Reklama

Ładowanie...

Święto w cieniu gróźb Białorusi

Święto w cieniu gróźb Białorusi

11.11.2021
Czyta się kilka minut
Łukaszenka twierdzi, że Kurdom koczującym na granicy próbowano dostarczyć broń z Donbasu, by sprowokowali strzelaninę. Równie dobrze jednak to sam dyktator Białorusi może planować prowokację i zawczasu odsuwać od siebie podejrzenia.
Pogranicze polsko-białoruskie, 8 listopada 2021 r. Fot. LEONID SHCHEGLOV/AFP/East News
D

Do wieczora nie doszło do żadnej większej próby sforsowania polskiej granicy przez imigrantów, choć na portalach społecznościowych pojawiały się filmy ukazujące spore grupy ludzi zbierających się na placach i dworcach Mińska. Wcześniej w kurdyjskich social mediach można było przeczytać fałszywą informację, że polskie władze będą na czynnym przejściu w Bobrownikach przyjmowały wnioski azylowe. Z kolei po południu gruchnęła wiadomość, wedle której Aleksander Łukaszenka miał oświadczyć na posiedzeniu rządu, iż Kurdom koczującym na granicy próbowano dostarczyć broń z terenu Donbasu. Celem miało być sprowokowanie wymiany ognia pomiędzy żołnierzami polskimi i białoruskimi. Równie dobrze może być jednak tak, że to sam Łukaszenka planuje prowokację i zawczasu chce odsunąć od siebie podejrzenia.

Trudno orzec, dlaczego Mińsk miałby dążyć do tak gwałtownej eskalacji konfliktu. Pojawiają się jednak głosy, że niepewnemu swej władzy Łukaszence zależy na pretekście, dzięki któremu mógłby zaprosić na Białoruś wojska rosyjskie. Wywołałoby to niepokój nie tylko w Polsce, ale i na Ukrainie, która musiałaby się teraz liczyć z groźbą inwazji rosyjskiej nie tylko od wschodu, ale i od północy. Brak rzetelnych źródeł na Białorusi sprawia, że nie do końca wiadomo ile w tych doniesieniach jest prawdy, a ile plotek. Być może też właśnie o to chodzi Mińskowi i Moskwie: by nasze służby znajdowały się w ciągłym, męczącym stanie gotowości.


Anna Łabuszewska: Moskwa nerwowo reaguje na zapowiedź wprowadzenia wobec Białorusi nowych europejskich sankcji, zwłaszcza plany zamknięcia ruchu granicznego. A jednocześnie eskaluje kryzys, by ugrać swoje.


Najbliższe dni pokażą, czy Unia Europejska jest w stanie opracować naprawdę bolesne sankcje, a także w jakimś stopniu wpłynąć na Władimira Putina, by zatrzymał działania Aleksandra Łukaszenki. Na razie Kreml nie deklaruje pomocy w kwestii mediacji, a jedyną wyartykułowaną propozycją pozostaje sugestia, by Białorusi po prostu zapłacić haracz. Na to jednak ani UE, ani Polska na pewno się nie zgodzą. Sprawy zabrnęły zbyt daleko.

Białoruś twierdzi, że przyjmuje pokrzywdzonych ludzi ze „zdewastowanego przez Zachód” Bliskiego Wschodu i kieruje ich ku realizacji marzeń o azylu w Niemczech. Oczywiście tłumaczy to jako działanie humanitarne, a nie jako zemstę za sankcje po brutalnym rozprawieniu się Łukaszenki z największymi w historii Białorusi protestami. Prawda jest jednak taka, że tamtejsze wojsko i OMON nie ukrywają się po lasach, tylko z odległości kilkudziesięciu metrów obserwują, jak imigranci próbują forsować polską granicę. A kiedy trzeba, gnają wzdłuż drutów tłumy płaczących ludzi, nie bacząc jakie to może budzić skojarzenia. To są rozdzierające serca sceny i zarazem wyjątkowo podłe zachowanie białoruskiego reżimu, który z biednych, oszukanych ludzi uczynił żywe tarcze.

Działań Łukaszenki nie da się porównać nawet z polityką Turcji wobec Grecji i Unii Europejskiej kilka lat temu, gdy okresowo przepuszczała ona imigrantów przez swą granicę, negocjując zarazem z UE rekompensatę za utrzymywanie obozów dla uchodźców. Zasadnicza różnica jest jednak taka, że do Turcji trafiło w sumie ponad 3 mln rzeczywistych uchodźców z objętej wojną domową Syrii, co do dziś trudno sobie wyobrazić. Tymczasem na Białoruś przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki ściągani są zaplanowanymi lotami i przewożeni potem w okolice granicy jako broń polityczna.

 


Wojciech Konończuk: System rządów na Białorusi ewoluuje w kierunku, dla którego określenia „autorytaryzm” czy „dyktatura” są już zbyt słabe.


W tym kontekście warto też zauważyć, jak gwałtownie zaczyna się zmieniać stosunek polskiego społeczeństwa do sytuacji na granicy. Widać to nawet w mediach liberalnych. Pod koniec lata wszyscy mieliśmy przed oczami obraz bezbronnych rodzin z małymi dziećmi, zablokowanych przez polskie i białoruskie służby koło Usnarza Górnego. Dziś media pokazują najczęściej Kurdów, którzy przybyli dobrowolnie z Iraku. Tam nie toczy się wojna, a Kurdowie, największy naród bez państwa, mają szeroką autonomię, o której pomarzyć mogą ich rodacy z Syrii, Iranu i Turcji. Z drugiej strony, Kurdowie to co prawda umęczony, ale zarazem bardzo twardy, zaprawiony w bojach oraz nauczony radzić sobie z przeciwnościami naród. Teraz, kiedy ci ludzie znajdują się kolejny dzień na mrozie, pomiędzy białoruskim młotem i polskim kowadłem, wydarzenia mogą się wymknąć spod kontroli.

Pamiętajmy o jeszcze jednym zagrożeniu, które dotyczy wyczekiwanej ostrej odpowiedzi UE. Nasi wschodni sąsiedzi dysponują większą ilością form nacisku na Zachód niż mogłoby się wydawać. W czwartek w południe pojawiły się pogłoski, że Łukaszenka zagrozi wstrzymaniem tranzytu gazu, płynącego gazociągiem jamalskim z Rosji, przez Polskę do Niemiec. Ma to być argument za tym, by Unia dwa razy zastanowiła się nad eskalacją sankcji. Byłoby to też na rękę Rosji, gdyż ukazywałoby podmorski gazociąg Nord Stream 2 nie jako zagrożenie dla Europy, ale gwarancję stałych dostaw.

Artykuł aktualizowany


Zobacz także: serwis specjalny o sytuacji na pograniczu polsko-białoruskim

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jako reporter rozpoczynał pracę w dzienniku toruńskim „Nowości”, pracował następnie w „Czasie Krakowskim”, „Super Expressie”, czasopiśmie „Newsweek Polska”, telewizji TVN. W lutym 2012...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]