Tym razem Bykownia

Na kolejną dewastację polskiego miejsca pamięci na Ukrainie nie trzeba było długo czekać. Dwa tygodnie po uszkodzeniu pomnika w Hucie Pieniackiej doszło do sprofanowania pomników na cmentarzu ofiar NKWD w Bykowni na przedmieściu Kijowa.
Czyta się kilka minut

Nieznani sprawcy wymalowali czerwoną farbą obraźliwe napisy zarówno na jego polskiej, jak i ukraińskiej części. Cel dewastacji stał się w ten sposób mniej czytelny i pozornie wygląda ona na przeprowadzoną amatorsko. Ta sama ręka zniszczyła bowiem położone obok siebie miejsca, z których jedno jest ważne dla Polaków, a drugie dla Ukraińców. Ale intencje zleceniodawców tej prowokacji są oczywiste: doprowadzenie do kolejnego wzrostu napięcia między Polską i Ukrainą. W każdym z tych krajów znajdą się środowiska, które w zdarzeniu dostrzegą rękę – odpowiednio – ukraińskich lub polskich sił radykalnych. Chodziło więc o zasianie wątpliwości i podważenie zaufania do drugiej strony. Niektórzy Ukraińcy zapytają bowiem: dlaczego ukraińska litera „y” została napisana odwrotnie i czy autor na co dzień posługuje się alfabetem łacińskim? Polacy odpowiedzą swoimi wątpliwościami: jak to możliwe, że państwo ukraińskie nie jest w stanie ochronić miejsc tak symbolicznych dla polskiej pamięci?Bykownia jest przecież jednym z czterech cmentarzy katyńskich.

Wniosek z całego zdarzenia jest ewidentny: stosunki między Polakami i Ukraińcami najłatwiej jest zantagonizować, wykorzystując do tego historię. Polsko-ukraiński konflikt pamięci jest faktem, co najlepiej pokazały wielkie emocje wokół uchwały wołyńskiej Sejmu i filmu „Wołyń”. W dodatku w połowie stycznia 5-letni zakaz wjazdu na Ukrainę dostał prezydent Przemyśla Robert Choma – Służba Bezpieczeństwa Ukrainy uznała jego działalność za antyukraińską. Jednak po kilku dniach zakaz został cofnięty, gdyż najwidoczniej ktoś w Kijowie słusznie uznał, że to decyzja co najmniej wątpliwa.

Wywołało to kolejne dyskusje – i dało niektórym obserwatorom argument do wzmocnienia tezy, że stosunki polsko-ukraińskie są najgorsze od 25 lat. Podobna myśl, choć ostatnio nośna, grzeszy jednak szkodliwym uproszczeniem. Owszem, być może Polska i Ukraina nigdy nie dojdą do konsensusu w ocenie wspólnej historii. Ale czy przeszłość wyczerpuje nasze relacje?

Dlatego tak ważne jest, aby nie poddawać się prowokacjom. Również tym, które jeszcze przed nami. Oba kraje mają wiele wspólnych interesów i potrzebują się być może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Szczególnie że sygnały płynące od nowego gospodarza Białego Domu i entuzjastyczne reakcje na nie ze strony Kremla aż nazbyt jasno wskazują, że idą niespokojne czasy. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2017