W obydwu przypadkach nie ma dobrego szybkiego rozwiązania, bo te, które są stosowane - wysupłanie z pieniędzy podatnika środków na dodatkowy skup oraz kolejne umorzenia wierzytelności - na chwilę tylko gaszą finansowe pożary. Co gorsza, czynią to kosztem wysyłania bardzo złych sygnałów. Hodowcom bowiem mówimy: "produkujcie mięso, nawet jeżeli nie będzie na nie zbytu", a dyrektorom szpitali: "nie liczcie się z kosztami, bo konsekwencje waszych działań poniesie kto inny".
To właśnie wysyłanie takich fałszywych sygnałów sprawiło, że mimo utrzymującej się od roku nadwyżki podaży mięsa produkcja zwierzęca dalej rosła, a szpitale znowu zaciągały kredyt handlowy, wiedząc, że nigdy nie będą mogły go spłacić. Listopadowy spis pokazał bowiem, że stado świń jest większe niż przed rokiem (kiedy już było za duże) o ponad 100 tys. sztuk, a liczba loch zmniejszyła się tylko o 0,2 proc. Pierwsza z tych danych wskazuje, że zamiar skupienia dodatkowo ok. 70 tys. świń problemu nie rozwiąże (zwłaszcza że przy drożyźnie zbożowej oferowana cena nie zrekompensuje kosztów). Liczba druga natomiast pokazuje, że za 10 miesięcy (cztery miesiące świńskiej ciąży plus sześć miesięcy tuczu) "świńska górka" się odnowi. Podobnie jak odnowią się deficyty kolejny raz oddłużonych szpitali. To pewne. I dzięki tej pewności dziennikarze już wiedzą, co będą pisać, a czytelnicy, co będą czytać na początku roku 2008.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















