Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niepokonani marzyciele

Niepokonani marzyciele

w cyklu STRONA ŚWIATA
30.11.2018
Czyta się kilka minut
Bidzina Iwaniszwili, najbogatszy z Gruzinów, i jego partia „Gruzińskie marzenie”, rządzący od sześciu lat w Tbilisi, wygrali kolejne wybory. Nowym prezydentem kraju została wspierana przez nich Salome Zurabiszwili, pierwsza w Gruzji kobieta, która objęła tak wysokie stanowisko.
Tbilisi na dzień przed drugą turą wyborów prezydenckich. Na plakacie Salome Zurabiszwili. 27 listopada 2018 r. / FOT. VANO SHLAMOV/AFP/East News
Tbilisi na dzień przed drugą turą wyborów prezydenckich. Na plakacie Salome Zurabiszwili. 27 listopada 2018 r. / FOT. VANO SHLAMOV/AFP/East News
W

W wyborczej dogrywce – pierwsze starcie, które miało miejsce przed miesiącem, zakończyło się remisem – Zurabiszwili pokonała kandydata opozycji Grigola Waszadzego 60-40. Choć oficjalnie startowała jako kandydatka niezależna i nie tylko bezpartyjna, ale mieniąca się przeciwniczką partii politycznych i partyjnej demokracji, zwycięstwo zawdzięcza rządzącym „marzycielom”, a zwłaszcza ich szefowi, Iwaniszwilemu.

Bogacz zdaje się nie przepadać ani za partiami politycznymi, ani państwowymi stanowiskami, nawet tymi najwyższej rangi. Polityką zajął się tylko w jednym celu – żeby odsunąć od władzy poprzedniego przywódcę kraju, Micheila Saakaszwilego, prezydenta z lat 2004-2013. Iwaniszwili uważał go za niebezpiecznego autokratę i szaleńca. Nie szczędząc pieniędzy, których nigdy mu nie brakowało, Iwaniszwili przekupił chronicznie skłóconych przywódców niezliczonych gruzińskich partii opozycyjnych i stworzył z niech ruch „Gruzińskie marzenie”, który poprowadził do wyborów parlamentarnych w 2012 roku. Wygrał je niwecząc plany Saakaszwilego, który po 2013 roku, gdy upływała jego druga i ostatnia, dozwolona konstytucją prezydencka kadencja, zamierzał panować dalej, ale jako już jako premier. Zamiast niego premierem został Iwaniszwili, a jego „marzyciele” wygrali rok później wybory prezydenckie. Odtąd zwyciężają też we wszystkich wyborach – parlamentarnych w 2016 roku, samorządowych w 2013 roku i kolejnych w 2017 r. Zwycięstwo w tegorocznej, jesiennej elekcji prezydenckiej przyszło im najtrudniej.

Z tylnego fotela

Po raz pierwszy od 1991 roku, gdy po rozpadzie Związku Radzieckiego Gruzja odzyskała niepodległość, do wyboru prezydenta potrzebna była dogrywka. We wszystkich poprzednich, z dużą przewagą, wygrywali faworyci. Iwaniszwili musiał to przeczuwać. Po sześciu latach rządów „marzycieli”, Gruzini są nimi coraz bardziej zmęczeni i rozczarowani. Zanosiło się, że prezydenckie wybory staną się swoistym plebiscytem popularności zarówno partii rządzącej, jak i opozycji. Przed wyznaczonymi na 2020 rok wyborami parlamentarnymi „marzyciele” nie mogli sobie pozwolić na przegraną, która odebrałaby im nimb niepokonanych i niezastąpionych, mogłaby stać początkiem ich politycznego zmierzchu. Dlatego nie słuchając doradców i politycznych druhów, sam postanowił, że „marzyciele” nie wystawią w wyborach własnego kandydata, lecz poprą bezpartyjną i niezależną Salome Zurabiszwili. Gdyby wygrała, jej zwycięstwo przypisaliby sobie. Gdyby przegrała – spróbowaliby się od niej odciąć i ją samą obarczyliby winą za porażkę.


STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o  tych częściach świata, którae rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty w cyklu są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Pierwsza, remisowa tura wyborów była prestiżową porażką Iwaniszwilego. Na tyle bolesną i niebezpieczną, że przed dogrywką ogłosił, że wraca do polityki. Formalnie wycofał się z niej w 2013 roku gdy po odsunięciu Saakaszwilego od władzy, złożył posadę premiera, którą sprawował przez dwanaście miesięcy. Wciąż pozostawał w Gruzji panem i władcą, ale już tylko jako prezes i dobrodziej rządzącej partii „marzycieli”. Kierował państwem „z tylnego fotela”, jak najbardziej lubił, mając całą władzę i nie ponosząc żadnej odpowiedzialności.

Przed prezydencką dogrywką można było odnieść wrażenie, że to nie pani Salome czy jej rywal Waszadze, ale sam Iwaniszwili ubiega się o stanowiska szefa gruzińskiego państwa. Zurabiszwili, popełniająca gafę za gafą, zniknęła. Zamiast niej na wiecach występował Iwaniszwili i to jego portretami oblepiono ulice i place gruzińskich miast.

 Zwyciężył raz jeszcze, ale najnowsza wygrana przyszła mu najtrudniej, co marnie rokuje przed wyborami parlamentarnymi, rozstrzygających kwestie władzy w Tbilisi (zgodnie z poprawioną w zeszłym roku konstytucją, Gruzja z republiki prezydenckiej stała się parlamentarno-gabinetową, w której prezydent tylko panuje, rządzi zaś premier).

Zakładnicy samców alfa

Jedyną pociechą dla Iwaniszwilego może być fakt, że kandydat opozycji Grigol Waszadze radził sobie znakomicie dopóki jego polityczny mecenas, Saakaszwili, pozostawał w cieniu. Przed drugą turą, pewny zwycięstwa swojego faworyta, znany z porywczości i spragniony zemsty Saakaszwili nie wytrzymał i z Holandii (w Gruzji, a także na Ukrainie, dokąd wyjechał po złożeniu prezydentury, ścigany jest listami gończymi) zaczął znów wymyślać i wygrażać Iwaniszwilemu. Gruzini zaś, mając do wybory powrót Saakaszwilego albo dalsze rządy Iwaniszwilego, zagłosowali na bogacza i jego kandydatkę, Salome Zurabiszwili. W wygranej pomogli jej też gruzińscy urzędnicy i sprzymierzeni z władzami przedsiębiorcy, którzy faworyzowali ją podczas kampanii wyborczej.

Pokonany Waszadze ogłosił, że jego rywalka wygrała w nieuczciwej walce, a więc nie uznaje jej zwycięstwa. Nie uznaje jej też za prawowitego prezydenta. Nie poparł jednak Saakaszwilego, który z dalekich Niderlandów wzywa Gruzinów do nowej, ulicznej rewolucji, takiej jak „rewolucja róż” sprzed piętnastu lat, która wyniosła go do władzy. W imieniu opozycji, sprzymierzonej na prezydencką dogrywkę, Waszadze domaga się od władz, by nie zwlekały do 2020 roku i wybory parlamentarne przeprowadziły jak najszybciej.

Bez względu na to kiedy wybory się odbędą, Gruzja, Gruzini i gruzińska polityka wciąż będą zakładnikami rywalizacji i osobistych porachunków dwóch samców-alfa –  Saakaszwilego, wciąż spragnionego władzy i Iwaniszwilego, który mu ją odebrał.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]