Reklama

Ładowanie...

Trump porzuca Syrię

Trump porzuca Syrię

07.01.2019
Czyta się kilka minut
Niezależnie od tego, kiedy Amerykanie opuszczą Syrię, wiele stron tej wojny już dziś postępuje tak, jakby Zachód stracił tam jakiekolwiek znaczenie.
Syryjscy Kurdowie demonstrują przeciwko decyzji o wycofaniu wojsk USA z kraju, Qamishli, 28 grudnia 2018 r. / DELIL SOULEIMAN / AFP / EAST NEWS
C

Czsem rozkład sił można poznać po rozkładzie lotów: wśród dyplomatów słabsi fatygują się do silniejszych, a tracący pozycję do tych, którzy rozgrywają. W sprawach Syrii nie jest nowością, że często lata się dziś do Moskwy. Ale że coraz mniej można załatwić w Waszyngtonie – to już zmiana z ostatnich dni.

Powód to prezydent Donald Trump, który zapowiedział wycofanie amerykańskich żołnierzy z Syrii oraz, przy okazji, zredukowanie o połowę kontyngentu w Afganistanie. Ogłosił w ten sposób – wbrew radom generałów i sekretarza obrony Jima Mattisa (który później podał się do dymisji) – że dwie najważniejsze misje zagraniczne USA zmierzają ku końcowi. W Syrii chodzi o co najmniej dwutysięczny kontyngent, który w północnej części kraju od 2015 r. szkolił i pomagał Kurdom walczyć z tzw. Państwem Islamskim (prócz Amerykanów stacjonują tam jeszcze siły specjalne z Wielkiej Brytanii i Francji). Wprawdzie dżihadyści bronią się już tylko na skrawku terytorium, jakie zajmowali jeszcze trzy lata temu, jednak wojskowi ostrzegają, że jeszcze długo pozostaną groźni. Kolejne wypowiedzi Trumpa zdają się sugerować, że Bliski Wschód i Afganistan po prostu go znudziły. Syria? „Nie mówimy o wielkim bogactwie. Mówimy o piasku i śmierci”. Konsekwentne budowanie tam przez Teheran swej pozycji militarnej? „Iran może robić w Syrii, co chce”. Sowiecka inwazja na Afganistan w 1979 r.? Doszło do niej, gdyż „terroryści wjeżdżali do Rosji. [Rosjanie] mieli prawo tam być”. Tak mówił Donald Trump, a Ronald Reagan przewracał się w grobie.


CZYTAJ TAKŻE:

Obce państwa wgryzły się w ten kraj, a największy kawałek przypadł Rosji i Iranowi. Po ośmiu latach śmierci, zniszczenia i wygnania w Syrii nie widać nadziei na pokój. TEKST PAWŁA PIENIĄŻKA >>>


Nawet John Bolton, doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, wysłany pilnie w minionym tygodniu do Tel Awiwu – jakby w celu zapewnienia, że Trump nie myśli tak, jak myśli – osiągnął niewiele. Beniamin Netanjahu go przyjął, ale dla premiera Izraela równie ważny był telefon do Władimira Putina, z którym rozmawiał o oddziałach irańskich tuż za swoją granicą. Większość stron wojny w Syrii już teraz zachowuje się tak, jakby USA (i w ogóle Zachód) mieli tu w przyszłości stracić wszelkie znaczenie. Kurdowie rozmawiali właśnie w Moskwie z delegacją prezydenta Baszara al-Asada. Żądali gwarancji bezpieczeństwa, bo to oni są w najgorszej sytuacji: po wycofaniu się Stanów Turcja – obecna wojskowo w Syrii – nie wyklucza ofensywy na terytorium, gdzie funkcjonuje dziś kurdyjskie parapaństwo.

W takich okolicznościach wojnę wygrywają Asad i ten, kto nim rządzi – Putin. Odpowiedzialność za Syrię spoczywa już niemal wyłącznie na Kremlu. Wojna dogasa (jeśli za „dogasający” można uznać konflikt, w którym w 2018 r. zginęło prawie 20 tys. ludzi), ale powstaje po niej kastowe państwo, w którym alawici, szyici i chrześcijanie – sojusznicy reżimu – staną wyżej od sunnitów; gdzie do władzy będzie można się zbliżyć wyłącznie dzięki korupcji i nepotyzmowi; a aparat terroru Asada będzie tępić wszelką opozycję.

Aby w takiej sytuacji panował spokój, władza musi mieć pieniądze. Rosja nie będzie płacić za odbudowę Syrii, choć utrzymanie się na pozycji rozgrywającej będzie ją w najbliższych latach kosztowało miliardy rubli. Przynajmniej tu, pierwszy raz, Syrii mógłby pomóc Trump. Skoro okazał się gorszym strategiem od Putina, niech chociaż, jako wytrawny biznesmen, przypomni mu: dotowanie nieudanych projektów zwykle kończy się klapą. ©℗

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]