, nakazując osadzić w domowym areszcie.


Czytaj także: Nieoczekiwana zmiana miejsc - Wojciech Jagielski o Uzbekistanie


Rok później umarł, a zwycięzca walki o sukcesję, premier Szawkat Mirzijojew, zdecydował się nie wypuszczać Gulnary na wolność. Przeciwnie: kazał postawić przed sądem. W 2015 r. została skazana na 5 lat więzienia. Dwa lata później, w drugim procesie, w innej sprawie o finansowe oszustwa, otrzymała nowy wyrok, tym razem 10 lat, złagodzony potem do 5 lat. Pozwolono jej odbywać karę w areszcie domowym, pod warunkiem jednak, że nie będzie korzystać z telefonu ani internetu. Gulnara notorycznie ten zakaz łamała i wiosną zeszłego roku osadzono ją w regularnym więzieniu. Czeka ją też kolejny, trzeci już proces. Podobnie jak oba poprzednie, także nowy odbędzie się zapewne w pełnej tajemnicy. Uzbeckie władze twierdzą, że muszą utajniać rozprawy ze „względów bezpieczeństwa państwa”.

Ugoda za miliard

„Księżniczki”, pozostająca na wolności Isabel dos Santos i uwięziona Gulnara, przekonują, że padły ofiarą spisków zawiązanych przez zazdrośników i politycznych wrogów. Twierdzą też, że to następcy ich ojców prezydentów usiłują zrzucić na nie całą winę za złodziejstwa i korupcję, jakie kwitły od lat w Uzbekistanie i Angoli, i w których sami, jako ważni dygnitarze, musieli maczać palce (Mirzijojew był u Karimowa przez 13 lat premierem, a wcześniej gubernatorem Dżizzaku i Samarkandy; João Lourenço był przez 5 lat sekretarzem generalnym rządzącej partii, potem, przez 11 – wiceprzewodniczącym parlamentu, a przed prezydenturą przez 3 lata ministrem obrony). Gulnara oskarża nawet matkę, Tatianę, i młodszą siostrę, Lolę, że to one podburzyły ojca przeciwko niej.

Uzbecki rząd chce odzyskać pieniądze i dzieła sztuki, wywiezione przez Gulnarę za granicę. Jej majątek szacowany jest co najmniej na półtora miliarda dolarów. Uzbecka „księżniczka” się targuje. W zeszłym roku jej prawnicy podali, że gotowa była zwrócić gotówkę i dzieła sztuki o wartości prawie 700 milionów dolarów, w zamian domagając się uwolnienia, zgody na wyjazd za granicę, a także zachowania reszty majątku, co pozwoli jej utrzymać się na wygnaniu. Do ugody, przynajmniej na razie, nie doszło.

Isabel, której majątek dziś szacuje się na co najmniej 2 miliardy dolarów, zapowiada, że to ona poda rząd Angoli do sądu, a w grudniu przebąkiwała nawet, że wróci do kraju i stanie do wyborów prezydenckich. Aresztu ani więzienia na razie się nie obawia. Jeśli nawet groziłaby jej deportacja z Wielkiej Brytanii, w każdej chwili może wyjechać do Dubaju, gdzie w luksusowej dzielnicy bogaczy na usypanym sztucznym półwyspie mieści się jedna z jej licznych rezydencji. Władze z Angoli też proponują: zapomną o całej sprawie, jeśli Isabel zwróci do państwowego skarbca miliard dolarów. Nie miałyby też nic przeciwko, gdyby wyrzekła się myśli o prezydenturze i w ogóle dała sobie spokój z polityką.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pan Jagielski z uporem pisze kolejne artykuły dotyczące Angoli używając przymiotnika angolański, angolańska. Jest to kalka z języka angielskiego - Angolan. Proszę róbcie przynajmniej korektę Angola - angolski. Podobnie jak Polska - polski.

A propos nieudanych kalk z angielskiego, w latach 70. ubiegłego wieku powszechnie używano cudacznej nazwy Malajzja. Nawet w Małej Encyklopedii Powszechnej PWN było takie hasło.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]