Zgrabiałe palce nabierają barwy dźwiganych buraków, piją mnie uszy tak zwanej reklamówki, która niczego nie reklamuje poza naszą zdolnością okiwania kolejnych regulacji antyplastikowych. Prędzej Zielony Ład sczeźnie, niż przestaniemy szeleścić siatami. Ostatnio zresztą rządząca nami partia wraz z niezawodną falangą ludową pomogła ukatrupić w Brukseli ważny element legislacyjny ochrony lasów, głosując ramię w ramię z PiS-em, żeby nie było, iż Polacy nie potrafią się zjednoczyć w obliczu zagrożenia.
Szkoda, że nie miałem w kieszeni paru płóciennych toreb, ich szerokie, miękkie paski nie wrzynają się tak boleśnie, a przy okazji można przekazać światu jakąś deklarację. Moja ulubiona i bardzo stosowna do robienia zakupów w gospodarce nadmiaru torba głosi Less is More, czyli „mniej znaczy więcej”: angielski poeta Robert Browning przypisał to zdanie renesansowemu malarzowi Andrei del Sarto, a rozsławił je potem wielki budowniczy modernizmu Mies van der Rohe. Ale odnosi się to wcale nie tylko do sztuki i architektury. Im mniej przytaszczysz rozmaitych rzeczy, tym więcej włożysz ducha i inwencji, żeby obiad wydawał się pełny i smaczny.
Stawiając wreszcie zakupy na podłogę dobrze ogrzanego domu, myślałem z wdzięcznością o tych, którzy tam na targu zostali na jeszcze parę godzin. Naznaczonych na licu i w mowie ciała zimnem i zmęczeniem, bo nawet najnowsze termiczne tkaniny nie chronią do końca przed chłodem. Tym bardziej że dzielnicowy targ nie przypomina wybiegu z modą wysokogórską, raczej daje przegląd tego, co w dziedzinie kurtek i polarków oferuje niedaleki lumpeks w dzień przed nową dostawą, gdy wszystko jest po dwa złote.
Gdyby zapytać tych ludzi o stoicyzm, pewnie uznaliby to za kpinę z poważnej pracy. Stoicyzm o tyle, że się stoi. A stoi się, żeby zarobić przecież, a nie z miłości do włoszczyzny i klienta, choć rzeczywiście lepiej idzie interes komuś, kto zna i lubi swój towar. Towar na targu ma ludzką twarz, owszem, ale w tej twarzy czai się też chytrość i chęć zysku. W tych warunkach nie ma miejsca na marketingowe czary i nakręcanie pustych, acz kosztownych aspiracji, gra potrzeb i możliwości odbywa się więc na elementarnym poziomie. Niewidzialna ręka kształtuje ceny bez ceregieli.
Nie ma co popadać w rzewne dumki na temat żywej tradycji, zwłaszcza kiedy się jest sceptycznym co do tradycji w innych dziedzinach życia. Ale ten ludzki żywioł handlu warto doceniać, i tak coraz go mniej, podobnie jak małych sklepików niezrzeszonych w sieciach, takich jak mój za rogiem, gdzie na ścianie wiszą listy zakupów dla starszych osób z okolicy, które nie założą sobie nigdy aplikacji Delivery. Tymczasem przybywa tysiąc Żabek rocznie i ich właściciel, fundusz kapitałowy z pierwszej dziesiątki na świecie, zastanawia się, „ile ich jeszcze Polska pomieści”.
Obecność dużych graczy ma pewną małą zaletę – potrzebują danych, stać ich na ich zbieranie, trochę ich publikują. Stąd np. wiem, że w październiku tego roku sprzedało się o 30 proc. octu więcej niż w 2023 r. Dlaczego? Otóż wybitnie obrodziły grzyby, a Polak nie byłby sobą, gdyby ich nie zamarynował. Ogólnie miesiąc był chłodniejszy niż rok wcześniej i nie trzeba pytać klimatologów – dane z rynku spożywczego pokazują lekki spadek sprzedaży piwa.
I to jest solidna wiedza, a nie sondaże na temat z okładki tego numeru. Jeszcze pierwszej świecy adwentowej nie rozpaliliśmy, a już chcemy wiedzieć, kto wygra w maju. Jak kto chce prawdziwego wyborczego mięsa, to w Rumunii wybierają teraz prezydenta i dobry wynik wykręcił jegomość, który umiał przenieść ideologię Legionu Michała Archanioła na TikToka. I opowiada dużo o samodzielności żywnościowej, jest za drobnym handlem, przeciw wielkim graczom.
Ale może zakupy na targu nie muszą być od razu deklaracją polityczną? Mam w razie czego też płócienne torby w bardzo apolityczne kwiatki.
Przepis na spaghetti z kremem z jarmużu
Nie wiem jak u was, ale na moim krakowskim targu wciąż można kupić jarmuż, ten tzw. toskański, o wrzecionowatych liściach.
- 10-15 liści jarmużu
- 400 g spaghetti
- 150 g sera gorgonzola
- 150 ml mleka
- czosnek
- sól
- oliwa
Pozbawiamy liście grubych nerwów, drzemy palcami, wrzucamy na osolony wrzątek na 5 minut, studzimy w lodowatej wodzie, odciskamy, miksujemy z dodatkiem oliwy i ząbka czosnku oraz niewielkiej ilości wody, tak by wyszedł gęsty krem. Przekładamy na dużą patelnię. W osobnym garnuszku topimy ostrożnie w gorącym mleku gorgonzolę (lub ser tego typu, np. roquefort albo bleu d’Auvergne). Spaghetti pod koniec gotowania przerzucamy na patelnię z kremem z jarmużu, mieszamy na gorąco, dolewając ewentualnie nieco wody z klusek. Sosem serowym polewamy dopiero na talerzach, żeby nie psuć efektu kolorystycznego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















