Reklama

Św. Peregryn od raka

Św. Peregryn od raka

04.05.2006
Czyta się kilka minut
To było na początku mojej choroby, gdy byłem przerażony i zaskoczony jednocześnie, gdy znajomi dzwonili, pytali, pisali... Kuzynka Hania, poza miłymi słowami, przysłała tekst "Modlitwy o cud" o. Petera M. Rookeya OSM: "Św. Peregrynie, patronie chorych na raka, wszyscy aniołowie i święci, proszę, przyjdźcie mi ku pomocy". To chorzy na raka mają patrona? Wzruszyłem się i zacząłem szukać o nim informacji; jedynym ich źródłem okazał się internet. Myślałem wówczas o tych, którzy cierpiąc, wymizerowani, popodłączani do rurek i kroplówek, walczący z bólem i samym sobą, w zmaganiach z chorobą potrzebują wsparcia, pocieszenia i wiary w zwycięstwo. Ilu z nich wie, że ma swojego orędownika?
P

Peregryn urodził się w 1260 (1265?) roku w Forli, w północnych Włoszech, w zamożnej rodzinie Laziosich. Ponieważ jego ojciec był przywódcą Gibelinów, zwolenników cesarza walczących z papiestwem, i on zaangażował się w działalność polityczną. Gdy w czasie kolejnych rozruchów papież wysłał do Forli negocjatora, o. Filipa Benizi, zapalczywy młodzieniec Peregryn Laziosi uderzył go w twarz podczas kazania nawołującego do zgody. O. Benizi spokojnie nadstawił drugi policzek i pomodlił się w intencji Peregryna. Pokora, dobro i cierpliwość ojca poniewieranego przez tłum wstrząsnęły nim - poczuł żal i wyrzuty sumienia. Potem objawiła mu się Matka Boska, polecając wyjazd do Sieny, gdzie Peregryn wstąpił do zakonu serwitów. Po zakończeniu nauki i otrzymaniu święceń wrócił do Forli, gdzie dał się poznać jako żarliwy kaznodzieja, wspaniały mówca i wyrozumiały spowiednik. Miał już 60 lat, gdy na jego nodze pojawiła się dziwna rana. Gdy rak był już tak zaawansowany, że jedynym wyjściem była amputacja nogi, w przeddzień zabiegu o. Peregryn modlił się przed obrazem Ukrzyżowanego, prosząc o uzdrowienie. Podczas snu objawił mu się Jezus: zszedł z Krzyża i dotknięciem zaleczył ranę. Po tym wydarzeniu tłumy przychodziły do klasztoru, prosząc Peregryna o modlitwę i orędownictwo. On pozostał jednak cichym i skromnym zakonnikiem, kochającym biednych, zawsze gotowym do pomocy, a jego pokora i cierpliwość sprawiły, że zaczęto nazywać go drugim Hiobem. Zmarł 1 maja 1345 r.

ZBIGNIEW URBAŃCZYK (Poznań)

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]