Reklama

Tam, gdzie kończy się świat

Tam, gdzie kończy się świat

11.10.2015
Czyta się kilka minut
Andrzej Stasiuk musiał napisać „Wschód”. Ten esej jest konsekwencją jego dotychczasowej pisarskiej i życiowej drogi.
I

I nie chodzi tu nawet o to, że swego czasu napisał „Dojczland”, a teraz postanowił wyruszyć w drugą stronę. Przecież na Wschód ciągnie go od lat. Reszta, może poza warszawską Pragą, przestała go zajmować. Dzięki temu, i oczywiście dzięki literackiemu talentowi, stał się jednym z najważniejszych kronikarzy środkowoeuropejskiej rzeczywistości. Jest to tym cenniejsze, że tak rzadko gości ona w głównym nurcie literatury, zajmującym się przede wszystkim, odrzuconym przez Stasiuka jednoznacznie, Zachodem.
„Wschód” to gest pisarza – powtarzany przez niego w kolejnych książkach („Jadąc do Babadag”, „Taksim”, „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”). Gest odrzucenia tej cywilizacji, w której ludzie „Rano stoją w korku przy przejeździe. Stoją potulnie jak owce w coraz droższych samochodach”. Wyprawa do Rosji, Mongolii i Chin ciekawie koresponduje z niechęcią do kultury rosyjskiej, którą Stasiuk żywił – czemu trudno się dziwić – w młodości. Bo jednak ten Wschód w końcu autora „Opowieści galicyjskich” bezwarunkowo podbija, nawet gdy widzi przede wszystkim jego nędzę i to, czego Polska – zmierzająca ku nijakiemu Zachodowi – zdołała uniknąć. Może dzieje się tak dlatego, że w wymiarze metafizycznym jesteśmy stamtąd? Może czterdzieści pięć lat skutecznie odseparowało nas od tego lepszego, jałowego świata? A może po prostu to tak jak z Mongolią i Stasiukowym Murgobem? „Czytasz, wymawiasz na głos i jedziesz”.
Proza Stasiuka, do czego stali czytelnicy już przywykli, łączy intymność z dosadnością i zmysłowość z wyrazistością. We „Wschodzie” nic nie jest przypadkowe – wycieczki na Podlasie dzieciństwa splatają się z rzeczywistością rubieży rosyjskiego imperium, a tam, gdzie kończy się stary świat – symbolizowany przez pozostałości po Związku Radzieckim – zaczyna się lucyferyczny kosmos przyszłości. O ile Rosja przytłacza bezmiarem przestrzeni, o tyle Chiny – czyli kraj, który zdaniem Stasiuka unaocznia naszą przyszłość – to bezmiar ilości, bezmiar ludzkiej masy. Ale proza autora „Dukli” najbardziej przejmująco brzmi nie w jego historiozoficznych dociekaniach ani w filozoficznych wywodach, a w chwilach, gdy wraca do rodzinnego domu. Zdawkowe rozmowy z matką albo wyprawy nad Bug w poszukiwaniu śladów swoich bliskich i ich historii – wszystko to splata się nieuchronnie ze spustoszeniem, które XX-wieczne reżimy zostawiły tu po sobie. ©

Andrzej Stasiuk „Wschód”, Czarne, Wołowiec 2014

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]