Święty kot

Dużo wciąż słychać śmichów-chichów z powodu powołania przez premiera Jarosława Kaczyńskiego premiera rządu technicznego.
Czyta się kilka minut

Premier rządu technicznego natychmiast stał się obiektem wielu przykrych żartów z jednej strony i adoracji z drugiej. Są też inne konsekwencje tej nominacji. Świat celebrytów, czyli ludzi znanych z tego, że są znani, wzbogacił się o nowego człowieka, startującego w nieco innej dyscyplinie. Dotychczas bycie politykiem było raczej balansowaniem. Wielu z polityków stawało się znanych z powodów szalenie błahych, głównie z okazji nadmiernego napicia się, spocenia w meleksie, artykułowania propozycji z kosmosu, rozdziania w miejscu publicznym, nadwyrężenia przepisów prawa karnego bądź operowania polszczyzną nizin na cmentarzach. Jeżeli próbowaliśmy sobie przypomnieć, skąd jakiegoś polityka znamy, okazywało się na ogół, że kojarzymy go dokładnie z tych samych powodów, dla których podziwiamy wielu rasowych celebrytów – z powodu obnażeń branych zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Tymczasem w nominowaniu premiera rządu technicznego znajdujemy nowość z innej bajki. Oto nie jest on politykiem ani szołmenem, ale dzięki polityce stał się celebrytą. Został tu wykorzystany gigantyczny potencjał niebycia w drodze do stania się sławnym z powodów absolutnie niejasnych. To nowość w naszym przemyśle, nie tyle nienawiści, co rozrywki, którą staje się polityka.

Premier rządu technicznego nic nie musi. To znaczy: nie musi rządzić, nie musi mieć ministrów, nie musi interesować się wichurami, powodziami ani zapadającymi się ulicami w stolicy. Ze spraw międzynarodowych jedyną dlań istotną jest przegrana Micheila Saakaszwilego w Gruzji. O kryzysie światowym ma do powiedzenia mniej więcej tyle, co każdy z nas, bowiem jako premier celebryta musi być z ludem i jego opiniami. Jest to, jednym słowem, sytuacja wspaniała i kusząca, która niechybnie znajdzie naśladowców.

Pierwszym symptomem, że mamy do czynienia z tak opisanym zjawiskiem, i z celebrytą nowego rodzaju, jest informacja portalu wPolityce.pl, że premier rządu technicznego ma kota, a ściślej kotkę. Stało się. Reporterzy tego medium, mający na co dzień w największej pogardzie dziennikarstwo słusznie skądinąd nazywane brukowym, pękli. Ci arcypoważni dziennikarze, którzy sfery prywatne opukują o tyle, o ile kogoś nie lubią bądź uznają za tajnego współpracownika policji ancien regime’u, ujawnili w swym poczytnym magazynie ów prywatny detal, podając go w wodzie zdatnej do kąpieli niemowlęcia – pod nadtytułem „Obgadujemy”. To tylko pozornie zaskakujące. Gdy się zastanowić, wszystko jest proste. Premier celebryta został przecież mianowany przez jakby nadpremiera. Ów piastuje nieustająco swój urząd i ma powszechnie znaną słabość do kotów. Kot jest w tych sferach jedynym nigdy nie zużytym zmiękczaczem wizerunku, jest więc zwierzęciem świętym. Nie da się być premierem bez kota, kot jest nowym znakiem ciągłości władzy w Polsce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2012