Tragedia Ghuty

Ponad rok po Aleppo kolejna oblężona i bombardowana enklawa przypomina Zachodowi o wojnie, która na co dzień rozgrywa się w Syrii.
Czyta się kilka minut
Akcja ratunkowa po ostrzale armii rządowej, wschodnia Ghuta, Syria, 22 lutego 2018 r. / FOT. BASSAM KHABIEH / REUTERS / FORUM
Akcja ratunkowa po ostrzale armii rządowej, wschodnia Ghuta, Syria, 22 lutego 2018 r. / FOT. BASSAM KHABIEH / REUTERS / FORUM

Powiedzieć, że sytuacja cywilów ze wschodniej Ghuty pogarsza się – to jeszcze nic nie powiedzieć. 

Wschodnia Ghuta – nazwa niedawno szerzej nieznana – to wiejskie przedmieścia stołecznego Damaszku które pozostają pod kontrolą zbrojnej antyasadowskiej opozycji i od prawie pięciu lat są otoczone przez syryjską armię rządową. Do tej pory oblężenie nie było jednak intensywne ani szczelne – dzięki temu, że możliwe było szmuglowanie tam żywności czy leków (m.in. specjalnie wydrążonymi tunelami), 400 tys. ludzi pozostałych w tym regionie mogło przetrwać. 

Tymczasem od początku minionego tygodnia trwa intensywna ofensywa na Ghutę. Na razie głównie z powietrza: naloty i ostrzał zabiły już setki ludzi (tylko we wtorek i środę, 20-21 lutego, zginęło ich ponad dwustu); odnotowano też przynajmniej 24 ataki na szpitale. Po tym, gdy zachodnie media obiegły zdjęcia umierających dzieci, znów mówi się o „bezczynności” i „obojętności” świata wobec ofiar syryjskiej wojny. 

Wschodnia Ghuta nie jest jednak, jak mówią niektórzy, „drugą Srebrenicą”. Inaczej niż tamta enklawa w Bośni (w 1995 r. miejsce masowych zbrodni popełnionych przez bośniackich Serbów), dla armii syryjskiego ­prezydenta Ghuta stanowi w dużej mierze cel wojskowy – w przeszłości dokonywano stąd ataków na śródmieście Damaszku. Trwają one zresztą nadal, np. w miniony wtorek w ostrzale prowadzonym przez opozycję zginęło 13 mieszkańców stolicy. 

Jednak zarówno Asad, jak też jego sojuszniczka Rosja – bez jej wszechstronnego wsparcia syryjskie lotnictwo (i nie tylko ono) dawno już przestałoby istnieć – usiłują się wybielić w oczach Zachodu: powtarzają kłamstwa, jakoby w Ghucie rządzili dżihadyści z grupy Tahrir al-Szam, dawnego odłamu Al-Kaidy. W istocie kontrolę nad enklawą sprawują głównie dwie inne grupy opozycyjne (Dżajsz al-Islam i Faylaq al-Rahman). Obie konserwatywne, wprowadzające na swoich terenach surową interpretację prawa i od czasu do czasu walczące także ze sobą. Ale jednak – nie terroryści. Tyle tylko że dla Asada i Rosjan każdy, kto jest przeciw nim, to terrorysta.

Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła wprawdzie rezolucję w sprawie 30-dniowego zawieszenia broni, ale walki trwają nadal (także w regionie Afrin na północy kraju). W chwili ukończenia tego tekstu pojawiły się nawet – niezweryfikowane – informacje o ataku chemicznym. Wcześniej, w sierpniu 2013 r., armia rządowa użyła w Ghucie gazów bojowych, zginęło wtedy kilkaset osób. Zdarzyło się to tuż po tym, jak ówczesny prezydent USA Barack Obama ostrzegał reżim Asada przed konsekwencjami przekroczenia „czerwonej linii”. 

Dziś o „czerwonych liniach” nikt już nie pamięta.

Czytaj także: Anna Łabuszewska: Syria, cicha krew

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2018