Twierdza Australia

Wysoce zakaźny wariant Delta podważa dotychczasowy sukces Australijczyków w walce z covidem oraz obraną przez nich strategię.

16.08.2021

Czyta się kilka minut

Na pustej ulicy Melbourne, 11 sierpnia 2021 r. / RECEP SAKAR / ANADOLU AGENCY / GETTY IMAGES
Na pustej ulicy Melbourne, 11 sierpnia 2021 r. / RECEP SAKAR / ANADOLU AGENCY / GETTY IMAGES

Jennifer Mills jest znaną australijską pisarką, właśnie ukazała się jej najnowsza powieść. Na premierze nie było jednak autorki – nie udało się jej wrócić z Włoch. Jej lot odwołano na tydzień przed podróżą, kiedy nadała już część swoich bagaży i wypowiedziała włoskie mieszkanie. „Trochę to dziwne, nie móc pójść do księgarni i zobaczyć swojej książki na półce”, podkreślała Mills, zapowiadając czytelnikom, że na premierze będzie tylko online.

Jej książka, „The Airways”, traktuje o przekraczaniu granic: ciała, płci, życia i śmierci. Mills, podobnie jak kilkadziesiąt tysięcy innych Australijczyków, nie może jednak przekroczyć granic i wrócić do ojczyzny. I jak wielu zadaje pytanie, jak to się stało, że po pierwszych sukcesach w walce z koronawirusem Australia zaprzepaszcza to, co osiągnęła. „­Narysować wokół wyspy linię, trzymać wirus z dala – to kuszące wierzyć, że będzie to działać już zawsze” – pisała w felietonie w brytyjskim dzienniku „The Guardian”.

Już wiadomo, że ta strategia nie działa.

Uderzenie Delty

Mimo restrykcji wjazdowych wyjątkowo zaraźliwy wariant Delta przedostał się na kontynent. Wymknął się systemowi śledzenia kontaktów i przyniósł radykalny wzrost zakażeń, a wraz z nim lockdown w trzech stanach. Najpoważniejsza sytuacja panuje w Nowej Południowej Walii i samym Sydney – tu statystyki przekraczają trzysta przypadków dziennie. W porównaniu z doświadczeniami europejskimi może wydawać się to niedużo, ale jeszcze kilka miesięcy temu były dni bez żadnego nowego przypadku – nazywano je „dniami pączka”, od charakterystycznego kształtu tego ciastka, przypominającego liczbę zero. Teraz restrykcjami objętych jest 60 proc. Australijczyków.

– Australia to kilka stanów, z których każdy ma własny rząd i parlament. A także własne restrykcje – opowiada ­Joanna Lang, Polka przebywająca w Melbourne. – Najcięższy lockdown trwa w Sydney, ale u nas też nie wolno oddalać się od domu dalej niż pięć kilometrów. I to tylko na zakupy, do pracy – jeśli nie może być wykonywana zdalnie – lub na godzinę sportu. Nie można się też spotykać, a to dla Australijczyków uwielbiających posiadówki ze znajomymi na świeżym powietrzu duże wyrzeczenie. Codziennie publikowane są listy miejsc, gdzie istnieje największe ryzyko zakażenia. Osoby, które tam przebywały, proszone są o wykonanie darmowego testu i kontakt z władzami.

Zero covid

Cel Australii od początku był jasny – podobnie jak Nowa Zelandia przyjęła ona strategię „zero covid” mającą doprowadzić do całkowitej eliminacji wirusa. Środkiem było zamknięcie granic, również między stanami, ścisły lockdown oraz śledzenie kontaktów osób zakażonych. Podczas pierwszej fali szczególnie trudna sytuacja panowała w stanie Wiktoria, którego główne miasto, Melbourne, objęto jednym z najdłuższych – trwającym aż cztery miesiące – lockdownów.

– Kiedy przyjechałam tu w lutym, było już po wszystkim. Ludzie byli bardzo zmęczeni, mieli jednak poczucie, że zasłużyli na spokój. Ponieśli duże koszty, ich życie w lockdownie radykalnie się zmieniło – mówi Joanna Lang. – Zamknięcie granic między stanami rozdzieliło nawet rodziny, ale nikt nie mógł liczyć na ulgowe traktowanie. Covid wpłynął na zmianę podejścia do człowieka. A właściwie – do problemu. Nie jest się już osobą, tylko problematycznym przypadkiem.

„Zero covid” pozostaje celem australijskich władz, ale w wypowiedziach polityków zaczynają pobrzmiewać inne tony – wskazujące, że być może strategia ta nie jest już możliwa i z koronawirusem trzeba będzie żyć. Ponowne nałożenie ostrych restrykcji jest zdaniem ekspertów konieczne, jednak nie po to, by wyeliminować COVID-19, ale by zyskać na czasie. Ten jest teraz bardzo potrzebny, bo ze szczepieniami Australia została w tyle.

Spóźnione dawki

Szczepić Australijczycy zaczęli się w lutym – później niż Wielka Brytania, UE czy Stany Zjednoczone. Do pierwszej połowy sierpnia dwie dawki szczepionki przyjęło niespełna 19 proc. mieszkańców, co umiejscowiło Australię niemal na końcu listy państw OECD.

Powodów opóźnienia jest kilka. Jednym były kłopoty z samą szczepionką. Na początku Australia postawiła na szczepionkę własnej produkcji, jednak podczas testów okazało się, że może ona dawać fałszywie dodatni wynik testu na HIV, więc zarzucono prace nad nią. Stosowanie szczepionki firmy AstraZeneca naznaczone było sprzecznymi komunikatami i decyzjami władz, co sprawiało, że wielu Australijczyków zdecydowało się czekać na preparat Pfizera lub Moderny. Tu jednak pojawiły się problemy z dostępnością – szczepionek Pfizera do niedawna było mało, a dostawy Moderny zaczną się we wrześniu.

Stabilna sytuacja epidemiczna powodowała wcześniej, że kwestia szczepionek nie była odbierana przez Australijczyków jako bardzo nagląca. Tymczasem podczas poprzednich fal epidemii chorowało bardzo mało osób, nie ma wielu ozdrowieńców, więc odporność nabyta po szczepieniu jest jedyną ochroną, na jaką Australijczycy mogą liczyć.

Teraz Australijczycy widzą, że dzięki szczepieniom reszta świata powoli się otwiera, im tymczasem grożą kolejne lockdowny. Zaczynają więc tracić cierpliwość. Wiosną 2020 r. poparcie dla działań premiera Scotta Morrisona w walce z pandemią wynosiło 85 proc. – aktualnie spadło do 48 proc.

Rząd zapewnia jednak, że akcja szczepień nabiera tempa. Przedstawił też plan wychodzenia z pandemii. Pierwszych poluzowań, w tym dotyczących podróży, można się spodziewać przy osiągnięciu poziomu 70 proc. zaszczepionych dorosłych. Kolejnych – przy 80 proc., być może pod koniec roku. Na razie Australijczycy są ograniczeniami coraz bardziej zmęczeni – na tyle, że do pilnowania przestrzegania nowych przepisów w niektórych dzielnicach Sydney wykorzystano wojsko, plaże patrolują zaś konna policja i helikoptery.

– To wszystko jest bardzo trudne, ale moi australijscy znajomi starają się nie rozmawiać na ciężkie tematy, nie narzekać, tylko raczej podnieść się nawzajem na duchu – mówi Joanna Lang.

Niełatwa droga do domu

Od marca 2020 r. granice pozostają zamknięte – przylecieć mogą tylko Australijczycy lub osoby, które uzyskały zezwolenie (z powodów rodzinnych, medycznych lub bycia niezbędnym fachowcem w jakiejś dziedzinie). Po wjeździe obowiązuje 14-dniowa kwarantanna w specjalnym hotelu czy ośrodku. Australia tak ograniczyła liczbę przyjeżdżających, by nie przekraczała liczby miejsc w ośrodkach kwarantanny. Teraz limit został pomniejszony o połowę, do ok. 3 tys. tygodniowo. W rezultacie kilkadziesiąt tysięcy Australijczyków, jak pisarka Jennifer Mills, nie może wrócić do ojczyzny.

Dotąd nie można było także wyjechać z kraju – chyba że mieszkało się na stałe gdzie indziej. 11 sierpnia nawet to się zmieniło – pozwolenie na wyjazd muszą uzyskać wszyscy. W rezultacie ktoś przybywający do Australii, by np. odwiedzić chorą matkę, musi się liczyć z tym, że nie będzie mógł wrócić. A to sprzeczne z konstytucją – twierdzą prawnicy, i podkreślają, że nowe przepisy uderzają zwłaszcza w Australijczyków z wielokulturowych rodzin, którzy mają krewnych za granicą. Według danych z 2016 r. prawie 50 proc. obywateli urodziło się poza kontynentem lub jedno z ich rodziców pochodzi z innego kraju.

„To prawo każdego człowieka, by podróżować do i z kraju, którego obywatelstwo posiadają – pisała w »Guardianie« prof. Kim Rubenstein z University of Canberra. – Teraz przepisy są jeszcze bardziej drakońskie niż na początku. Bez względu na to, skąd przyjeżdżasz, gdy przyjedziesz tutaj, możesz znaleźć się w pułapce”.

Narodowa zmiana

Przymusowy czas na obczyźnie ma wiele konsekwencji. Rozdzieleni, bez nadziei na spotkanie, zostają często najbliżsi. Są decyzje, by już nie wracać, tylko ułożyć sobie życie tam, gdzie się jest. Coraz częściej pojawiają się też pytania o to, jak covidowa trauma zmienia mentalność ­Australijczyków, uchodzących zwykle za otwartych, przyjacielskich i pogodnych.

Jennifer Mills wskazuje, że zamknięte granice „są spójne z dekadami narastającej ksenofobii, prowadzeniem ośrodków zatrzymań poza Australią i wiekami paranoi kolonii karnej” [w położonych m.in. na Nauru czy Papui-Nowej Gwinei ośrodkach przetrzymywano, często przez wiele lat, osoby ubiegające się o azyl; w XVIII i XIX w. sama Australia była miejscem zsyłki przestępców – red.]. Zdaniem pisarki zamknięta granica jest „filtrem”, przez który można przedostać się dzięki wpływom czy pieniądzom. Ostatnio skandal wywołało wpuszczenie do kraju kontrowersyjnej brytyjskiej publicystki Katie Hopkins, która została zresztą wydalona jeszcze przed ukończeniem kwarantanny po tym, gdy zapowiedziała, że zamierza ją złamać.

„Kiedy patrzę na Australię z USA, widzę ograniczony naród, który odwrócił się plecami do swoich rodaków” – gorzko zauważył Jason Wilson, australijski dziennikarz śledczy mieszkający w Stanach. Podkreśla, że jest w pełni zaszczepiony, ale to nie zmienia jego położenia i zanim Australia się otworzy, może się okazać, że nie widział swojej rodziny już trzy lata. „Kraj, w którym mieszkam jako gość, traktuje mnie dużo lepiej niż ten, który wydał mój paszport” – konstatuje.

Premier Morrison zapewnia, że Australia ma szansę na normalne święta Bożego Narodzenia – o ile wszyscy się zaszczepią. Jednak twierdzą, nawet dla własnych obywateli, może pozostać dłużej. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2021