Reklama

Tydzień z Trumpem

Tydzień z Trumpem

27.01.2017
Czyta się kilka minut
Prezydent, który rządzi ledwie od siedmiu dni, zdążył już wydać sześć rozporządzeń wykonawczych i zapowiedział, że do końca tygodnia podpisze jeszcze dwa. Daje to razem średnią nieco ponad jednego executive order dziennie. Czterdziesty Piąty idzie zdaje się na rekord wszech czasów i już sygnalizuje, że na żadną władzę ustawodawczą oglądać się nie będzie.
Donald trump podpisuje "executive order" dotyczące budowy wielkiego muru na granicy z Meksykiem, 25.01.2017 r. / FOT. NICHOLAS KAMM/AFP/EAST NEWS
E

Executive order to tzw. rozporządzenie wykonawcze, absolutna prezydencka prerogatywa, pomijająca system równowagi i hamulców. To dyspozycja, którą głowa amerykańskiego państwa wydaje w celu umożliwienia urzędnikom i agencjom rządowym podjęcia działania w trybie natychmiastowym. Executive orders uzyskują pełną moc prawną w momencie złożenia podpisu przez prezydenta i nie potrzebują zgody Kongresu. Barack Obama korzystał z tego przywileju średnio 35 razy w roku, Bush junior 36, Bill Clinton aż 46, a Ronald Reagan 48 razy.

Tymczasem prezydent Donald Trump, który rządzi ledwie od siedmiu dni, zdążył już wydać sześć takich rozporządzeń i zapowiedział, że do końca tygodnia podpisze jeszcze dwa. Daje to razem średnią nieco ponad jednego executive order dziennie. Czterdziesty Piąty idzie zdaje się na rekord wszech czasów. A przede wszystkim już sygnalizuje, że na żadną władzę ustawodawczą oglądać się nie będzie. 

Najbardziej widowiskowa decyzja to realizacja postulatu numer jeden z kampanii wyborczej: budowy wielkiego muru na granicy z Meksykiem. Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostało nakaz rozpoczęcia montażu gigantycznej ściany nad Rio Grande. Inwestycja ta pochłonie jakieś 30 mld dolarów, sumy której zdominowany przez fiskalnych konserwatystów Kongres od ręki by nie wypłacił. Dokument podpisany ad hoc lekceważy też logistyczne wyzwania. Część konstrukcji ma powstać w trudno dostępnych górach, kolejna część na podmokłych terenach nad wspomnianą rzeką. To zapewne podniesie jeszcze wysokość ostatecznego rachunku. Spora porcja przygranicznej ziemi jest też w rękach prywatnych, a Republikanie nienawidzą by rząd federalny takie tereny wieczyście dzierżawił, poza tym nie każdy właściciel może chcieć od ręki taką umowę podpisać i sprawa może utknąć na lata w sądzie. Mur na granicy pewnie i może kiedyś powstać, ale po żmudnych przymiarkach, planowaniu i negocjacjach. Ale do tego potrzebny jest Kongres. Założenie, że jeden podpis Trumpa i zaklęcie „Niech się stanie” załatwią sprawę, jest nonsensem.

Drugi istotny politycznie executive order prezydenta zmienia sposób, w jaki policja będzie traktować zatrzymanych nielegalnych imigrantów. Dotąd w niektórych stanach, w jakich mieszkało sporo przybyszów zza granicy bez odpowiednich dokumentów, służby bardzo liberalnie ich traktowały. Jeżeli przyłapano kogoś na przekroczeniu prędkości, karano go po prostu mandatem, nie wchodząc w to, czy ma prawo do przybywania na terytorium USA. Zdradza to prawdziwe oblicze tzw. „problemu” z imigrantami. W ściśle klasowym amerykańskim społeczeństwie niewidoczni nieudokumentowani od dekad wykonują prace, którymi pogardzają Amerykanie, takimi jak sprzątanie czy szkodliwe dla zdrowia budowy. Imigranci wytwarzają lwią część PKB. Płacą też podatki, choćby w postaci VAT-u. Często są to ogromne sumy, bo nielegalni kupują nawet domy. Władze i ekonomiści doskonale o tym wiedzą i dlatego, oprócz przedwyborczej retoryki, nigdy nie zajęły się rozwiązaniem tego – jak sprawę nazywa Trump – „problemu”. Teraz zaczyna się polowanie na imigrantów. Ale znowu: żeby stworzyć stabilny i dobrze działający system deportacji trzeba do tego ustawodawstwa Kongresu. Złożony na oczach kamer (ale tylko z tych zaprzyjaźnionych redakcji) podpis na dokumencie ma wymiar głównie PR-owy.

W ramach tego samego rozporządzenia The Donald zakazał wpuszczania na terytorium Stanów Zjednoczonych uchodźców z Iraku, Syrii, Iranu, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu. Wyjątek zrobił dla „prześladowanych chrześcijan”. Ciekawe jak na amerykańskich lotniskach w ramach dostępnych narzędzi i procedur ustalić, czy przybysz jest chrześcijaninem czy nie. 

Na biurku prezydenta leży też executive order o zakazie finansowania międzynarodowych i lokalnych fundacji i stowarzyszeń wspierających Autonomię Palestyńską albo lobbujących na rzecz niepodległego palestyńskiego państwa. Trump zadeklarował też, że przeniesie ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, co ma znaczenie nie tylko symboliczne. To pierwszy tak wyraźny zwrot w polityce zagranicznej i najpewniej koniec koncepcji two state solution, dwóch niepodległych państw: Izraela i Palestyny. Zresztą nowy ambasador David M. Friedman, nowojorski prawnik, który reprezentował Donalda w sprawach o bankructwo naprawcze, napisał ostatnio na Twitterze, że Żydzi popierający wolną Palestynę są jak Sonderkommando. Prezydent chce też odciąć fundusze organizacjom pozarządowym, które obchodziły sankcje nałożone na Iran. Co ciekawe, nie karze w ten sposób stowarzyszeń lekceważących embarga wymierzone w Rosję. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

niestety
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]