Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Świadkowie

Świadkowie

21.10.2012
Czyta się kilka minut
Dobrze znałem ojca Józefa Hermanowicza (1890–1978), marianina, autora wspomnień z siedmioletniej poniewierki w sowieckich więzieniach i łagrach.
P

Po zwolnieniu przybył do Polski („granicę Polski przekroczyłem 27 kwietnia 1955 roku o godzinie szesnastej, w dzień opieki św. Józefa, mojego patrona. Słońce przetoczyło się na zachód. Dzień spokojny i na świecie pocieplało”) i zamieszkał w naszym seminarium. Krępy, z ogoloną siwą głową, przenikliwym spojrzeniem i niespożytą energią. Czasem dawał się naciągać na opowieści: o Harbinie w Mandżurii, gdzie pracował od 1932 r. do aresztowania w grudniu 1948, i o sowieckich łagrach. Były to opowieści o ludziach w sytuacji krańcowego poniżenia, o tym, jak wiara pomogła mu przetrwać, o Mszach św. odprawianych potajemnie, w brudnym kącie łagrowego baraku. O syberyjskich mrozach, które musiały sięgnąć 40 stopni poniżej zera, by więźniów nie pędzono do pracy (nie z litości, ale dlatego, że strażnicy nie mogli wytrzymać takiego zimna). Te opowieści i wiele, wiele innych znajduję w wydanej teraz książce.

Ojciec Józef lubił długie poobiednie spacery za miasto i nigdy z nich nie rezygnował. Pamiętam słotny, wietrzny dzień. Ojciec szukał towarzysza, więc się zgłosiłem. Szliśmy przez pola, wiatr z deszczem zacinał w oczy. W pewnej chwili ojciec Józef się zatrzymał i powiada: „Chłopcze, czy ty wiesz, co to znaczy tak iść, gdzie chcesz, czy ty wiesz, co to znaczy być człowiekiem wolnym?”.

Mimo tego, co przeszedł, miał żelazne zdrowie. Uważał, że dawne choroby zostały pokonane przez syberyjskie mrozy. Stosował chińską, jak twierdził, metodę oczyszczania organizmu: przez kilka dni zmniejszał ilość jedzenia aż do zera, następnie kilka dni nic nie jadł, a potem, znów po trochu, zwiększał racje. Twierdził, że w ten sposób wszystko, co w organizmie szkodliwe, zostaje spalone. Dożył 88 lat.

Był Białorusinem, żarliwym patriotą. To, co w Polsce najlepsze, często w jego ujęciu okazywało się białoruskie. Adam Mickiewicz? Oczywiście, Białorusin. Od młodości parał się pisaniem i pod pseudonimem Winczuk publikował bajki, opowiadania, powieści, ponoć cieszące się uznaniem czytelników. W poczet wielkich świadków epoki wszedł dzięki tej książce. Ukazała się po białorusku (pod tytułem „Kitaj – Sibir – Maskwa”) w Monachium w 1962 r.; polskie tłumaczenie Jana Józefowicza wydała w 1966 r. w Londynie zasłużona oficyna Veritas. Teraz (po raz pierwszy!) opublikowano ją w Polsce. Wstęp ks. Jana Kosmowskiego – historyka, autora książki „Mariańska misja obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w Harbinie” – ukazuje o. Hermanowicza w szerszym kontekście historycznym.

„Wspomnienia” są pełne opowieści o przyjaciołach-współwięźniach, śledczych, dozorcach, o okrutnych „błatnych” i ich niespodziewanie ludzkich odruchach. To ogromna galeria wizerunków. Wiele razy wspominając kogoś, ojciec Józef stwierdza ze smutkiem, że go poznał, ale nie zdążył się z nim zaprzyjaźnić, bo rozdzielił ich kolejny „etap”. Niektóre imiona zatarły się w pamięci autora, czasem zastrzega, że nazwiska są zmyślone, „żeby nie narazić tych, o których piszę, a którzy są pod bolszewickimi rządami”.

Kiedy wyszedł na wolność, archipelag Gułag jeszcze istniał. Ojciec Hermanowicz często kalkulował, ilu w przybliżeniu jest tam jeszcze więźniów (dziś wiadomo, że w 1950 r. było ich 2,6 miliona) i zdumiewał się, że ta koszmarna rzeczywistość kompletnie nie interesuje wolnego świata. Tak istotnie było do opublikowania na Zachodzie „Archipelagu Gułag” Sołżenicyna (tom pierwszy ukazał się w Paryżu pod koniec 1973 r., przekład francuski – w 1975 r.). Pierwsze wydanie książki Hermanowicza (rok 1962) przeszło bez większego echa.

Dariusz Tołczyk w książce „Gułag w oczach Zachodu” (Wyd. Prószyński, 2009) opisuje, jak prawda o obozach sowieckich była świadomie przemilczana na Zachodzie. Po 1946 r. ukazało się przecież wiele relacji byłych więźniów gułagów: Józefa Czapskiego, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Anatola Krakowieckiego, Beaty Obertyńskiej, Kazimierza Zamojskiego. Wyszła praca zbiorowa „Ciemna strona księżyca” z przedmową T.S. Eliota i studium o Gułagu „Praca przymusowa w Związku Radzieckim” (1946–1947) amerykańskich historyków Davida Dallina i Borysa Mikołajewskiego. Europejskie środowiska komunistyczne i komunizujące starały się jednak tłumić wszystko, co stawiało Związek Sowiecki w złym świetle, wystarczy przypomnieć perypetie Herlinga-Grudzińskiego z wydaniem „Innego świata”. Do historii, pisze prof. Tołczyk, przejdzie postawa Sartre’a, który twierdził, że należy świadomie podtrzymywać kłamstwo o Gułagu, aby nie odbierać francuskim robotnikom wiary w komunizm.

Ma jednak rację Anne Applebaum, gdy omówiwszy we wstępie do swej znakomitej pracy „Gułag” oddziaływanie prosowieckiej propagandy na Zachodzie, pisze dalej: „Tak naprawdę nasz stosunek do przeszłości Sowietów nie wiąże się z jakąkolwiek ideologią polityczną. Jest w jakimś stopniu zanikającym wspomnieniem drugiej wojny światowej. Żyjemy w przekonaniu, że była wyłącznie wojną – nikt nie chce tego obrazu burzyć. Pamiętamy D-Day, wyzwolenie niemieckich obozów koncentracyjnych, dzieci z radością witające na ulicach amerykańskie czołgi. Nikt nie chce słyszeć o drugiej, mrocznej stronie zwycięstwa aliantów. O tym, że nie wyzwolono łagrów naszego sprzymierzeńca Stalina, tak bardzo przypominających obozy hitlerowskie. Nikt nie chce przyznać, że po wojnie w wyniku przymusowych repatriacji tysiące Rosjan poniosło śmierć, że oddając w Jałcie miliony ludzi pod władzę Stalina, przyczyniono się do popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości. To wszystko zniszczyłoby nieskazitelny moralnie obraz naszych wspomnień z tego okresu”.

Józefa Hermanowicza nie ma w indeksie osób książki Anne Applebaum, nie ma tam też Barbary Skargi ani setek innych autorów podobnych dokumentów. Zawsze jednak bezcennym dopełnieniem opracowań całościowych pozostaną relacje, dzięki którym rzeczywistość Gułagu możemy oglądać oczami konkretnego „zeka”. Zwłaszcza jeśli są to oczy tak mądre jak oczy ojca Józefa Hermanowicza.

Józef Hermanowicz MIC, Przeżyłem sowieckie łagry. Wspomnienia, Warszawa 2012, Wydawnictwo Promic.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]