Szlachetni zdrajcy Albionu

Dlaczego wykształceni i dobrze sytuowani Brytyjczycy stawali się w czasach zimnej wojny sowieckimi agentami?

01.07.2019

Czyta się kilka minut

Sophie Cookson jako Joan Stanley w filmie „Tajemnice Joan” / NICK WALL / BESTFILM
Sophie Cookson jako Joan Stanley w filmie „Tajemnice Joan” / NICK WALL / BESTFILM

Film „Tajemnice Joan” Trevora Nunna może wydawać się polskim widzom dość osobliwy. Nie ze względu na fabułę – luźno opartą na faktach historię młodej Angielki, pracującej nad budową brytyjskiej bomby atomowej, która decyduje się podjąć współpracę z radzieckim wywiadem. Zaskakujące z naszej perspektywy jest co innego – to, w jaki sposób film próbuje zrozumieć bohaterkę, a w pewnym sensie nawet usprawiedliwić jej wybory.

Joan nie zdradza swojego kraju i kolegów z pracy dla pieniędzy, ze strachu, chęci zemsty czy z jakichkolwiek niskich pobudek. Od początku kieruje nią szlachetny, nawet jeśli miejscami naiwny idealizm, którego racje twórcy starają się jak najuczciwiej przedstawić.

Osławiona piątka

Takie podejście do postaci radzieckiej agentki w kraju z taką historią jak nasza wydaje się naiwne i oderwane od rzeczywistości. Nie jest jednak w brytyjskiej pop- kulturze niczym nowym.

Motyw zdrajców przechodzących na radziecką stronę obecny jest w niej od dawna. Nie odegrał chyba takiej roli w kulturze żadnego innego zachodniego kraju. Był ku temu dobry powód, a nawet pięć powodów: tylu było bowiem szpiegów, kolegów z uniwersytetu z Cambridge, zrekrutowanych przez radziecki wywiad w połowie lat 30. Wszyscy pochodzili z uprzywilejowanych rodzin, otrzymali najlepszą edukację i znaleźli sobie miejsce w samym sercu kluczowych brytyjskich instytucji. Donald Maclean i Guy Burgess byli dyplomatami, tuż przed ucieczką do ZSRR pracowali w ambasadzie brytyjskiej w Waszyngtonie. Kim Philby robił błyskotliwą karierę w wywiadzie, John Cairncross w służbie cywilnej. Anthony Blunt dał się poznać jako wybitny historyk sztuki i kurator prywatnej kolekcji Windsorów.

Za każdym razem, gdy opinia publiczna poznawała tożsamość kolejnego ze szpiegów z Cambridge (pierwsi zostali zdemaskowani w 1951 r., ostatni w 1979 r.), w Wielkiej Brytanii wywiązywała się dyskusja na temat kondycji elit, bezkarności, jaką gwarantuje wysoki status społeczny, intelektualistów, potrafiących użyć całej swojej wiedzy i inteligencji do tego, by racjonalizować wybory, których obronić się nie da.

W tych dyskusjach na początku niewiele było zrozumienia dla motywacji zdrajców. Jak pisze biografka Blunta, Miranda Carter, gdy w 1951 r., w szczycie zimnej wojny, Maclean i Burgess zbiegli do Moskwy, argumenty, iż mogli działać motywowani szczerymi przekonaniami czy źle ulokowanym idealizmem, odbijały się od ściany. Związek Radziecki był zbyt przerażający, a dwójka z Cambridge zbyt uprzywilejowana, by ktokolwiek dał się przekonać takiej linii obrony. Burgess był w dodatku niekryjącym swojej orientacji i życia erotycznego homoseksualistą. Choć homoseksualizm ciągle był karalny w Wielkiej Brytanii (do 1967 r.), to osadzone w establishmencie osoby homoseksualne, zajmujące kluczowe stanowiska w najważniejszych instytucjach, mogły liczyć na dyskrecję i tolerancję. Ujawnienie Burgessa jako szpiega złamało kariery wielu homoseksualnym urzędnikom cywilnym, agentom wywiadu itp.

Gdy 12 lat później do Macleana i Burgessa dołączył w Moskwie Philby, brytyjska prasa była przede wszystkim pełna głosów o kompromitacji służb, które osobę pracującą dla obcego mocarstwa dopuściły do tak ważnych stanowisk. Wrażenie kompromitacji pogłębiał fakt, że informacje o ucieczce Philby’ego do Moskwy dotarły do opinii publicznej niecały miesiąc po dymisji Johna Profumo – ministra obrony w konserwatywnym rządzie Harolda MacMillana, który musiał odejść po tym, gdy okazało się, iż okłamał parlament na temat swoich relacji z modelką Christine Keeler. Kobieta równolegle z romansem z Profumo miała mieć bliskie relacje z urzędnikiem radzieckiej ambasady, pracującym pod przykryciem dla wywiadu ZSRR.

Gdy ostatni z „piątki z Cambridge”, Anthony Blunt, został zdemaskowany, stał się najbardziej znienawidzonym człowiekiem na Wyspach. Wściekle atakowali go thatcheryści i tabloidy. Nic dziwnego, Blunt reprezentował wszystko to, czego najbardziej nienawidziły. Był lewicowym intelektualistą, znawcą europejskiej sztuki, wytrawnym sybarytą, homoseksualistą, zdrajcą własnego kraju. Blunt do pracy na rzecz ZSRR, którą, jak twierdził, zakończył w 1945 r., przyznał się brytyjskiemu kontrwywiadowi już w 1964 r. W zamian za złożenie zeznań zagwarantowano mu immunitet i obiecano trzymać sprawę w sekrecie co najmniej przez 15 lat – nikt nie chciał kompromitującego skandalu. Służby wywiązały się z obietnicy – Blunt zachował stanowiska i honory, łącznie z tytułem szlacheckim. Premier Thatcher atakując Blunta wysyłała też komunikat: stary establishment zawiódł, zamiast dbać o interesy kraju, chronił swoich, teraz, gdy rządzę ja, to się skończy.

Subtelności zdrady

W 1974 r. John Le Carré publikuje jedną ze swoich najgłośniejszych powieści „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”. Wywiad brytyjski okazuje się w niej być zinfiltrowany przez Sowietów – w jego centrum znajduje się kret, Bill Haydon. Haydon łączy w sobie cechy Philby’ego i Burgessa. Pochodzi z uprzywilejowanej klasy społecznej, uważa się za estetę i intelektualistę, surowo sądzi brytyjskie społeczeństwo. Dla operacyjnych celów uwodzi zarówno mężczyzn, jak i kobiety.

Według Le Carrégo Haydonem kieruje lęk przed zdemaskowaniem i przyjemność, jaką czerpie z tego, że przez tak długi czas jest w stanie wszystkich oszukiwać. By utrzymać swój sekret, gotów jest absolutnie na wszystko. Dla Le Carrégo jest on – podobnie jak cała „piątka z Cambridge” – symptomem przegnicia brytyjskiego establishmentu. Fakt, że ktoś taki o mały włos nie został szefem brytyjskiego wywiadu, urasta w „Druciarzu...” do miary klęski całego pokolenia, które wchodziło w dorosłość przekonane, że tak jak ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie, będzie rządzić globalnym imperium. Zdemaskowanie Haydona potwierdza, że imperium nie istnieje, a powojenna Wielka Brytania z głównego aktora na globalnej szachownicy zmienia się w pionka, rozgrywanego przez wielkie mocarstwa.

Szpiedzy z Cambridge zainspirowali także dramaturga Alana Bennetta. W latach 80. poświęcił im dwie sztuki teatralne: „An Englishman Abroad” oraz „Question of Attribution” – obie przeniesione na telewizyjny ekran przez Johna Schlesingera. Pierwszy film rozgrywa się w 1957 r. w Moskwie. Australijsko-brytyjska aktorka na gościnnych występach z teatralną grupą wystawiającą Szekspira w stolicy ZSRR zostaje zaczepiona w garderobie przez czarującego Anglika. Mężczyzna jest fascynujący, niezwykle uprzejmy, całkowicie skupia na sobie uwagę kobiety. Okazuje się nim być Guy Burgess – cała ofensywa uroku i dowcipu ma skłonić kobietę, by w Londynie zamówiła dla niego porządny garnitur u brytyjskiego krawca – te radzieckie nie pasują wyrafinowanemu elegantowi. Anegdota oparta jest na prawdziwym zdarzeniu. Bennett wydobywa cały ludzki tragikomizm Burgessa, pyta o to, czemu nawet zdemaskowany i zdyskredytowany szpieg ciągle nas uwodzi i fascynuje.

Jeszcze dalej w próbie zrozumienia Burgessa idzie oparty na sztuce Juliana Mitchella film „Inny kraj” (1984). Wzorowanego na Burgessie bohatera, Guya Bennetta, poznajemy jako ucznia ostatnich klas angielskiej szkoły z internatem. Szkoła jest piekłem konformizmu, przemocy, zinstytucjonalizowanej homo- fobii. Akcja zawiązuje się od samobójstwa młodego chłopca, którego nauczyciel nakrył w sytuacji intymnej z kolegą. Bennett odkrywa stopniowo, że ze swoją orientacją nigdy nie znajdzie dla siebie miejsca w brytyjskim społeczeństwie, że zawsze będzie naznaczony potencjalnie rujnującą życie tajemnicą. To odkrycie łączy się z polityczną radykalizacją w lewicowym duchu – jest początek lat 30., na świecie trwa wielki kryzys, nie trzeba być fanem ZSRR, by stwierdzić, że coś w kapitalizmie nie działa.


Czytaj także: Jakub Majmurek: Pośmiertne życie zimnej wojny


„Question of Attribution”, uważane za najlepszy tekst z lat 80. o „piątce z Cambridge”, skupia się z kolei na postaci Blunta. Alan Bennett portretuje świat brytyjskiego wywiadu, a właściwie całego establishmentu, podobnie jak Le Carré. Nikt w nim nie jest tym, za kogo się podaje, każdy ma swoje sekrety i skomplikowane lojalności. Ostatecznie, jak sugeruje autor, Blunt, choć niewątpliwie winny szpiegostwa, mógł stać się kozłem ofiarnym, poświęconym przez brytyjski establishment, by uniknąć ujawnienia znacznie bardziej kompromitujących tajemnic.

Ani Moskwa, ani Waszygnton

Koniec zimnej wojny nie przerwał zainteresowania „piątką z Cambridge”. Fakt, iż Związek Radziecki przestał być zagrożeniem dla Wielkiej Brytanii, ułatwiał usprawiedliwianie ich wyboru. Najdalej idzie w tym serial BBC z 2003 r.: „Szpiedzy z Cambridge”, napisany przez Petera Moffata. Moffat przedstawia piątkę jako grono szlachetnych idealistów, którzy decydują się współpracować z Moskwą, widząc, jak brytyjska demokracja jest bezradna nie tylko wobec wielkiego kryzysu, ale także wzrostu faszyzmu w Europie.

W centrum narracji Moffata stoją Burgess i Philby. W pierwszej scenie, w której ich poznajemy, stają w obronie żydowskiej koleżanki z uczelni, antysemicko atakowanej przez młodego, arystokratycznie wyglądającego studenta. Chwilę później Burgess pomaga kelnerom ze swojego college’u zorganizować strajk w obronie wyższych pensji – oba te wydarzenia są fikcyjne, mają za zadanie zbudować naszą sympatię do przyszłych szpiegów. Po pierwszym odcinku serialu ma się wrażenie, że w Cambridge na początku lat 30. każdy, kto miał minimum rozumu i przyzwoitości, musiał być komunistą.

To samo Cambridge lat 30. staje się miejscem radykalizacji tytułowej bohaterki „Tajemnic Joan”. Melita Norwood, postać, na której wzorowana była Joan, studiowała co prawda w Southampton – ale przeniesienie akcji do Cambridge pozwala wpisać jej historię w mit osławionej piątki. Joan, w przeciwieństwie do bohaterów „Szpiegów z Cambridge”, szybko rozczarowuje się do komunizmu. Nie jest w stanie zaakceptować pokazowych procesów i terroru ery Stalina. Na zdradę swojego kraju decyduje się dopiero po Hiroszimie i Nagasaki – wierzy, że tylko równowaga sił między mocarstwami uchroni świat przed globalną wojną nuklearną. Ostatecznie zdradę Joan usprawiedliwiać ma nie zafascynowanie ideologią komunistyczną, ale ogólnie pojęty humanitaryzm i ­pacyfizm. Taka linia obrony brzmi średnio przekonująco. Łatwiej uwierzyć w ­ideologiczne uwiedzenie polityczną religią z Moskwy „piątki z Cambridge” niż dość pokrętnemu pacyfizmowi Joan. Zwłaszcza w regionie, nad którym – także dzięki równowadze atomowej – ZSRR utrzymywał władzę przez blisko pół wieku.

Joan jest poniekąd odwrotnością bohaterki dostępnego na Netfliksie serialu „Zdrajcy”, Feef Symmonds (rewelacyjna Emma Appleton). Feef jest szkolona na agentkę wywiadu w czasie wojny, zanim jednak wyruszy na pierwszą misję, wojna się kończy. Podejmuje pracę w służbie cywilnej. Rekrutuje ją amerykański wywiad, przekonany, że w sercu brytyjskiej administracji Sowieci umieścili kreta. Feef też zdradza swój kraj, tylko dla drugiej strony zimnej wojny niż Joan.

Szpiegowska gra po obu stronach żelaznej kurtyny okazuje się podobnie brudna. Twórcom serialu udaje się pokazać powody, dla których po jednej i drugiej stronie najlepsze jednostki gotowe są do zdrady, przekonane, że działają w imię najbardziej szlachetnych ideałów. W atrakcyjnej formule szpiegowskiego thrillera „Zdrajcy” oferują odczarowane spojrzenie na początki zimnej wojny, zaglądają za brudne kulisy tego, co dzieje się obok wielkiego ideologicznego sporu między „ojczyzną światowego proletariatu” a „wolnym światem”.

Jednocześnie serial nie popada w zupełny cynizm. Widzimy wielką zmianę społeczną, jaka w Wielkiej Brytanii dokonuje się za sprawą laburzystowskiego rządu Clementa Attlee (1945-51). Wbrew zapatrzonym w Moskwę komunistycznym intelektualistom, demokracja bez konieczności rewolucji w stylu radzieckim okazuje się zdolna do bardzo głębokiej reformy i rozwiązania szeregu problemów społecznych; wbrew szermierzom zimnej wojny socjaldemokratyczne reformy nie oznaczają początku drogi do bolszewickiej Brytanii.

Chciałbym kiedyś zobaczyć na dużym lub małym ekranie odpowiedź na pytanie, dlaczego zaledwie dekadę wcześniej bez wątpienia wybitnie inteligentni, idealistyczni młodzi ludzie z Cambridge nie widzieli albo zdecydowali się nie widzieć drogi, jaką po wojnie zaoferować była w stanie socjaldemokracja, a dali się uwieść tej, którą proponowała Moskwa, ignorując wszystkie sygnały, dokąd prowadzi. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2019