Reklama

Szczyt wielu zagadnień

Szczyt wielu zagadnień

11.03.2017
Czyta się kilka minut
„Nigdy nie zgodzimy się na to, żeby mówić o Europie kilku prędkości” – powiedziała premier Beata Szydło na koniec szczytu Unii Europejskiej.
Fot: Thierry Monasse/REPORTER
C

Czwartkowe obrady szefów państw i rządów zakończyły się kilkanaście minut po północy. I nie było to zakończenie spokojne. Odmowa przyjęcia konkluzji szczytu przez premier polskiego rządu zaowocowała ostrą wymianą zdań między nią a przywódcami kilku państw unijnych.

Jak relacjonowali europejscy dyplomaci, na zakończenie szczytu przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zapytał o konkluzje. Beata Szydło powiedziała, że ich nie poprze. Do dyskusji włączył się wtedy premier Belgii Charles Michael, który skrytykował przenoszenie sporów wewnętrznych na forum Unii Europejskiej, a zaistniałą sytuację miał określić jako „dziecinne podejście”. Polska premier tłumaczyła wtedy, że odwołuje się do podstawowych zasad, które powinny obwiązywać w UE. Na to głos zabrał prezydent Francji Francois Hollande, który – według relacji unijnych dyplomatów – miał powiedzieć: „Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne”.


Przeczytaj pierwszą korespondencję Eweliny Burdy z Brukseli - Tuż przed szczytem mało kto w Brukseli miał wątpliwości, czy Donald Tusk zostanie szefem Rady Europejskiej na kolejną kadencję. Wszystkich zastawiało raczej to, jak zachowa się premier polskiego rządu - Przeciw była tylko Polska


Jak podają różne europejskie źródła, Beata Szydło mówiła także, że Polska jest niesłuchana w Unii Europejskiej, na co Angela Merkel miała oświadczyć, że gdyby Polska nie była wysłuchiwana, to od 11 lat nie byłoby konkluzji ze szczytu. Kanclerz Niemiec miała także zaapelować, ażeby Beata Szydło nie powtarzała nieustannie tego samego i by polski rząd zaprzestał antyniemieckich ataków.

– Była wymiana zdań, ja nie chcę jej komentować, to nieelegancko, i tym się różnimy od szefów państw europejskich. Powiedziałem, że Polska ma zasady, z których nigdy nie zrezygnuje. Widocznie niektórzy politycy w Europie uważają, że za pieniądze można kupić wszystko – mówiła Beata Szydło na zwołanej już po zakończeniu wszystkich obrad konferencji prasowej. Jednak bardziej szczegółowo odniosła się do słów Francoisa Hollanda:

– Jakbym miała poważnie traktować szantaże prezydenta, który ma 4 proc. poparcia w sondażach, i już niedługo nie będzie prezydentem, to nie wiem… Może to brzmi w tej chwili mało elegancko, ale odpowiadam na mało eleganckie sformułowania – powiedziała dosadnie.

Donald Tusk na wspólnej konferencji swojej i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claud’a Junckera, także odniósł się do czwartkowego wieczoru: – Dyskusja pod koniec dnia była rzeczywiście ostra, ale m.in. dlatego spotykamy się w zamkniętym gronie, żeby nie powtarzać szczególnie takich mocnych opinii.

Beata Szydło tak tłumaczyła dziennikarzom powód ostrej dyskusji: – Uważano, że konkluzje powinny być przyjęte, więc pojawiły się próby przekonywania mnie, ale ja od początku mówiłam bardzo jasno [o stanowisku Polski, red.].

– Jeżeli politycy w Unii Europejskiej będą uważali, że można szantażować państwa, mówiąc o tym, że ktoś nie dostanie pieniędzy na jakieś projekty, to UE ma przed sobą fatalną perspektywę – stwierdziła polska premier. – Nie może być też tak, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają cały czas być traktowane na tej zasadzie, że mamy okazywać wdzięczność za to, że jesteśmy członkiem UE.

Konkluzje ze szczytu są czy ich nie ma?

Jak zakładają unijne procedury, jeśli dany kraj, tak jak w czwartek Polska, odmówi przyjęcia wniosków końcowych, istnieją inne możliwości ich formalnego ogłoszenia. Tak stało się tym razem: wnioski ze szczytu zostały przejęte jako „Konkluzje przewodniczącego Rady Europejskiej”, poparte przez 27 państw członkowskich. Bez Polski. Unijni dyplomaci zaznaczali już w czwartek, że taki krok nie ma znaczenia w kontekście legalności reelekcji Donalda Tuska – decyzja w sprawie wyboru przewodniczącego RE jest podejmowana przez przywódców większością kwalifikowaną. Z kolei same konkluzje ze szczytu są wytyczną polityczną, a nie aktem prawnym.

– Nie ma żadnych formalnych, prawnych możliwości blokowania decyzji, jakie podjęła wczoraj Rada Europejska – mówił w piątek Donald Tusk

Na swojej konferencji prasowej Beata Szydło nie chciała odpowiedzieć jednoznacznie na pytania, o podejście polskiego rządu do ważność szczytu i przyjętych „Konkluzje przewodniczącego RE”, choć dziennikarze pytali ją o to wielokrotnie.

– Jeżeli Polska, jedno z państw członkowskich, nie przyjmuje konkluzji ze szczytu to znaczy, że tych konkluzji nie ma – tłumaczyła.

– W ogóle czy według Polski, pani premier? – pytał dziennikarz.

– Według traktatu, panie redaktorze. Według traktatu.

O czym dyskutowano, co ustalono

„Konkluzje przewodniczącego Rady Europejskiej” na oficjalnej stronie RE opublikowano na kwadrans przed pierwszą w nocy z czwartku na piątek. Na wstępie tego sześciostronicowego, w większości bardzo ogólnego dokumentu, czytamy:

„Rada Europejska omówiła załączony dokument. Poparło go 27 członków Rady Europejskiej, jednak nie udało się osiągnąć konsensusu w jego sprawie z przyczyn niezwiązanych z treścią samego dokumentu. Odniesień do Rady Europejskiej w załączonym dokumencie nie należy odczytywać jako oznaczających jego formalne zatwierdzenie przez Radę Europejską działającą jako instytucja”.

Dokument omawia krótko wszystkie dyskutowane w czwartek punkty. Pojawiają się w nim następujące akapity: I. Zatrudnienie, wzrost gospodarczy i konkurencyjność, II. Bezpieczeństwo i obrona, III. Migracja, IV. Bałkany Zachodnie oraz V. Inne punkty.

W punkcie pierwszym konkluzji RE wskazuje, aby „kontynuować reformy strukturalne na rzecz modernizacji naszych gospodarek”, pojawia się informacja o tym, iż RE „z zadowoleniem przyjmuje pozytywny wynik głosowania w Parlamencie Europejskim nad kompleksową umową gospodarczo-handlową UE–Kanada (CETA)”.

We fragmencie dotyczącym bezpieczeństwa czytamy, że RE „pragnie podtrzymania i wzmocnienia dynamiki zainicjowanej w jej konkluzjach z grudnia 2016 r. dotyczących bezpieczeństwa zewnętrznego i obrony”. Zwrócono tu także uwagę na aktualną sytuację międzynarodową, w obliczu której „Europa musi uczynić więcej, by chronić swoich obywateli i przyczynić się do zapewnienia pokoju i stabilności w swoim sąsiedztwie i poza nim”.

Rada Europejska w akapicie dotyczącym migracji wzywa „do dalszych wysiłków na rzecz szybkiej realizacji wszystkich aspektów kompleksowej polityki migracyjnej odpornej na przyszłe kryzysy, w tym w celu osiągnięcia konsensusu w sprawie polityki azylowej UE [która przewidującej m.in. obowiązkową relokację uchodźców, przyp. red.] w trakcie obecnej prezydencji [którą sprawuje Malta, a która dobiega końca w czerwcu, przyp. red.]”.

Na temat Bałkanów Zachodnich w konkluzjach czytamy, że „Rada Europejska omówiła niestabilną sytuację w tym regionie, którą będzie na bieżąco monitorować”.

W ostatniej, piątej części dokumentu odnotowano krótko punkty, które także zostały podniesione na szczycie: kwestię ustanowienia Prokuratury Europejskiej oraz wybór przewodniczącego rady Europejskiej.

Polska premier do kwestii reelekcji Donalda Tuska na piątkowej konferencji wracała kilkukrotnie:
– Wszyscy przywódcy, którzy brali wczoraj udział w wyborze przewodniczącego RE, mają poczucie, że coś jest nie tak, i [poczucie, red.] tego że nie dopełnili tych zasad, które powinny nas łączyć. Wczorajszy dzień poprzez takie zachowanie szefów był pogłębieniem podziałów w UE i oni doskonale o tym wiedzą. Jeżeli mamy wyciągać wnioski z problemów, które ma Unia Europejska, to trzeba również wyciągnąć wniosek z wczorajszych wyborów – mówiła.

Polska premier zwróciła uwagę, że dobrze się stało, iż podczas szczytu przywódcy państw zgodzili się jeszcze w tym roku powrócić do tematu „procesu, kryteriów i zasad równowagi potrzebnych w przypadku mianowań urzędników wysokiego szczebla w przyszłym cyklu instytucjonalnym”, choć żałowała, że stało się to tak późno.

– Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tą kluczową zasadą musi być desygnacja z państwa pochodzenia kandydata na dane stanowisko – mówiła stanowczo.

Jednak na kolejne pytania dziennikarzy o to, czy polski rząd będzie kwestionował legalność wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego RE, nie chciała odpowiadać.

– Czas zakończyć ten temat – podkreślała w piątek Beata Szydło. – Koncentrowanie się tylko i wyłącznie na wyborze odwraca uwagę od tego, co jest najistotniejsze, a dziś jest to reforma Unii Europejskiej i o tym dziś rozmawialiśmy. Teraz trzeba myśleć o Rzymie.

Dokument nie tylko jubileuszowy

O Rzymie, czyli o spotkaniu z okazji obchodów 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich, która przypada na 25 marca. Piątkowe obrady w Brukseli, w których uczestniczyło 27 państw członkowskich (bez Wielkiej Brytanii), nie były już oficjalnym szczytem, a nieformalnym spotkaniem Rady Europejskiej. Dyskutowano na temat przyszłości Unii Europejskiej i deklaracji, którą te państwa członkowskie przyjmą w Rzymie i która ma wytyczyć rozwoju kierunek dla Unii w nadchodzącej dekadzie.

Plan spotkania nie przewidywał przyjęcie projektu deklaracji rzymskiej – ma ona zostać wypracowana przez dyplomatów z państw członkowskich tuż przed spotkaniem w stolicy Włoch.

Beata Szydło na konferencji prasowej podkreślała, że należy przygotować taki tekst deklaracji, który zaakceptują wszystkie państwa.

– Nie będzie to łatwe. Dzisiejsza dyskusja również pokazała, że spojrzenie na UE jest bardzo różne, w zależności od tego, w której części Europy mieszkają przywódcy, to o tych problemach przede wszystkim mówią. Ale jest i dobra wiadomość, ponieważ wszyscy wyrażają wolę i chęć, ażeby taki wspólny dokument podpisać.

– Deklaracja rzymska będzie miał sens, gdy nie będzie okolicznościowym, jubileuszowym dokumentem, ale kiedy przede wszystkim będzie dokumentem, pokazującym przyszłość UE, pokazującym konkretne rozwiązania, i gdy będzie ona podpisana przez wszystkich. Wtedy jest możliwość, że UE będzie miała szansę na wyjście z kryzysów – mówiła polska premier do zgromadzonych na sali dziennikarzy.

Wymieniała także nieprzekraczalne dla Polski kwestii, które muszą znaleźć się w tym dokumencie. Mówiła o postawieniu rządów i parlamentów narodowych w centrum projektu europejskiego, rozwijaniu jednolitego rynku, bezpieczeństwie wewnętrznym i zewnętrznym oraz o równowadze między państwami strefy Euro i tymi, które do niej nie należą. Beata Szydło podkreślała także, że „ochrona pracy i polityka społeczna nie powinna być przedmiotem jakiejkolwiek harmonizacji”.

Wiele prędkości co z nimi?

Na kończących szczyt konferencjach temat Unii wielu prędkości przewijał się wielokrotnie. Koncepcja, przedstawiona przez Komisję Europejską w tzw. białej księdze, jako jedna z opcji dotyczącej przyszłości UE, przewiduje zróżnicowanie tempa integracji poszczególnych krajów wspólnoty oraz możliwość zacieśniania współpracy między poszczególnymi grupami w ramach różnych dziedzin, a która została

– Idea Unii Europejskiej o wielu prędkościach nie zmierza do podzielenia kontynentu nową żelazną kurtyną – zapewniał przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. – Zauważyłem, nie bez zaskoczenia, że jest to postrzegane przez pewnych kolegów jako wprowadzenie nowej linii podziału, jak nowa żelazna kurtyna między Wschodem a Zachodem. Nie taki jest zamiar – podkreślał.

O koncepcji stanowczo wypowiadała się premier polskiego rządu:– Nigdy nie zgodzimy się na to, żeby mówić o Europie kilku prędkość. Nie zgodzimy się na to, żeby nie było równych szans dla wszystkich państw członkowskich, równych reguł gry.

– Każdy zapis, który będzie różnicował tempo, zasady, kierunki rozwoju, będzie dopuszczał budowanie elitarnych klubów wewnątrz Unii Europejskiej, będzie de facto prowadził do Europy kilku prędkości, do rozbicia UE. Unia Europejska dzisiaj musi mówić o jedności. To jest warunek, który stawia Polska – mówiła Beata Szydło.

Ewelina Burda, Bruksela

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, redaktorka wydania internetowego „Tygodnika Powszechnego”. Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Laureatka IV edycji Stypendium im. Leopolda Ungera dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

naprawdę tak powiedziała? A pani napisała?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]