Niedawno na łamach „Tygodnika Powszechnego” przedstawiłem portret Romana Giertycha, wyjątkowo sprawnie poruszającego się w meandrach naszej polityki. Ostatnie dni potwierdziły talent mecenasa – to zapewne on stał za wyciekiem do mediów nagrań dokonanych przez skruszonego byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości.
Ta metoda stała się jedną z najskuteczniejszych broni politycznych XXI w., a po raz pierwszy została z powodzeniem użyta przez Adama Michnika, który w lipcu 2002 r. nagrał korupcyjną propozycję Lwa Rywina.
Potem tajne rejestrowanie rozmów zaakceptowano jako ogniwo politycznej intrygi, by wspomnieć tylko słynne nagrania kelnerów, które sprawiły wielki problem PO. Wobec politycznej skuteczności tej metody mało kto jednak zastanawia się nad tym, że ich dokonywanie jest w sumie przestępstwem. I nieprzypadkowo służby państwowe mają prawo stosować ją w ściśle określonych przypadkach. Niestety, zwłaszcza w obecnej sytuacji polityczno-medialnej, w której każda bańka ma swoją narrację i jest odporna na komunikaty konkurencji, być może nie istnieje inny instrument „obiektywizowania” rzeczywistości i ujawniania tego, co naprawdę sądzą politycy. Tyle że rykoszetem dostają często przypadkowi ludzie, których dobra są potem szargane.
Byłbym za tym, by potajemne nagrywanie wiązało się z większą niż dziś odpowiedzialnością i usprawiedliwiane było tylko wyjątkowo, przy największych aferach. To może jedyny sposób, by metoda ta nie weszła do politycznej codzienności, ale była używana jedynie w sytuacjach, gdy naprawdę nie ma innego sposobu na walkę z patologią.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















