Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tolerancja i religie

Tolerancja i religie

26.11.2012
Czyta się kilka minut
Istotnym elementem religijnej wizji świata jest intuicja, że zadając pytania ostateczne, stajemy przed niewyczerpalną Tajemnicą, a więc że zawsze – i od wszystkich – możemy i powinniśmy się uczyć.
Z

Zaangażowanie religijne i tolerancja często nie idą ze sobą w parze. Kiedy zgłębimy strukturę zjawisk religijnych, nietrudno będzie nam zrozumieć dlaczego.

Inne obrazy świata

Każda tradycja religijna niesie ze sobą całościowy obraz świata i wszechogarniającą interpretację ludzkiego doświadczenia. W oczach wyznawców posiadają one „boską pieczęć”. Treść boskiego przekazu nie jest tylko teoretycznym wyjaśnieniem zasad funkcjonowania świata, lecz ma wybitnie egzystencjalny charakter i znaczenie: kreśli przed wyznawcą określoną ścieżkę życia. Od jej przyjęcia bądź odrzucenia ma zależeć ostateczny los człowieka, a nawet świata.

Człowiek jest istotą społeczną. Także natura jego poznania ma nieusuwalnie społeczny charakter. Mówić, myśleć, sądzić, działać – wszystkiego tego uczymy się tylko we wspólnocie. Święty przekaz dociera zatem do nas przez wspólnotę i we wspólnocie. Z drugiej zaś strony przekaz ten tworzy i pogłębia więzi międzyludzkie. Dlatego też zaangażowanie religijne – choć osobiste – realizuje się zasadniczo we wspólnocie: Synagodze, Kościele, Ummie, Sandze, Sampradaji.

Spotkanie z inną tradycją lub z ludźmi wywodzącymi się z naszej tradycji, lecz kwestionującymi jej istotne elementy nie jest więc pozbawione trudności. Uświadamia nam, że istnieje alternatywny całościowy obraz świata, który często również rości sobie pretensje do boskiego pochodzenia, a przez to kwestionuje absolutną prawdziwość naszego obrazu. Podważa zatem fundament, na którym oparliśmy swoje życie i który jest fundamentem wspólnoty – środowiska naszego ostatecznego zaangażowania. Nawet jeśli w trakcie takiej konfrontacji potwierdzimy swą wiarę we własny obraz świata, pozostanie pytanie: co z tymi, którzy go odrzucą i podążą inną drogą?

Wszystko to raczej nie skłania do tolerancji (rozumianej jako przyzwolenie na wyznawanie i głoszenie przez innych poglądów, z którymi się nie zgadzamy, oraz na praktykowanie przez nich sposobu życia, którego nie aprobujemy). Chęć obrony własnej – niezbyt pewnej – wiary, ale także troska o ostateczny los innych ludzi (zagrożony w przypadku szerzenia się poglądów fałszywych i niewłaściwych sposobów życia) to religijne motywy nietolerancji.

Trudna konfrontacja

Czy zaangażowanie religijne musi być zarzewiem nietolerancji? Czy istnieją w tradycjach religijnych źródła, z których możemy czerpać inspirację i siłę, by rozwijać postawę tolerancji?

Wskazówką, która może doprowadzić do pozytywnej odpowiedzi, jest już samo znaczenie słowa „tolerancja”. Pochodzi ono od łacińskiego tolere, co znaczy „znosić”, „cierpieć”. Etymologia wskazuje na istotny aspekt tolerancji: nie jest to postawa łatwa. Tolerancja jest powiązana z cierpliwością i męstwem, wymaga umiejętności przekraczania własnego egocentryzmu, rozpoznania rozmaitych osobistych problemów będących źródłem trudności w akceptacji Innego, a nawet agresji wobec niego.

Można przypuszczać, że brak tolerancji bywa często spowodowany niezdolnością do sprostania trudnym wymogom konfrontacji z innością. Aby być zdolnym do prawdziwej tolerancji, nie wystarczy powiedzieć sobie: od teraz będę tolerancyjny. Trzeba jeszcze wyćwiczyć określone zdolności duchowe i etyczne.

Tu właśnie tradycje religijne mogą odegrać pożyteczną rolę. Cnoty stanowiące „glebę” tolerancji są bowiem wysoko cenione właściwie we wszystkich wielkich tradycjach religijnych świata. Co więcej, tradycje te posiadają długo wypracowywane zestawy praktyk, które wyrobieniu tychże cnót sprzyjają. Dzięki temu wspólnoty religijne mogą stanowić środowisko sprzyjające (dla niektórych – jedyne) rozwojowi osobowemu niezbędnemu do zaistnienia tolerancji.

Wiara z wyboru

Niereligijni zwolennicy i propagatorzy tolerancji, dostrzegając i doceniając wspomniane wyżej możliwości pozytywnej inspiracji kultury przez tradycje religijne, skłonni są jednak przeceniać wyżej wspomniany aspekt etyczny, a nawet redukować religię tylko do niego. Nie dostrzegają tym samym, iż w religijnej formie życia aspekt etyczny jest tylko jednym z wielu – i niekoniecznie najważniejszym. Zgodne życie w pluralistycznym społeczeństwie z ludźmi o różnych przekonaniach i sposobach postępowania nie jest ostatecznym celem żadnej tradycji religijnej. To, co sprzyja w religiach tolerancji, musi zostać zintegrowane z czymś bardziej fundamentalnym: z odniesieniem do Rzeczywistości Ostatecznej. Jak pisałem wcześniej, ten właśnie wymiar religii może być źródłem nietolerancji.

Może – ale nie musi. Warto bowiem pamiętać, że nietolerancja rozumiana jako mechanizm obronny przed zakwestionowaniem własnej wiary wynika ze słabości tej ostatniej. Człowiek głęboko zaangażowany we własną tradycję nie będzie się obawiać spotkania z Innym. Może je nawet cenić, jako okazję do zobaczenia własnego świata z nowej perspektywy, co bywa oczyszczające i inspirujące.

Tolerancja religijna, światopoglądowa i obyczajowa prowadzi do zróżnicowania środowiska społecznego pod istotnymi względami. Zaangażowanie religijne człowieka żyjącego w takim społeczeństwie wymaga przejścia od „wiary odziedziczonej” do „wiary z wyboru”. Ta druga jest zaś niewątpliwie znacznie cenniejsza niż pierwsza. Trudno znaleźć tradycję, wedle której Bóg nie ceniłby sobie osobistej decyzji bardziej niż wyuczonych i wykonywanych automatycznie praktyk i rytuałów.

Istnieje więc dwukierunkowy związek pomiędzy rodzajem religijnego zaangażowania a tolerancją. Z jednej strony, tolerancja wymaga pewnego poziomu religijnej dojrzałości: by religie mogły stanowić siłę inspirującą i wzmacniającą tolerancję, w ich wspólnotach musi dominować „wiara z wyboru”. Z drugiej strony, zróżnicowane środowisko społeczne zmusza niejako do osobistej decyzji, tworząc sytuację być może pod pewnymi względami dla człowieka religijnego > trudniejszą, lecz w ostateczności sprzyjającą dojrzałości w wierze.

Granice akceptacji

Co jednak począć z tolerancją w sytuacji, która może doprowadzić nie do osobistej szkody, lecz do krzywdy drugiego człowieka? Nawet jeśli można tolerować zachowanie nieprzyjazne względem siebie samego, nie wolno tolerować krzywdzenia drugiego.

Problem polega jednak na tym, jak postrzegamy dobro – i zarazem krzywdę – drugiego. Na przykład: prawdopodobnie większość z nas uzna, że nieuzasadnione zadawanie fizycznego cierpienia nie powinno być tolerowane. Opinia ta zawiera problematyczny punkt: dopuszcza zadawanie cierpienia uzasadnionego. Wydaje się jednak, że trudno sądzić inaczej (gdyby niedopuszczalne było wszelkie zadawanie fizycznego cierpienia, wykonywanie wielu pożytecznych zawodów, np. dentysty, byłoby z zasady niemoralne). Nie jest jednak oczywiste, co w poszczególnych przypadkach liczy się jako dobre uzasadnienie i czy w ogóle jest na to jakaś ogólna reguła.

W pluralistycznych społeczeństwach toczy się spór, czy istnieje jeszcze inny rodzaj zachowania, wobec którego nie może być tolerancji. Co, na przykład, z agresją słowną? Czy wolno tolerować nawoływanie do nienawiści? Poniżanie ludzi? Reklamowanie w szkołach narkotyków?

Zbliżamy się tu do najtrudniejszego miejsca w skomplikowanych związkach religii i (nie)tolerancji. Jak zaznaczyłem na samym początku, tradycje religijne niosą ze sobą całościowe obrazy świata i przekonanie, że ich przyjęcie nie jest obojętne dla ostatecznego losu człowieka. Nietolerancja religijna może wypływać z troski o drugiego połączonej z przekonaniem, że pozwolenie na propagowanie fałszywych (z punktu widzenia danej tradycji) obrazów świata i złych sposobów życia może negatywnie zdeterminować los wielu ludzi.

Pamięć o tym, że wspólnoty religijne używały podobnej argumentacji, by uzasadnić przymusowe ograniczenia wolności myśli, słowa i wyboru sposobu życia (casus Inkwizycji), oraz współczesne doświadczenie motywowanego w ten sposób działania (np. próby wprowadzenia szariatu jako prawa państwowego w niektórych krajach o dominującej pozycji islamu) skłaniają wielu do traktowania religii jako endemicznego wroga tolerancyjnej cywilizacji.

Warto mieć jednak świadomość, że stajemy tu przed problemem dotyczącym nie tylko religii. Natrafiamy bowiem na paradoks, który jest wbudowany w fundamenty każdego otwartego i pluralistycznego społeczeństwa. Z jednej strony każdy jego członek może swobodnie wybierać konkretne cele i nadawać sens swojemu życiu. Posiada także możliwość wolnej autoekspresji. W społeczeństwie otwartym nie ma zinstytucjonalizowanego, dogmatycznego światopoglądu, który musieliby podzielać wszyscy – każdy może samodzielnie poszukiwać prawdy i określać sens swojej egzystencji, a także wieść życie zgodne z rozpoznanym obrazem świata.

Z drugiej strony, nikt nie może uniknąć wpływu innych wolnych ludzi, nawet jeśli w jego własnym obrazie świata wpływ taki jest oceniany negatywnie. Rodzi to pokusę wprowadzania przymusowych mechanizmów, które wykluczałyby taki wpływ. Dotyka ona nawet środowisk, które w warstwie deklaratywnej są przywiązane do idei tolerancji. Coraz liczniejsze próby wprowadzenia prawnego zakazu głoszenia niemoralności związków homoseksualnych są tego jaskrawym przykładem. Ci, którzy – zgodnie ze swoimi poglądami – publicznie piętnują związki homoseksualne, zajmują miejsce średniowiecznych heretyków. Może nie grozi im stos, ale negatywne, prawne konsekwencje – owszem.

Tolerancja i Tajemnica

Powyższy paradoks przybiera najostrzejszą postać w dyskursie religijnym, ale także w religiach można poszukiwać jego rozwiązania. Owszem, religijna wizja świata jest elementem formy życia, która domaga się absolutnego zaangażowania. Owszem, człowiekowi religijnemu trudno uznać, że na tym ostatecznym poziomie ktoś inny, spoza jego tradycji, może w pewnych sprawach mieć rację, pewne aspekty rzeczywistości ujmować trafniej, głębiej od niego.

Ale istotnym elementem tej samej (religijnej) wizji świata jest intuicja, że zadając pytania ostateczne, stajemy przed niewyczerpalną Tajemnicą, a więc że zawsze – i niemal od wszystkich – możemy i powinniśmy się uczyć. W tradycjach religijnych, w których żywa jest świadomość ostatecznej niepojmowalności Rzeczywistości Ostatecznej, można odnaleźć przekonanie, że wszelkie próby ujęcia tej Tajemnicy mają bardziej symboliczny niż dosłowny charakter. Natura takiego symbolicznego ujęcia sprawia, że różne symbolizacje, choć wzięte dosłownie stoją ze sobą w sprzeczności, mogą ostatecznie okazać się uzupełniającymi się, perspektywicznymi ujęciami tego, co Niewysłowione.

Świadomość ostatecznej Tajemnicy powiązana jest także z dopuszczeniem możliwości, iż człowiek może zmierzać do tego, co Ostateczne, w różny sposób. Spotkanie z kimś, kto inaczej pojmuje Ostateczną Rzeczywistość i wyraża to inne pojmowanie we wspólnej przestrzeni kulturowej, nie stanowi zagrożenia ani dla mnie, ani dla mojej wspólnoty, ani w ogóle dla nikogo. Przeciwnie, wzbogaca rozumienie spraw ostatecznych. Przy odpowiedniej interpretacji, religijny horyzont pozwala zachować regulatywną ideę obiektywnej Prawdy i Dobra, przy jednoczesnym uznaniu cząstkowego, perspektywicznego ujęcia tych wartości w konkrecie życia.

Tradycje religijne mogą zatem przyczyniać się do rozwoju tolerancji na dwa sposoby. Po pierwsze, o tyle, o ile są środowiskami rozwoju osobowego, niezbędnego każdemu, kto chce być człowiekiem tolerancyjnym. Po drugie, otwierając na horyzont ostatecznej Prawdy i Dobra wraz ze świadomością, że w tym świecie wszyscy jesteśmy jeszcze w drodze – i że w naszej pielgrzymce nie tylko możemy tolerować swoją odmienność, ale nawet uczyć się od siebie nawzajem.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]