Test prawdy

Czy to możliwe, żeby cichy, rozmodlony hierarcha odbywał „lekcje czułości” z piętnastolatką? Niestety, to możliwe.

Reklama

Test prawdy

Test prawdy

18.02.2020
Czyta się kilka minut
Czy to możliwe, żeby cichy, rozmodlony hierarcha odbywał „lekcje czułości” z piętnastolatką? Niestety, to możliwe.
Biskup Jan Szkodoń podczas procesji ku czci św. Stanisława, Kraków, maj 2013 r. / JAN GRACZYŃSKI / EAST NEWS
P

Po raz pierwszy w Polsce urzędującego biskupa oskarżono o molestowanie seksualne osoby małoletniej. Ks. Jan Szkodoń, którego dotyczy zarzut, jest biskupem pomocniczym krakowskim od 1988 r., a sprawa dotyczy okresu, w którym już pełnił tę funkcję. Oskarżająca go pani Monika (imię zmienione), bohaterka opublikowanego przez „Gazetę Wyborczą” reportażu Marcina Wójcika, miała wówczas 15 lat.

Publikacja tekstu „Zły dotyk biskupa z Krakowa” była szokiem także dla mnie. Ze względu na moje zaangażowania słyszę nieraz rozmaite kościelne plotki: że o kimś ważnym mówi się to i owo. Najczęściej nie sposób tego zweryfikować – chyba że podejmie się długotrwałe śledztwo dziennikarskie. Ale w przypadku bp. Szkodonia o niczym nie słyszałem – ani ja, ani inne osoby uchodzące w polskim Kościele za „dobrze poinformowane”. Krążyły raczej opinie takie jak wyrażona przez ojca oskarżającej go kobiety...

25229

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »


ogłoszenie społeczne

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niestety, to możliwe. Co prawda red. Nosowski deklaruje w imieniu własnym i innych osób uchodzących w polskim Kościele za „dobrze poinformowane”, że nie słyszał wcześniej plotek, które (jak sam twierdzi) w takich wypadkach zwykle krążą, ale otrząsnąwszy się z szoku doszedł do wniosku, że mocne przesłanki są. Po pierwsze - pani Monika podtrzymuje oskarżenia, po drugie - znane są przypadki kapłanów, którzy potrafili perfidnie wykorzystywać seksualnie swoich uczniów (tak było w przypadku francuskich dominikanów i profesora teologii duchowości z KUL). Przypuszczam, że sądowi by to nie wystarczyło, nawet gdyby zarzuty się nie przedawniły, ale publicysta może pozwolić sobie na więcej swobody niż sąd. Dobrze, że przynajmniej wie, z jakiego paragrafu bp Szkodoń mógłby być sądzony (nietrudno zresztą było zgadnąć: https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/38330#comment-38330), gdyby film "Kler" powstał wcześniej, a pani Monika poszła do terapeuty, a następnie do prokuratury przed trzydziestką. Mimo wszystko prawnicza wiedza redaktora nie jest kompletna, skoro bez słowa komentarza pisze: "Do złożenia zgłoszenia miał ją zachęcać terapeuta, który zapowiadał, że jeśli ona tego nie zrobi – obowiązek ciąży na nim jako osobie, która dowiedziała się o przestępstwie". Otóż nie, nie ciąży. Nie w przypadku przestępstwa, o które mógłby być oskarżony bp Szkodoń. Albo terapeuta jest niedoszkolony, albo świadomie wprowadził panią Monikę w błąd. A jeśli poza uświadomieniem jej prawdziwej natury relacji z biskupem nie tylko zachęcał, ale szantażował ją wywołaniem skandalu gorszego niż w przypadku złożenia skargi przez nią samą? Z dwojga złego lepiej mieć opinię nastolatki skrzywdzonej niż takiej, która sobie nie krzywdowała. Niestety, to możliwe.

Szanowny Panie. Pomimo szermowania wiedzą prawniczą prezentujesz się jak zwykły tuman lub sk....... Jeżeli na podstawie artykułu prasowego jesteś w stanie postawić tezę, że młoda kobieta nie "krzywdowała sobie" z tłustym obleśnym klechą, to pozdrawiam. Tak dla uzupełnienia, bronienie seksualnych przestępców argumentem, że pani zachowywała się wyzywająco a wielebny brał tylko na kolanka już nie jest trendy.

Trzeba głośno krzyczeć, że nasz kochany pan marszałek senatu jest osaczony przez złych, kłamliwych ludzi. Już 50 osób złożyło zeznania obciążające pana profesora. Ale pan - taką mam nadzieję - wciąż szczerze wierzy w niewinność naszego odważnego polityka. Albowiem świadectwo jednej właściwej osoby ( w tym przypadku pani Moniki ) więcej waży od świadectwa 50 niewłaściwych osób ( prości, często starzy i schorowani ludzie ).

Wiedza prawnicza Autora ma się dobrze i terapeuta ma obowiązek powiadomienia o takim przestępstwie. Za niepowiadomienie grozi kara do 3 lat więzienia. Mówi o tym artykuł 240 Kodeksu karnego, który wymienia listę przestępstw objętych takim obowiązkiem. Są wśród nich: zgwałcenie lub wymuszenie do poddania się innej czynności seksualnej, seksualne wykorzystanie bezradności lub niepoczytalności innej osoby, obcowanie płciowe z osobą małoletnią lub doprowadzenie jej do poddania się czynnościom seksualnym. Pozdrawiam Szanownego Pana.

@matematyk w środa, 19.02.2020, 15:48. Mam dla ciebie małe zadanie jak najbardziej matematyczne. Znajdź liczbę 199 (to artykuł KK, z którego zdaniem red. Nosowskiego i moim mógłby być oskarżony biskup, gdyby mógł) w następującym tekście: "Art. 240 § 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118 ludobójstwo, art. 118a udział w masowym zamachu, art 120–124, art. 127 zamach stanu, art. 128 zamach na organ konstytucyjny RP, art. 130 szpiegostwo, art. 134 zamach na życie Prezydenta RP, art. 140 zamach na jednostkę sił zbrojnych RP, obiekt albo urządzenie o znaczeniu obronnym, art. 148 zabójstwo, art. 156 spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, art. 163 sprowadzenie katastrofy, art. 166 piractwo, art. 189 pozbawienie człowieka wolności, art. 197 zgwałcenie lub wymuszenie czynności seksualnej § 3 lub 4, art. 198 seksualne wykorzystanie bezradności lub niepoczytalności innej osoby, art. 200 obcowanie płciowe z osobą małoletnią lub doprowadzenie jej do poddania się czynnościom seksualnym, art. 252 wzięcie lub przetrzymywanie zakładnika lub przestępstwa o charakterze terrorystycznym, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". A teraz zastosuj do tego przypadku indukcję enumeracyjną zupełną. Przekonany?

To nie jest zadanie matematyczne, ale co mi tam :) Pełna zgoda, tylko skąd pewność, że terapeuta podejrzewał akurat czyn z artykułu 199, a nie któryś z cytowanej listy? Pozdrawiam Szanownego Pana.

terapeuta nie jest od kwalifikacji prawnej i osądzania, a Pańska polemika jest zwykłym mydleniem oczu w tej prostej jak gromnica sprawie

@eddiepolo w środa, 19.02.2020, 18:41. Terapeuta ma obowiązek znać prawo, na które się wobec klientki powołuje.

terapeuta nie"powołuje się wobec klientki", tylko składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, a od weryfikacji i kwalifikacji zawiadomienia są prokuratorzy i sądy

.

@eddiepolo w czwartek, 20.02.2020, 12:50. W skrócie: Do prokuratury nie poszedł, tylko stawiał ultimatum i to może nawet więcej niż raz ("z͇a͇p͇o͇w͇i͇a͇d͇a͇ł͇, że jeśli ona tego nie zrobi..."), dodatkowo budząc w niej nieuzasadnioną obawę, że w razie zaniechania stanie się coś niezgodnego z prawem. Czyli powoływał się na prawo - jak nazwać to inaczej?

PROSZĘ NIE PRZESADZAĆ Z TYM ULTIMATUM stawianym ,,może więcej niż raz" 1. Terapeuta nie straszył tylko INFORMOWAŁ o ciążącym na nim obowiązku zgłoszenia MOŻLIWOŚCI popełnienia przestępstwa, o którym uzyskał wiedzę od pacjentki. (Poinformowanie policji czy prokuratury za plecami pacjentki byłoby dla niej kolejną traumą doznaną od kolejnej osoby, ktora z racji zawodu powinna jej pomóc a nie traumatyzować przez pozbawienie jej wpływu na bieg wydarzeń). 2.Terapeuta nie straszył prawem pacjentki, bo nie powolywał się na żadne paragrafy, ktore miałyby dotyczyć sprawcy lub ofiary DOMNIEMANEGO przestępstwa. Jedyny paragraf, o którym terapeuta moģłby mówić to ten, który dotyczył samego terapeuty! (Gdyby pacjentka ujawniła sprawę np. dopiero po kolejnym roku i okazało się że terapeuta od roku wiadział a nie zawiadomił kogo należy, to złamałby prawo, dodatkowo naraził kobietę na kolejny rok cierpień i rozterek i stracił prawo wykonywania swej pracy). 3.Dał pacjentce czas na podjęcie wlasnej decyzji i własnych działań aby mogła zachować pełną autonomię decyzyjną, kontrolę nad biegiem wydarzeń i poczucie sprawczości. Dzieki temu zyskała szansę zachowania podmiotowości albo przez wycofanie się z oskarżeń albo przez podjęcie konsekwentnej walki z ,,demonami przeszłości". W efekcie czy kobieta podejmie walkę o prawdę ,czy wygra czy też nie, całą tę trudną drogę pokona dzięki własnej sile a nie ciagle jak bezradna ofiara popychana bezwolnie przez innych ( i to według litery prawa).

@matematyk w środa, 19.02.2020, 17:44. Trzeba mieć wiarygodną wiadomość, a nie podejrzenia (z tymi też można iść do prokuratury, ale nie jest to obowiązek prawny). Jakie wiadomości mógł mieć terapeuta? Tylko takie, jakie wydobył od pani Moniki. A więc co najmniej te: miała już 15 lat (art. 200 odpada), nie została zgwałcona (197) ani nie była bezradna lub niepoczytalna (198). Przestępstwa z art. 199 są nieco innej natury i tutaj słusznie prawodawca nie nakłada obowiązku doniesienia do odpowiednich organów. Jednakże terapeuta zagroził tym swojej klientce. Wyobraźmy sobie taki scenariusz: pani Monika przeżywa kryzys małżeński, o który sama siebie częściowo obwinia i dlatego idzie do terapeuty. Jak to w tego rodzaju terapiach bywa, zaczyna się poszukiwanie przyczyny w doświadczeniach życiowych. Pani Monika opowiada o szczególnej zażyłości z pewnym księdzem wiele lat temu - zażyłości, w której co najmniej do trzydziestki nie widziała nic złego - ale pomalutku terapeuta zaczyna jej uświadamiać, że tak całkiem niewinne to nie było. Zachęca ją, żeby gdzieś się poskarżyła. Przecież była wtedy jeszcze małoletnia, choć w wieku "dozwolonym", więc nie jest wykluczony art. 199 §2. Pani Monika chyba nie bardzo chciała, w każdym razie miała wątpliwości, bo przecież gdyby skorzystała z zachęt, to terapeuta nie miałby powodu opowiadać jej bajki o rzekomo ciążącym na nim obowiązku. Czemu to zrobił? Niewiedza? To nie powinien wykonywać tego zawodu. Świadome minięcie się z prawdą? Oj, wygląda na szantaż. Jeśli nie pójdziesz sama, to cię wezwie prokurator. I twoi rodzice będą musieli się tłumaczyć z niedopełnienia obowiązków. Że niekoniecznie tak było? Racja, ale, niestety, to możliwe.

.

Wychodzi na to, jak wnioskuje z komentarzy, że całej aferze winien jest terapeuta - brawo. Mądrej głowie dość po słowie. Ja nie mam zamiaru się nad nikim pastwić, ale pierwsze pytanie jakie się nasuwa - gdzie byli rodzice. Jak znam życie to takiej rangi klecha, z byle kim się nie zadawał. Rodzina, której był „przyjacielem”, zapewne rozmodlona była tak jak i on. Wiecie z czym się to wiąże, spowiedź obowiązkowa w każdy pierwszy piątek miesiąca, obowiązkowa Komunia w każdą niedziele, a i podejrzewam w dni powszednie też. Z czego się też takie piętnastoletnie dziecko spowiada i co doradza mu spowiednik, a może to wszystko pozostawało w „rodzinie”. Bo sugerowanie, że kobitka sobie to wszystko ukartowała, jest mocno nie na miejscu. Pewności nie mam, bo i skąd miałbym ją mieć, ale sadzę, że ci wspaniali chłopcy w zdobnych fatałaszkach, mają na to całe molestowanie i wykorzystywanie seksualne po prostu wylane i to na wszystkich szczeblach zwierzchności i tronów. I słusznie, bo i co taki marny robal zrobić im może. Moja śp. Babcia nam powtarzała - od księdza z daleka, wara mi chodzić do niego na plebanię, ani do ogrodu choć jabłkami słodkimi kusi. Dodam tylko, że bogobojna z niej kobieta była i surowymi zasadami się kierowała, każdy piątek różaniec musieliśmy odmawiać, a na czas postu patelnię myto i odwieszano w komorze. Cóż, rubaszni księża to nie wynalazek naszych czasów, jeno owieczki coś pyskate się zrobiły.

@oportunista w środa, 19.02.2020, 20:05. Doskonale to ująłeś, Oportunisto: "Gdzie byli rodzice?". Pani Monika mogła być przekonana, że o to samo zapyta prokurator i to mniej luźnym tonem, kiedy dowie się od postronnej osoby o przestępstwie na jej szkodę. Wszak skoro terapeuta ma po latach obowiązek zawiadomić o sprawie organy ścigania, to chyba tym bardziej taki obowiązek mieli jej prawni opiekunowie, na oczach których to się działo, prawda? W pewnym sensie afera rzeczywiście rozpoczęła się od terapeuty (co nie jest tożsame z absurdalnym twierdzeniem, jakoby był winny domniemanego molestowania pani Moniki w przeszłości, które mogło, podkreślam: mogło mieć miejsce). To jest wprost powiedziane a artykule red. Noskowskiego: "Do złożenia zgłoszenia miał ją zachęcać terapeuta, który zapowiadał, że jeśli ona tego nie zrobi – obowiązek ciąży na nim jako osobie, która dowiedziała się o przestępstwie". "Zapowiadał" to eufemizm. Mówił nieprawdę, żeby skłonić ją do określonego działania, jakiego widocznie z własnej inicjatywy nie chciała podjąć. Innymi słowy - manipulował i groził. Tak to wygląda, niestety. Naprawdę tak trudno dostrzec tę małą, ale znaczącą niedoskonałość w całej opowieści?

Artykuł wisi tu zaledwie kilka godzin i dyskusja zapewne dopiero się zaczęła. Nie sądzę, abym po udzieleniu kilku precyzujących mój pogląd odpowiedzi Matematykowi, Oportuniście i Eddiepolo miał w niej coś więcej do dodania na podstawie samego artykułu i informacji publicznie na dziś dostępnych. Chciałbym tylko zadeklarować, że na adresowane do mnie komentarze, które poza manifestacją nędzy umysłowej, chamstwa i rynsztokowego języka ich autorów nie zawierają żadnej treści, nie zamierzam indywidualnie odpowiadać ani zgłaszać ich do usunięcia. Nie mnie one wystawiają świadectwo, a pilnowanie, żeby nie wylewano pod posesją pomyj i gorszych paskudztw, to zadanie dozorcy, nie moje.

Dla mnie wszelkie oskarżenia o molestowanie seksualne,po 20 latach i więcej, to nieporozumienie. Dotyczy to wszystkich, nie tylko duchownych. Powód jest prosty. Nie można wykluczyć zwykłej konfabulacji, czy zwykłej ludzkiej zawiści. Nie mam zaufania do metod badawczych, które powiadają, że dana osoba kłamie czy nie. Moim subiektywnym zdaniem, taki test to sprawa kasy i nic więcej. Kłamstwo to sprawa ducha a nie ciała. Jeżeli ktoś kłamie w sprawach małych, tak samo uczyni w sprawach wielkich.

Brawo znawco psychiki i jej zawiłości. Osądziłeś. zatwierdziłeś, przyklepałeś. Oczywiście teoria spiskowa. Kasa, Kasa. To się szanownemu marzy? A tę , która oskarża najlepiej wdeptać. Bez osądu. Zresztą Szanowny pan potrafi wypowiadać się równie autorytarnie i z podobnym znawstwem na wiele innych tematów.

Napisałem wyraźnie, wszystkich a nie tylko konsekrowanych. Przykład, dokładnie tak samo uważam w temacie znanego reżysera.Naszego rodaka.

nie wiem, czy ma Pan świadomość, że podobny problem dotyczy wszystkich przestępstw i zamyka się w tzw. okresie przedawnienia - na koniec to nie same zawiadomienia i zeznania pokrzywdzonych, ale przeprowadzane śledztwo i zgromadzone dowody decydują o odpowiedzialności sprawcy, a Pana subiektywna opinia moim subiektywnym zdaniem świadczy jedynie o głęboko zakorzenionej postawie obrony za wszelką cenę konsekrowanych - kto tak czyni w sprawach księży, tym bardziej zdolny jest do popełniania podobnych sztuczek w każdej innej

Nikt nie przechowuje tajemnic tak dobrze jak dzieci. Żadne tajemnice nie dożywają do grobowej deski tak konsekwetnie jak tajemnice dzieciństwa. Przerwane milczenie jest obecnie wywołane przez przykład innych, ktorzy przemówili po 20 latach i nie odpadły im języki, prawda wyszła na jaw i świat się nie skończył a kolejnych ofiar moze jednak w końcu będzie mniej. Szkoda, że takie samo gremialne zrywanie z milczeniem nie ma miejsca wobec krewnych i najbliższych, bo to oni są najczęsciej sprawcami nadużyć seksualnych na nieletnich.

pełna zgoda

Z tymi kłamstwami w małych i dużych sprawach jest jeden kłopot natury ludzkiej. Polega on na tym, że kłamiemy wszyscy, najwięcej ci co temu najmocniej zaprzeczają. Dał temu wyraz Chrystus gdy chciano ukamienować kobietę. Każda przewina obarczona jest kłamstwem, ono jest czymś czego rodzice uczą od niemowlęctwa - Jasiu jesteś za mały by się tym bawić, posprzątaj bo jesteś już duży. Tak to sobie kilka razy w ciągu dnia rośnie i maleje, a jak wyściska oślizgłą starą ciotkę z wąsem to dostanie czekoladę. O ile małe dzieci zwyczajnie kłamią to dorośli konfabulują zwłaszcza po 20 latach i to jest naturalną sprawą. Jeśli zaś ową konfabulację można dowieść w sądzie, metoda jest bez znaczenia, bo sad raczej swój rozum ma, to trzeba domagać się odszkodowania i to sowitego. Bo ci na świeczniku jakiś bat nad sobą czuć muszą, najlepiej finansowy, bo on ich najbardziej boli. Na ich wstyd i sromotę nie ma co się spuszczać.

Może lepiej nie dyskutować już czy ta konkretna ofiara była ofiarą, czego i w jakim stopniu,czy ten konkretny sprawca był sprawcą i czego konkretnie, kto imiennie ponosi dodatkową winę zaistnienia minionych okoliczności albo jaki jest zakres ewentualnego błędu terapeuty. Za mało danych w artykule, za dużo prokuratorów na forum. Istotą tego artykułu nie jest wydanie ostatecznego wyroku w sprawie, ale zasady dochodzenia do wyroku jakie obowiązują w instytucjach kościoła. Zgadzam się, że żadna instytucja nie powinna być wyłącznym sędzią w swojej własnej sprawie, bo taki młyn faktycznie szybko ani doskonale mielił nie będzie. Z artykułu wynika, że prokuratura mieli lepiej. I prokuratura a potem sąd powinny doprowadzić sprawę RZETELNIE do końca.( I TU JEST PIES POGRZEBANY). Po kilku wyrokach wszyscy się czegoś nauczą. Terapeuci dowiedzą się w praktyce w jakim zakresie zgłaszać prokuraturze co wiedzą i czy uprzedzać o tym pacjentów czy też robić im niespodziankę, bo dalsze losy terapeuty nie mniej są ważne dla terapeuty niż losy pacjenta. Ofiary dowiedzą się co w rzeczywistości mają do wygrania co do przegrania, czy warto walczyć i jak najskuteczniej. Kościół dowie się czy lepiej zawierać polubowne ugody prawne o konkretne odszkodowania czy ograniczać się do niezobowiązujących przeprosin albo unikać kontaktu i doczekiwać do wyroków sądowych okraszonych komentarzami w prasie. Wyrok wszak nie musi być z definicji po myśli powoda. Rozumowanie, że świeccy katolicy zaczną masowo rzucać fałszywe oskarżenia na duchownych, żeby się dorobić na odszkodowaniach i odchudzić ,,diecezjalne skarbce" szkodzi całemu Kościołowi bardziej niż mogą zaszkodzić finansom kościelnym faktyczne odszkodowania. Ukrócenie zaś seksualnych wykroczeń wobec nieletnich czy podległych w hierarchii zawsze wszystkim wyjdzie na dobre, także duchownym. Nic tylko kibicować świeckiej prokuraturze. Swoją drogą ciekawe, że jakby ta sama część kleru, która tak blisko jednoczy się z ,,aparatem państwowym" w wymiarze polityczno-finansowo-medialnym jednocześnie tak bojaźliwie ucieka przed wymiarem prawnym państwa, czyli przed wymiarem sprawiedliwości. A akurat ten ostatni jest w państwie jakby najbliżej walki dobra ze złem, oddzielania prawdy od fałszu, zadośćuczynienia za krzywdy jak też uwolnienia od niesłusznych oskarżeń i prześladowań.

@J. Żurek w czwartek, 20.02.2020, 23:54. " I prokuratura a potem sąd powinny doprowadzić sprawę RZETELNIE do końca.( I TU JEST PIES POGRZEBANY)". Prokuratura rzetelnie doprowadziła TĘ sprawę do jedynego możliwego końca, tj. postanowienia o umorzeniu. Nie wolno wszczynać postępowania karnego, jeśli nastąpiło przedawnienie karalności. Instytucje kościelne są w tej chwili jedynymi, które mogą coś dla pani Moniki zrobić, na przykład dać jej satysfakcję moralną poprzez przyznanie racji i ukarać biskupa w granicach prawa kościelnego, ewentualnie zmusić go chociaż do przeprosin. Albo oczyścić z zarzutów, czego nie należy z góry wykluczać. Pesymistycznie przypuszczam, że większość obserwatorów z góry wie, co myśleć o takich sprawach w ogóle, a więc i tej w szczególności, i zdania nie zmieni. Byłoby jednak dobrze uświadomić sobie, że nie stykamy się z faktami, tylko z historiami w najlepszym razie opartymi mocniej lub słabiej na faktach, a w najgorszym razie - na zmyśleniach. Na razie zawieszam osąd i tak naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek będę mógł go odwiesić.

Powiem krótko: nie wiem czy Szkodoń winny czy nie.Wiem jak to dziś działa imjakm łatwo rzucić oskarżenie. Ale przepraszam m- oskarżenie to nie udowodnienie winy, przynajmniej w cywilizowanym prawie, a Szkodonia już właściwie zgrilowano.A może - co naiwne- przychodziła modlić się do niego, nic jej nie zrobił, a teraz doszła do wniosku,że żyjąc w warunkach niekomfortowych wyciągnie nieco kasy?? POdkreślam, nie wiem ,jestem tylko advocatus diaboli, choc wiem,że u wielu wywołam uśmiech politowania. I mam nadzieję,że TP nie przesądził sprawy, a zwłaszcza red. Sporniak, który bywa bardziej papieski niz papież. I to byłoby na tyle.

Zauważam, że coraz więcej jest przypadków pomówień takich jak opisane tutaj: https://deon.pl/kosciol/para-skazana-za-falszywe-oskarzenia-ksiedza-o-pedofilie,511200

tu nie o przesądzanie chodzi, ale o s ą d - póki co są oskarżenia, i jak w każdej sprawie to organa śledcze, prokuratura a na końcu sąd orzeka o winie lub niewinności - i problem z klerem dokładnie taki był i chyba dalej jest w Polsce, że ta akurat grupa zawsze była uważana za nietykalną, biskupie układy z władzą zapewniały konsekrowanym pedofilom bezkarność - a wszelkie podobne jak Pana/Pani próby rozmydlania sprawy świergoleniem o pieniądzach itepe dokładnie wpisują się w tradycyjny schemat traktowania sutanników jak święte krowy

To znana i szanowana kobieta (również w środowiskach koscielnych), wykładowca akademicki, zaangażowana w Kościele. I Pan ją oskarża o to, że chciała sobie dorobić?

O biskupie można wiele się dowiedzieć, o pani Monice nic. To są warunki komfortowe dla opinii publicznej? Oskarżonego ujawniamy, ale oskarżającego już nie? Co innego 20 lat temu, co innego teraz. Znana i szanowana? Jak znana, skoro nie znana?

po mojemu bełkot, ale postaram się uprzejmie wytłumaczyć - biskup to osoba publiczna, co się sama na stołek wepchała, do tego swą pozycję publicznie pełnioną w stosunku do swej ofiary wykorzystująca - i po drugie, nie relacja oskarżany-oskarżająca, tylko s p r a w c a - o f i a r a ma w tej kwestii decydujące znaczenie [p.s. obrzydliwych obrońców ma ten biskup]

@eddiepolo w wtorek, 25.02.2020, 04:44. Dobrze, że chociaż społecznych oskarżycieli ma biskup apetycznych, a co najważniejsze - gruntownie zapoznanych z dowodami. ;)

Pewna gospodyni księdza rzekła mi: „Jeśli nie chcesz stracić wiary to daleko bądź od fary”. I tego się trzeba trzymać.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]