Tam, gdzie kończy się świat

Andrzej Stasiuk musiał napisać „Wschód”. Ten esej jest konsekwencją jego dotychczasowej pisarskiej i życiowej drogi.
Czyta się kilka minut

I nie chodzi tu nawet o to, że swego czasu napisał „Dojczland”, a teraz postanowił wyruszyć w drugą stronę. Przecież na Wschód ciągnie go od lat. Reszta, może poza warszawską Pragą, przestała go zajmować. Dzięki temu, i oczywiście dzięki literackiemu talentowi, stał się jednym z najważniejszych kronikarzy środkowoeuropejskiej rzeczywistości. Jest to tym cenniejsze, że tak rzadko gości ona w głównym nurcie literatury, zajmującym się przede wszystkim, odrzuconym przez Stasiuka jednoznacznie, Zachodem.

„Wschód” to gest pisarza – powtarzany przez niego w kolejnych książkach („Jadąc do Babadag”, „Taksim”, „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach”). Gest odrzucenia tej cywilizacji, w której ludzie „Rano stoją w korku przy przejeździe. Stoją potulnie jak owce w coraz droższych samochodach”. Wyprawa do Rosji, Mongolii i Chin ciekawie koresponduje z niechęcią do kultury rosyjskiej, którą Stasiuk żywił – czemu trudno się dziwić – w młodości. Bo jednak ten Wschód w końcu autora „Opowieści galicyjskich” bezwarunkowo podbija, nawet gdy widzi przede wszystkim jego nędzę i to, czego Polska – zmierzająca ku nijakiemu Zachodowi – zdołała uniknąć. Może dzieje się tak dlatego, że w wymiarze metafizycznym jesteśmy stamtąd? Może czterdzieści pięć lat skutecznie odseparowało nas od tego lepszego, jałowego świata? A może po prostu to tak jak z Mongolią i Stasiukowym Murgobem? „Czytasz, wymawiasz na głos i jedziesz”.

Proza Stasiuka, do czego stali czytelnicy już przywykli, łączy intymność z dosadnością i zmysłowość z wyrazistością. We „Wschodzie” nic nie jest przypadkowe – wycieczki na Podlasie dzieciństwa splatają się z rzeczywistością rubieży rosyjskiego imperium, a tam, gdzie kończy się stary świat – symbolizowany przez pozostałości po Związku Radzieckim – zaczyna się lucyferyczny kosmos przyszłości. O ile Rosja przytłacza bezmiarem przestrzeni, o tyle Chiny – czyli kraj, który zdaniem Stasiuka unaocznia naszą przyszłość – to bezmiar ilości, bezmiar ludzkiej masy. Ale proza autora „Dukli” najbardziej przejmująco brzmi nie w jego historiozoficznych dociekaniach ani w filozoficznych wywodach, a w chwilach, gdy wraca do rodzinnego domu. Zdawkowe rozmowy z matką albo wyprawy nad Bug w poszukiwaniu śladów swoich bliskich i ich historii – wszystko to splata się nieuchronnie ze spustoszeniem, które XX-wieczne reżimy zostawiły tu po sobie. ©


Andrzej Stasiuk „Wschód”, Czarne, Wołowiec 2014

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2015

Artykuł pochodzi z dodatku Angelus 2015