Izmailici, rozrzuceni po świecie od południowej i środkowej Azji po Bliski Wschód, wschodnią Afrykę i Amerykę Północną uważają Aga Chanów za politycznych przywódców i przewodników duchowych, imamów. Na Pamirze, największym na świecie skupisku izmailitów Aga Chanowie, zwłaszcza ostatni, zmarły Aga Chan IV, mimo jego protestów, czczeni są jak bóstwa. Izmailici uważają bowiem Aga Chanów za potomków w pierwszej linii Proroka Mahometa (przez jego córkę Fatimę i zięcia Alego, będącego jednocześnie także krewnym Proroka) i jego jedynych, prawowitych następców.
Spór o sukcesję po Proroku podzielił wspólnotę muzułmańską niedługo po śmierci Mahometa. Zwolennicy Alego, szyici (w mowie arabskiej znaczy to po prostu stronnictwo Alego), uważali, że pokrewieństwo z Prorokiem powinno być najważniejszym kryterium przy wyborze jego następcy. Przeciwnicy Alego przekonywali, że ważniejszym od pokrewieństwa są mądrość i zasługi dla islamu. Przeważyło zdanie tych drugich, nazywanymi sunnitami i pierwszymi kalifami po śmierci Mahometa zostali ich przedstawiciele Abu Bakr, Umar i Usman. Dopiero po śmierci zamordowanego w zamachu Usmana na czwartego kalifa wybrano Alego, ale nie tylko nie zażegnało to sporu braci w wierze, lecz jeszcze go zaogniło. Sunnici podnieśli bunt, a ich przywódca również ogłosił się kalifem. Gdy Ali został zadźgany w meczecie przez zamachowca, bratobójcza wojna podzieliła świat islamu na dobre.
Potomkowie asasynów
Szyici dalej spierali się między sobą o sukcesję, a kolejne schizmy rozsadzały ich wspólnotę. Tak właśnie, w ósmym stuleciu, zrodzili się izmailici, szyiccy rozłamowcy, którzy w średniowieczu, po kolejnym rozłamie (tym razem z rządzącymi w Egipcie fatymidami), jako nizaryci (od Nizara, którego uważali za prawowitego dziedzica tronu) założyli własne państwo, obejmujące ziemie dzisiejszych Iranu, Iraku i Syrii.
Długo walczyli, a nawet gromili napierających z zachodu sunnickich Seldżuków, a żeby lepiej przeciwstawić się liczniejszemu i potężniejszemu wrogowi, chętnie sięgali po oręż, który dziś nazwalibyśmy terroryzmem. Nie będąc w stanie pokonać Seldżuków na otwartym polu, nizaryci-fedaini skrytobójczo mordowali ich wezyrów, kapłanów i dowódców. Złowroga sława bezlitosnych zabójców zyskała im nadane przez krzyżowców imię asasynów.
Asasynami przezywali nizarytów również Seldżucy, ale nie z trwogą, tylko z pogardą, bo imię to wiązali nie z zabójstwami, lecz upodobaniem nizarytów do haszyszu, którego używali do religijnych rytuałów. Skrzywiony i w znacznej mierze nieprawdziwy wizerunek nieustraszonych straceńców zawdzięczają nizaryci także weneckiemu obieżyświatowi Marco Polo, który tak właśnie przedstawił ich w dziele „Opisanie świata”, choć gdy przybył do twierdzy nizarytów w górskim Alamucie, była już ona dawno zburzona przez Mongołów.
Dynastia Aga Chanów
Asasyni długo odpierali ataki Seldżuków, ale gdy pod ich twierdzą w Alamucie stanęło mongolskie wojsko Ulagu Chana, nizarycki przywódca poddał im skalistą twierdzę, a jego poddani i współwyznawcy rozbiegli się po świecie, do indyjskich Sindhu, Gudżaratu i Mumbaju (d. Bombaju), na Pamir i do Chorasanu, który rozpościerał się na ziemiach dzisiejszego Afganistanu, wschodniego Iranu, Turkmenistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Pakistanu.
Przodkowie Aga Chanów też wylądowali w Indiach. Prawo do dziedzicznego tytułu Aga Chanów (aga po turecku i chan po persku i pasztuńsku oznaczają wodza) nadał im w XIX stuleciu perski szach, w którego państwie jeszcze długo żyli i któremu służyli jako gubernatorzy prowincji i dworzanie. Dopiero gdy Aga Chan I podniósł przeciwko szachowi bunt, musiał uciekać ze swoimi stronnikami do Afganistanu i Indii, gdzie zajęli się kupiectwem i służbą przywódców politycznych izmailitów oraz ich duchowych przewodników, imamów. W Indiach zyskali też sobie prawo do tytułowania się książętami, nadane im przez Wielką Brytanię za pomoc podczas wypraw wojennych do Afganistanu i zasługi dla imperium.
Aga Chan II zmarł na zapalenie płuc zaledwie cztery lata po objęciu tytułu imama, za to Aga Chan III, który przejął go jako ośmioletni chłopiec Sultan Mohammed Szah, przewodził izmailitom przez ponad siedemdziesiąt lat. Zapisał się w pamięci jako przywódca nowoczesny i sprawiedliwy, a także przedsiębiorczy. Dzięki smykałce do interesów pomnożył zarówno majątek rodzinny, jak i pochodzący z wpłacanej przez wiernych co miesiąc dziesięciny majątek wspólnoty, której przewodził. To on, jako pierwszy z Aga Chanów, zaczął przeznaczać część wspólnotowych pieniędzy, którymi zarządzał, na cele dobroczynne, a także oświatę i służbę zdrowia.
Zajmował się też polityką. Był jednym z przywódców indyjskiego ruchu niepodległościowego i założycieli Ligi Muzułmańskiej, która po wydzieleniu w 1948 roku z indyjskich kolonii Wielkiej Brytanii państwa dla muzułmanów, Pakistanu, objęła w nim władzę. Wcześniej, w uznaniu jego znaczenia w światowej polityce, powierzono mu reprezentowanie Indii w Lidze Narodów, a nawet przewodniczył jej obradom (jego syn Sadruddin w latach 1966-77 był Wysokim Komisarzem NZ ds. Uchodźców).
Przed śmiercią w 1957 roku postanowił zerwać z liczącą tysiąc trzysta lat dynastyczną tradycją i na swojego następcę nie wyznaczył syna, Alego, lecz jego syna, a swojego wnuka, Karima. „Świat się zmienia, żyjemy w epoce atomowej. Jestem przekonany, że dla dobra naszej wspólnoty jako imam powinien mnie zastąpić człowiek młody” – napisał w testamencie. Poza przekonaniem, że na nowe czasy potrzebni są nowi, najlepiej młodzi przywódcy, Aga Chan III nie chciał, by kolejnym imamem został – tak jak nakazywała tradycja – jego syn, skandalista, utracjusz i bawidamek, który zostawił żonę, by ożenić się z amerykańską aktorką Ritą Hayworth (to małżeństwo również się rozpadło zaledwie po 4 latach).
Aga Chanowie żyli już wtedy w Europie, mieszkali w Londynie, Genewie i pod Paryżem. Żenili się i płodzili dzieci z Europejkami, i rozwodzili się z nimi, by wiązać się z kolejnymi Europejkami, Brytyjkami, Francuzkami, Włoszkami, Niemkami, arystokratkami, modelkami, aktorkami, piosenkarkami. Kilka europejskich żon miał Aga Chan III, który umarł w Szwajcarii. Dwa małżeństwa i dwa rozwody z Europejkami czekały też jego wnuka, następcę, który w tym tygodniu zakończył życie w Lizbonie.
Aga Chan IV: Książę dobrodziej
Kiedy Karim al-Husejni Szah przemieniał się w Aga Chana IV, był zaledwie 21-latkiem, a działo się to w Nairobi, we wschodniej Afryce, gdzie zeszło mu dzieciństwo i gdzie, poza Pamirem i Indiami, mieszka dziś najliczniejsza wspólnota izmailitów.
Urodzony w Szwajcarii (miał też paszporty brytyjski, francuski i portugalski), po nauce w Institut Le Rosey dostał się na studia z historii islamu na uniwersytet w Harvardzie. Chciał ponoć studiować nauki przyrodnicze na sławnym Massachusetts Institute of Technology, ale zmianę uczelni i kierunku studiów wymusił na nim dziadek, który upatrzył w nim sobie swojego następcę. „Byłem jeszcze studentem, kiedy dowiedziałem się, jak będzie wyglądało całe moje życie aż do śmierci” – powiedział po latach w wywiadzie dla magazynu „Vanity Fair”. „– Nie wydaje mi, by ktoś inny na moim miejscu był do czegoś takiego gotowy”.
Poradził sobie z zadaniem dobrze. Odziedziczył majątek liczony w miliardach dolarów, a choć wiódł wystawne życie i niczego sobie nie odmawiał (wspaniałe posiadłości w Europie, prywatna wyspa na Karaibach, maserati, jachty, prywatne odrzutowce itd.), jeszcze go pomnożył. Podobnie skutecznie zarządzał funduszem wspólnoty izmailitów, którego jako 49. imam był powiernikiem. A działalność dobroczynna stała się znakiem firmowym Aga Chana IV.
Założona przez niego w 1967 roku Sieć Rozwojowa Aga Chana działa w ponad 30 krajach Afryki i Azji. Z jej środków budowano szpitale, uniwersytety i szkoły, drogi i wodociągi, ciągnięto linie energetyczne i telefoniczne. W Kenii stworzył koncern prasowy Nation Media Group, wydający niezależne gazety i wspierający niezależne dziennikarstwo. W porozumieniu z lokalnymi rządami inwestował pieniądze w rolnictwo, małe banki, ochronę środowiska i kulturę. Jego Sieć wyrosła na jedną z największych w świecie instytucji, zajmujących się zarówno dobroczynnością, co inwestycjami. Powtarzał, że wszelkiej maści fanatyzmy i terroryzm wyrastają z biedy i że walcząc z biedą, najłatwiej i najskuteczniej da się przed nimi zabezpieczyć. Chwalił się, że poza pomocą zapewnił też pracę i zarobek dla stu tysięcy ludzi. „Imam co serce ma ze złota” – napisał o nim tygodnik „Paris Match”.
Jednocześnie czerpał zyski z otwieranych gazet, banków, aptek, hoteli, elektrowni, fabryk zapałek i rybackich sieci, dzięki którym z biedy wydźwignąć się mogli ubodzy rybacy. Ale zarabiał też na bogaczach, budując dla nich 5-gwiazdkowe hotele sieci Serena (jeden z nich, w Kabulu, przejęli właśnie talibowie), luksusowy kurort na Sardynii, zakładając pola golfowe, boiska do polo, tory do wyścigów konnych (sam był właścicielem koni wyścigowych i jednej z najwspanialszych na świecie, rodzinnej hodowli) czy wożąc po świecie samolotami z wygodami klasy premium.
Kiedy na początku lat 90. na tadżyckim Pamirze wybuchła wojna domowa między rządzącymi w Duszanbe komunistami a zwolennikami urządzenia kraju na muzułmańską modłę, Aga Chan wydał ponad miliard dolarów, by ocalić od głodowej śmierci Pamirczyków, którzy wystąpili przeciwko władzom. Po wojnie, w której zginęło 50 tysięcy ludzi, Aga Chan odbudowywał Pamir z powojennych zniszczeń, wyciągał z zacofania i nędzy. Dzień 25 maja, kiedy w 1995 roku po raz pierwszy przyjechał na tadżycki Pamir, do Badachszanu, miejscowi izmailici do dziś obchodzą jako Święto Światła Spotkania, Ruz-e Nur (Didor). Nabożna cześć, z jaką Pamirczycy odnoszą się do Aga Chana, nie podoba się władzom z Duszanbe, które wciąż traktują ich jak obywateli gorszej kategorii, a w ostatnich latach upaństwowili wybudowane przez niego w pamirskiej stolicy, Chorogu, szkoły, hotel, klinikę, a nawet park.
W sprawach wiary, sporów między szyitami i sunnitami, nieporozumień między chrześcijanami i muzułmanami, a także konfliktów wstrząsających Bliskim Wschodem wolał się nie wypowiadać. Nawoływał tylko do umiaru, cierpliwości i wyrozumiałości. Cierpliwie i wyrozumiale odpierał zarzuty, że jego życie bogacza sprzeczne jest z umiarem i skromnością, jaki zaleca religia muzułmańska. Odpowiadał, że żadna religia nie zabrania się bogacić ani nie uważa dostatku za grzech. „Islam naucza, że jeśli z woli Najwyższego komuś poszczęściło się w życiu lepiej niż innym, szczęściarz winien poczuwać się do odpowiedzialności za tych, którzy takiego szczęścia nie mieli” – powiedział w jednym z wywiadów. W innym zaś tłumaczył, że imamowi nie wolno wycofywać się z codziennego życia, lecz przeciwnie, powinnością jest być w nim cały czas obecnym, chronić wspólnotę i robić wszystko, by poprawić jej dolę.
Zalecał też naukę. „Co kto wiedział o szyitach, zanim w Iranie nie doszło do rewolucji? Albo o sunnickich wahabitach zanim nie nastali talibowie?” – powiedział w 2006 roku w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”. „Trzeba się uczyć, potrzebujemy wiedzy, żeby zamiast wydzierać się nawzajem na siebie, nauczyć się nawzajem słuchać”.
Król bez ziemi
Traktowano go jak przywódcę państwa, a brytyjska królowa Elżbieta II kazała tytułować „Jego Wysokością”. Przyjaźnił się z monarchami, prezydentami, premierami, działał w światowej dyplomacji. Dzięki swoim koneksjom pomógł w zorganizowaniu spotkania amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana i sowieckiego sekretarza Michaiła Gorbaczowa w Genewie w 1985 roku, co przyczyniło się do końca półwiecznej epoki zimnej wojny.
Własnego królestwa nigdy jednak nie miał. Śmiano się z niego, że jest królem bez ziemi, ma bogactwo, ale nie ma własnego państwa, a kilkanaście milionów jego poddanych żyje dziś w 35 krajach, że spędził życie latając swoim odrzutowcem między Genewą a Londynem, Paryżem i Lizboną, Karaibami i Nairobi. I że tak naprawdę nie wiedział już, kim jest, a na dowód przypominano, że w 1964 roku wystartował w zawodach narciarskich w olimpiadzie zimowej w Innsbrucku jako reprezentant Iranu (zajął 59. miejsce w zjeździe, 53. w slalomie gigancie i odpadł w kwalifikacjach slalomu specjalnego). W testamencie zaś zażyczył sobie, by pochowano go w Asuanie, na południu Egiptu.
Kiedy umarł 4 lutego w Lizbonie przeżywszy 88 lat, sekretarz generalny ONZ António Guterres nazwał go „symbolem pokoju, tolerancji i współczucia w naszym niespokojnym świecie”, a premier Kanady Justin Trudeau (jego ojciec Pierre, też premier, przyjaźnił się z Aga Chanem) nazwał go „światowym przywódcą” o „nadzwyczajnej wrażliwości” i że „ludziom na całym świecie będzie go brakowało”. Premier Pakistanu Szahbaz Szarif nazwał go „człowiekiem niezwykłej wiary, wizji i szczodrości”, a brytyjski król Karol wyznał, że czuje głęboki smutek po stracie starego przyjaciela.
W odczytanym nazajutrz po śmierci testamencie Aga Chan IV na swojego następcę, Aga Chana V i 50. imama izmailitów wyznaczył najstarszego syna, 44-letniego księcia Rahima al-Husejniego Szaha. Wyścigowe konie i ich hodowlę zapisał starszej o rok siostrze nowego imama, Zahrze.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















