Reklama

Szosowa baśń

Szosowa baśń

19.09.2016
Czyta się kilka minut
Ech, jak się jechało po tym asfalcie. Był równy, czarny i nowy, jakby wczoraj zjechały z niego maszyny.

​Niewiarygodnie równy i nowy. Jak dar z kosmosu dla kraju Trzeciego Świata. Jak bitumiczny cud. I linie białe jak mankiety i równe niczym od ekierki.
– Ropa i gaz – powiedział Z.
– Ropa i gaz – westchnąłem.
– Widziałem Astanę na zdjęciach – dodał po chwili.
– Jak Szanghaj, ale z większą fantazją – potwierdziłem.
Nie czułem na kierownicy najlżejszej wibracji, żadnego drżenia.
– Czasami to nie jest takie złe, jak jeden człowiek rządzi krajem – powiedział bardziej do siebie niż do mnie.
– W sensie estetycznym kraj wtedy rzeczywiście nabiera wyrazu – zgodziłem się po namyśle.
– Jeśli w dodatku krajowi to odpowiada, to nie ma o czym mówić – powiedział, poprawiając swoją samolotową poduszeczkę.
– Myślisz, że ktoś w ogóle pyta kraj?
– To są tylko nasze przesądy – odpowiedział. – W Iraku też był gaz i była ropa. Zaczęły się pytania...

4739

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Panie Stasiuk, lepiej żeby Pan się nie zesrywał, bo co ja czytac będę. Jak będzie Pan na chałturze w Ruhrgebiet, to serdecznie zapraszam na skromny poczęstunek. andrzej kozak bochum

A ja sobie podumałem za to o tej Astanie. I zaraz potem o mojej wycieczce do Szkocji w czasach studenckich. Mało kto był pewnie tak nowoczesny i dostarczył światu tak wielu wynalazców jak Szkoci. Mało kto był tak oświecony czy jak kto woli zachodni. A tymczasem u McDonalda w Inverness na stołach spali pijacy, a zapach na dworcu autobusowym w Stirling wskazywał na to, że był on używany jako toaleta. A jak wreszcie podjechał tamtejszy pekaes, to zacharczał i zasyczał otwierając swoje drzwi pneumatyczne i wydając z siebie kropa w kropę te same dźwięki co Autosan H9. A jeszcze Szkoci wydawali się celebrować swoją szkocką odrębność, co przejawiała się m.in. miną typu zaraz gruchną cię w mazak, kiedy podawało im się banknot z wizerunkiem królowej. My w każdym razie, coby się dostać dalej na zachód musimy przejechać Niemcy, a to chyba utrudnia dostrzeżenie, że ci w swoim dążeniu do perfekcji są dość wyjątkowi a tak poza tym, to zachód potrafi być niemniej rozwieruchotany niż wschód. A jak go wobec tego uchwycić czy nazwać ? Może przez metaforę lotniczą. Jak twierdzą spece od lotnictwa - http://www.airspacemag.com/military-aviation/truth-about-mig-29-180952403/?page=3 - może mig 29 nie jest jakoś tam gorszy od f 16 a może i lepszy. Tyle że od jego pilota nikt nie oczekiwał zdaje się niczego innego, niż miałby być wykonawcą poleceń. Co widać też - uważam - już po sylwetkach obu maszyn.

Wobec tego cała rzecz w formie. Bo może innowacyjni byli Grecy, ale już Rzymianie ich głównie kopiowali. Ale i potem - wraz z renesansem - już Włosi wtrącili własne trzy grosze. A potem Niemcy czy inni Anglicy. Pewnie więc czas zacząć szukać własnego komentarza. Na przykład Pan Andrzej Stasiuk przestanie pisać o jakichś ludziach, co to "dumają w polu czekając na siebie" tylko weźmie się za porządnie mieszczańskich Buddenbrocków czy też Lalkę, no chyba że ...

... no chyba że chodzi tu z zupełnie coś innego. Już bowiem właśnie Wokulskiemu niby ten zachód imponował, ale koniec końców tam się nie udał, albo też i nie wiadomo co zrobił. Jakkolwiek jego subiekt widział w nim ratunek. Dokładnie rzecz biorąc w oświeconym Bonaparte. Podobnie Mickiewicz - wyrzekał na Paryż, ale i najpiękniejszą wiosnę w życiu przyniósł mu cesarz Francuzów. To chcieli w końcu a zachód czy nie chcieli ? A jak nie chcieli i jak jeździli przy tym po ojczyźnie - czy to w postaci wystawionej przez zgnuśniałą szlachtę przynęty - Łęckiej czy to prowincjonalnej awantury gdzieś w litewskich lasach - jak po łysej kobyle, to co chcieli pozytywistycznie poprawiać i co było dla nich "jak zdrowie" ?

I tu jest - uważam - pewien trop: wypada na to, że zachodni czy oświeceni jesteśmy w sprawach - nieładne słowo, ale z braku lepszego - państwowotwórczych. A jak nie jesteśmy to często tęsknimy za lepszym porządkiem. W wykładach - nomen omen paryskich - Mickiewicz twierdził w każdym razie że powodem upadku Rzeczpospolitej była postępująca zgnuśniałość ducha obywatelskiego i w to graj z Napoleonem. Jednak tak samo wypada na to - w odróżnieniu od zachodu położonego bardziej na zachód niż my - broniliśmy się jednocześnie przed poddaniem rozumowi reszty sfer ducha. I co to oznacza i co z tego wynika ? Można pomstować na zaściankowość, nie mówiąc o "zamachach w Smoleńsku". Ale tak samo można zastanowić się, że już choćby w USA teoretycznie wyparta przez rozum sfera ducha potrafi powrócić ze zdwojoną siłą pod postacią Wielkiej Stopy, Człowieka Ćmy, ufolodków w strefie 51 - rząd wie ale milczy oczywiście - czy LSD ...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]