Może dwieście, a może więcej: różne szacunki krążą co do liczby rakiet balistycznych krótkiego zasięgu, które w minionych dniach Iran miał dostarczyć Rosji. Tyle, być może, na początek. O ten rodzaj uzbrojenia dyktator z Kremla miał prosić Teheran od dawna.
Rakiet tego typu Rosja zużywa przeciw Ukrainie więcej, niż produkuje. A jest to dla niej broń bardzo cenna: pozwala uderzać w cele na głębokim zapleczu frontu, które zostaną zidentyfikowane przez wszechobecne drony zwiadowcze, niemal w czasie rzeczywistym. Pozwala też prawie bezkarnie demolować życie cywilów. Jest bowiem większym wyzwaniem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej niż powolne drony kamikadze.
Dlaczego zdjęcie przez Zachód ograniczeń z dostarczonych rakiet jest tak ważne
Wymierzona, powiedzmy, w elektrownię zaopatrującą Charków, taka rakieta wystrzelona z terenu Rosji leci zaledwie kilkadziesiąt sekund – to zwykle za mało czasu, by obrona przeciwlotnicza mogła zareagować. I zawsze za mało, by ludzie mogli się ukryć.
Najbardziej efektywnym sposobem na zwalczanie zagrożenia, jakim są takie rakiety, byłoby uderzanie w miejsca na terenie Rosji, skąd są odpalane. A więc: w stanowiska naziemne, lotniska, magazyny. Ukraińcy próbują to robić przy pomocy dronów dalekiego zasięgu, ale jest to mało skuteczne nawet wtedy, gdy dron dosięgnie celu – zbyt mały jest ładunek, który niesie.
Dlatego Kijów od dawna prosi USA i Wielką Brytanię, by zdjęły ograniczenia, które nałożyły – z powodów politycznych – na przekazane pociski balistyczne ATACMS i manewrujące Storm Shadow. Początkowo Ukraińcy mogli używać ich tylko przeciw armii rosyjskiej na ziemiach okupowanych. Potem, gdy Rosjanie uderzyli pod Charkowem, rozszerzono to na obszar przyfrontowy w Rosji na północ od tego miasta.
Zdjęcie ograniczeń sprawiłoby, że w zasięgu rażenia rakiet znalazłby się ogromny obszar Rosji – ok. 300 km w jej głąb – czyli setki lotnisk, logistyka itd.
Putin znowu grozi Zachodowi wojną – co zrobi teraz Biden?
W minionych dniach wydawało się już, że – właśnie za sprawą nowej „rakietowej” jakości w kooperacji Kreml–Teheran – Joe Biden (bo ostatecznie wszystko zależy od niego) jest bliski podjęcia takiej decyzji: brytyjski premier w Białym Domu; sekretarz stanu USA w Kijowie i Warszawie; kolejne wypowiedzi zachodnich polityków, jakby przygotowujące grunt (nawet niemiecki minister obrony uznał, iż byłoby to zgodne z prawem międzynarodowym).
Tak to zapewne zinterpretował również Kreml – i stąd groźba Putina, który zapowiedział, że zgoda USA na użycie rakiet dalekiego zasięgu przeciw celom w Rosji będzie oznaczać, iż NATO jest z nią w stanie wojny (groźba, dodajmy, kolejna: wcześniej taką czerwoną linią miało być np. dostarczenie Ukrainie samolotów F-16).
Ukraina powinna dostać wolną rękę w kwestii użycia zachodnich rakiet. Ale co teraz zrobią Stany Zjednoczone? Pewne wydaje się jedno: jakąkolwiek by podjęły decyzję, zbliżamy się do kolejnego punktu zwrotnego tej wojny – pytanie tylko, czy na korzyść Ukrainy czy Rosji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















