MICHAŁ SOWIŃSKI: Czego można się spodziewać w nowym sezonie w Starym Teatrze – w dodatku pod nowym zarządem?
DOROTA IGNATJEW: Wspólnym mianownikiem nowej dyrekcji będzie z pewnością wrażliwość społeczna – ale nie polityczna, to ważne rozróżnienie. Jesteśmy prohumanitarni, zawsze stajemy w obronie słabszych, wykluczonych i potrzebujących. Chcemy myśleć o teatrze w szerokiej perspektywie – ważne jest dla nas otwarcie na rzeczy nowe, jednocześnie z szacunkiem dla tego, co było. Podobnie obecność w debacie publicznej, szczególnie w kontekście funkcji i miejsca Teatru Narodowego, bo możliwe są tu różne scenariusze. Chcielibyśmy, aby była to instytucja modelowa pod względem dostępności, mimo że istnieją liczne obostrzenia wynikające z tego, że nasze budynki są zabytkami. Myślę ,że w repertuarze będą spektakle takie, wśród których każdy Widz znajdzie coś dla siebie
JAKUB SKRZYWANEK: Dużo ostatnio rozmawiamy o różnorodności. Chcemy, aby nasz Teatr, który jako jeden z dwóch w Polsce ma status Narodowego, był kierowany do każdego – nie wyłączając żadnej grupy z przestrzeni społecznej. Różnorodność języków, form i tematów, a także widowni jest dla nas szczególnie ważna. Podkreśliłbym jeszcze europejskość. Hasło naszej kadencji to „My, naród, Europa”, bo nieustannie stawiamy pytanie o nasze miejsce, zarówno w tej lokalnej, jak i globalnej wspólnocie. Polskość i europejskość to nasza tożsamość – pytanie tylko, co to dziś znaczy.
DI: I jaka odpowiedzialność się z tym wiąże.
W tle naszej rozmowy słyszymy próbę spektaklu „Ziemia jest płaska”, który będzie miał niedługo premierę. O czym to będzie?
JS: Julian Hetzel, dziś jeden z najciekawszych reżyserów europejskich, pochodzi z Niemiec, żyje i pracuje obecnie w Holandii. Tworzy spektakle performatywne z pogranicza teatru i sztuk wizualnych, instalacji. „Ziemia jest płaska” to rodzaj artystycznej prowokacji. Reżyser mówi, że jest to spektakl o wątpliwościach – dlaczego w wielu kwestiach, co do których jeszcze niedawno panował konsensus, teraz znów mamy wątpliwości? To także społeczna opowieść o teoriach spiskowych – o tym, z którymi warto wchodzi w dyskurs, a z którymi nie. Sztuka ciekawa formalnie, ale też zadająca niezwykle ważna i aktualne dziś pytania.
DI: My zaczęliśmy urzędowanie z początkiem września, a tę sztukę zakontraktowała jeszcze poprzednia dyrekcja, dzięki czemu mamy czas spokojnie się wdrożyć w obowiązki. Każdy z nas jest z innego miasta, teatru – aczkolwiek oboje z teatrów repertuarowych ze stałymi zespołami. Na razie spokojnie rozeznajemy się w nowych realiach.
To może dla odmiany teraz o klasyce, czyli „Strasznym dworze”.
DI: Reżyserką jest wschodząca gwiazda polskiego teatru, Anna Obszańska.Spektakl oparty będzie na ruchu. Obsada będzie siedmioosobowa. Zadamy pytanie: co dziś straszny w „Strasznym dworze”?
JS: Reżyserkę zainteresowało początek tej historii, czyli powrót do domu weteranów z Powstania Styczniowego. Ich dylemat wiąże się z poświęceniem – co jest dla nich w tym momencie ważniejsze? Naród czy rodzina? Wspólnota czy jednostka? Walka czy miłość? To tematy bardzo aktualne, ale też wpisane w genotyp polskości. Niemniej ciekawe jest rozpoczęcie spektaklu od perspektywy ciała – ciała doświadczonego przez wojnę, straumatyzowanego. Czy jest ono jeszcze zdolne do kochania? Dodatkowo spektakl powstaje w Sali Modrzejewskiej, znanej w ostatnich latach z Salonu Poezji Anny Dymnej – a w tym sezonie zmieni się w Krakowski Salon Poezji i Tańca.
DI: Z poezją dalej będziemy się oczywiście spotykać, ale czasem będzie jej towarzyszył taniec, ruch.
JS: Stary Teatr będzie w najbliższym czasie produkował od czasu do czau spektakl opartych na tańcu, ruchu i ciele. A jednym z nich będzie „Straszny dwór”.
Muszę też zapytać o sztukę pod znamiennym tytułem „Zamach na Narodowy Stary Teatr”.
JS: To opowieść o lęku, w którym dziś żyjemy, niepokoju społecznym, jaki jest udziałem nas wszystkich. Stworzymy spektakl, który będzie się dział w kilku przestrzeniach przy ul. Jagiellońskiej. Będzie rekonstrukcją fikcyjnego wydarzenia – zamachu właśnie na Stary Teatr. Akcja będzie działa się tuż po nim. Nie chodzi jednak o strasznie kogokolwiek, ale o krytyczną analizę. Chcemy sprawdzić, jak tego typu wydarzenia funkcjonują społecznie – jak są wykorzystywane przez media i polityków. Jak działają na nas, na nasze poczucie bezpieczeństwa i, w konsekwencji, na przyzwolenie ograniczania wolności osobistej.
DI: Ten tytuł jest częściowo dosłowny, częściowo metaforyczny.
Zamach w przestrzeni teatru to to zamach szczególny?
JS: Język, który wypracowałem jako reżyser na podstawie realnych i ważnych wydarzeń, jak choćby śmierć Jana Pawła II czy kryzys w psychiatrii dziecięcej w Polsce, stał się na tyle poważnym narzędziem, że mógł podlegać manipulacji. Stąd decyzja o oparciu się na wydarzeniu fikcyjnym – dzięki temu daliśmy sobie większą swobodę. Dodatkowo, po zamachach terrorystycznych na Teatr na Duborwce w 2002 roku, Crocus Hall w Moskwie w 2023 roku czy zbombardowaniu teatru w Mariupolu teatr stał się miejscem niebezpiecznym. A my chcemy, żeby było odwrotnie. Dlatego ten spektakl to rodzaj prowokacji, ale też manifest – próba przywrócenia teatrowi bezpiecznej przestrzeni w debacie publicznej, miejsca bez przemocy, gdzie rządzi sztuka i fantazja.
DI: Wchodząc do teatru, wchodzimy do świata sztuki, gdzie nic nie jest naprawdę, ale też wszystko powinno być traktowane poważnie. To aż teatr i tylko teatr.
Pytanie o to, jak powinien wyglądać teatr to także temat warsztatów „Rok 2081”.
JS: Z jednej strony to pytanie o to, jaki będzie teatr za 50 lat, ale też jak będzie wyglądał Stary Teatr w trzysetną rocznicę swojego istnienia. Rozszerzamy perspektywę – chcemy wskazać na wielką tradycję i legendę tego miejsca, zachęcając jednocześnie osoby zgłaszające się do tego projektu, aby znowu zaczęli marzyć. Bez tego nie będziemy wiedzieć, jakiej przyszłości chcemy. Teatr nie powinien jedynie reagować na to, co tu i teraz, ale także projektować rzeczywistość.
DI: Nie zajmujemy się polityką w teatrze, tylko procesami dotyczącymi człowieka. Parafrazując profesora Zbigniewa Raszewskiego, cała polska literatura związana jest z Warszawą, a cały polski teatr wywodzi się z Krakowa. To oczywiście pewne wdzięczne uproszczenie, niemniej podkreślające znaczenie, ale też odpowiedzialność krakowskiego teatru. Nasz zespół jest bardzo otwarty na wszelkie innowacje formalne.
Widz również?
DI: Liczę na to i wierzę w widzów.
A jak będzie wyglądać teatr za 50 lat?
DI: Na pewno będzie dalej miejscem spotkania z drugim człowiekiem na żywo – żadne streamingi nie wchodzą w grę. Mogą zmienić się dekoracje na bardziej wirtualne. Sztuczna inteligencja z pewnością też będzie odgrywać ważną rolę. Najważniejsze jest jednak pytanie o miejsce teatru w społeczeństwie. Być może wrócimy do sytuacji trubadurów, czyli wielu freelancerów, a niewiele teatrów instytucjonalnych. To niestety przykra perspektywa.
Dlaczego?
DI: Jeśli teatr ma być komercyjny, to z „idei „się nie utrzyma. Teatr Narodowy ma liczne obowiązki – między innymi rozwijanie sztuki teatralnej w ogóle, rozwijanie duchowości, poszerzanie horyzontów. W wielu krajach praktycznie nie ma już teatrów repertuarowych ze stałym zespołem.Smutne
JS: W Polsce mamy specyficzną tradycję. Teatr powstał u nas w wyjątkowym momencie – w ramach oświeceniowej reformy społecznej zainicjowanej przez króla Stanisława Poniatowskiego. Oświecenie w Polsce nie miało możliwość w pełni się wydarzyć, ale teatr był tu wyjątkiem. Przez kolejne wieki element społeczny – w czasie zaborów, okupacji czy PRL-u – był on zawsze bardzo silny. Taki teatr chcemy tworzyć, do tych ideałów chcemy nawiązywać.
Rozmawiał Michał Sowiński
Dorota Ignatjew – dyrektorka Starego Teatru, aktorka, reżyserka teatralna, menadżerka kultury.
Jakub Skrzywanek – zastępca Dyrektorki Starego Teatru ds. artystycznych, reżyser, autor scenariuszy teatralnych, twórca instalacji performatywnych.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















