Reklama

Szlachetni zdrajcy Albionu

Szlachetni zdrajcy Albionu

01.07.2019
Czyta się kilka minut
Dlaczego wykształceni i dobrze sytuowani Brytyjczycy stawali się w czasach zimnej wojny sowieckimi agentami?
Sophie Cookson jako Joan Stanley w filmie „Tajemnice Joan” NICK WALL / BESTFILM
F

Film „Tajemnice Joan” Trevora Nunna może wydawać się polskim widzom dość osobliwy. Nie ze względu na fabułę – luźno opartą na faktach historię młodej Angielki, pracującej nad budową brytyjskiej bomby atomowej, która decyduje się podjąć współpracę z radzieckim wywiadem. Zaskakujące z naszej perspektywy jest co innego – to, w jaki sposób film próbuje zrozumieć bohaterkę, a w pewnym sensie nawet usprawiedliwić jej wybory.

Joan nie zdradza swojego kraju i kolegów z pracy dla pieniędzy, ze strachu, chęci zemsty czy z jakichkolwiek niskich pobudek. Od początku kieruje nią szlachetny, nawet jeśli miejscami naiwny idealizm, którego racje twórcy starają się jak najuczciwiej przedstawić.

Osławiona piątka

Takie podejście do postaci radzieckiej agentki w kraju z taką historią jak nasza wydaje się naiwne i oderwane od rzeczywistości. Nie jest jednak w brytyjskiej pop-...

13032

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Anthony Blunt wykazywał duze podobieństwo do Edwarda VIII i Jerzego VI. Krążyły więc plotki, ze należał do rodziny królewskiej jako syn króla Jerzego V z nieprawego łoza. Rodzina królewska zaś miała w swoich szeregach innych podejrzanych osobników. Jednym z nich był książę Windsoru przejawiający sympatie prohitlerowskie, innym - Jerzy, książę Kentu, który był podejrzewany o to samo i zginął w tajemniczej katastrofie lotniczej w czasie wojny. Tu z kolei krążyły plotki, ze w ten sposób pozbył się go Churchill, jak wcześniej odsunął od tronu Edwarda VIII. Trzeba przyznać, ze choć wielu Anglików wykazywało i wykazuje absolutną głupotę polityczną i brak wyobraźni, inni Anglicy potrafią ich neutralizować dla dobra kraju w sposób szybki i bez skrupułów. Nie wszyscy oczywiście, o czym swiadczy bezkarność sir Anthony,ego az do lat 70. Co do zasadnego pytania Autora zadanego w ostatnim zdaniu - mam swoją teorie na ten temat. Teoria jest oczywiście na wyrost:))) Czasem mam wrazenie, ze przeintelektualizowanie z jednej strony i poczucie własnej wyższości i bezkarnosci z drugiej popycha takich osobników do zadań niebezpiecznych i wynaturzonych na podobieństwo bohaterów Dostojewskiego eksperymentujących z etyką.

Jeśli mowa o hitlerowskich sympatiach części brytyjskiej arystokracji, to równie jak sympatie sowieckie świadczyły one o zaniku takiego poczucia moralności, jakie i my byśmy mogli podzielać, ale w przeciwieństwie do tych ostatnich niekoniecznie były oznaką politycznej głupoty (czasem, to prawda, idącej w parze z intelektualnym wyrafinowaniem, jak np. u Sartre'a i innych tuzów francuskiego życia umysłowego). Hitler i jego otoczenie prawdopodobnie w dobrej wierze poszukiwali dróg uładzenia się, a nawet zawarcia sojuszu z Anglią. Nie zamierzali nawet pozbawiać Anglików imperium, a jedynie "sprawiedliwiej" podzielić świat pomiędzy bratnie, germańskie narody. Führer był ponoć szczerze rozgoryczony "zdradą" Albionu, który głównie dzięki Churchillowi ostatecznie dokonał właśnie moralnego, a nie pragmatycznego wyboru. Co prawda Winston pewnie podpisałby się pod zdaniem Temple'a "Anglia nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, ma tylko wieczne interesy", ale dodałby "i wieczne zasady, ważniejsze nawet od interesów". Nie miejmy tylko złudzeń, że wśród tych zasad jest jakaś specjalna troska o Polskę i Polaków.

Pakt Wielkiej Brytanii z Polską w 1939 wbrew wszystkim, którzy zarzucali potem Brytyjczykom niewywiązanie się z zobowiązań udzielenia pomocy zaatakowanej Polsce, niestety, ale nie zobowiązywał Brytyjczyków do udzielenia pomocy natychmiast, a jedynie w terminie możliwym. I z tego UK się wywiązało wypowiadając wojnę Niemcom, a następnie decydując się wojnę prowadzić mimo klęski Francji. No i przez następne cztery lata prowadziło walkę samotną na kilku frontach. Mam tu na myśli nie tylko bitwę o Anglię i walki w Afryce, ale tez akcje wywiadowcze i dywersyjne prowadzone przez MI6 - SIS i SOE w Belgii, Francji, Włoszech, Grecji, Jugosławii, Norwegii, Czechosłowacji i w samych Niemczech. Wiele tam było zresztą fuszerki, ale niech tam... Powiedzenie o wiecznych interesach brytyjskich pasuje natomiast jak ulał do miotania się dyplomacji brytyjskiej w 1914, kiedy sekretarz stanu lord Grey tak bardzo nie chciał dopuścić do wojny, w której musiałby stanąć po stronie koalicji Francji i Rosji, a czego tak bardzo nie chciał zrobić, więc mediował i mediował.... Nie chciało tez tego brytyjskie społeczeństwo, choć nie zabrakło ochotników do walki na Kontynencie. Co do zainteresowania Polską - do I wojny interesy brytyjskie nie sięgały poza Ren. Potem ta granica się przesunęła, ale tylko po to, by pilnować, aby zachodnia granica Polski nie sięgała zbyt daleko na zachód:)))

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]