Już w dzieciństwie zostaje oddana do klasztoru benedyktynek w niemieckim Disibodenbergu. Po śmierci Jutty, przełożonej, zajmuje jej funkcję i wtedy rozpoczyna się jej właściwa kariera.
– Jest dobrą menadżerką, bardzo sprawnie zarządzającą klasztorem – przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem” Lidia Grzybowska z Katedry Historii Literatury Staropolskiej Wydziału Polonistyki UJ. Ale to nie zdolności organizacyjne zdecydowały o popularności przyszłej świętej. Kluczowe okazały się wizje, które zaczęła spisywać na początku lat 40. XII w. To z nich powstało jedno z jej najsłynniejszych dzieł, czyli „Scivias”.
– Wizje zaczęły z czasem budzić wątpliwości i kontrowersje. Niektórzy twierdzili wręcz, że pisma Hildegardy to co najwyżej kobiece senne marzenia, a nawet wykwity chorego umysłu – mówi Grzybowska. Znane są opinie mówiące o prawdopodobnych migrenach świętej, lecz ówcześnie nikt nie podnosił tego typu argumentów, zwracano natomiast uwagę na możliwą chorobę psychiczną i kwestię płci, które miałyby decydować o nieważności wizji.
Ostatecznie teolog Bernard z Clairvaux broni Hildegardy i przyczynia się do uznania autentyczności jej pism. Wtedy sam papież Eugeniusz III zapoznaje się ze „Scivias” i rozpoznaje w nich pierwiastek boski. Grzybowska: – Kiedy na synodzie w Trewirze (1147-48) uznano prawdziwość objawień, Hildegarda może kontynuować swoją działalność.

Mistyczka postanawia przenieść się wraz ze swoim konwentem do rodzinnego Rupertsbergu. Zyskuje tam większą autonomię i z dużą dozą swobody zarządza klasztorem, choć nie ogranicza się już tylko do jego spraw.
– Jest zanurzona w ówczesny świat, jego konflikty, ale też problemy Kościoła. Nie boi się wymieniać listów z najważniejszymi ludźmi swojej epoki, napisać np. do cesarza Fryderyka Barbarossy – i to gorzkie słowa krytyki. Koresponduje też z profesorami uniwersyteckimi, staje się nawet krytyczką pewnych związanych z uniwersytetem zjawisk, choćby rodzącej się scholastyki – opowiada Grzybowska. – Jej przewagą jest to, że nie realizuje przy tym żadnych partykularnych interesów, nie musi nikomu schlebiać. Jest niewątpliwym autorytetem XII w.
Hildegardzie pomaga także zdolność autokreacji i odpowiednia strategia retoryczna:
– W jej pismach jest wiele elementów autokreacji, które pomagają w obronie przed zarzutami. Specjalnie podkreśla, że jest niewykształcona (indocta), co nie do końca odzwierciedla prawdę. Była erudytką, potrafiła żonglować stylami wypowiedzi, naśladować biblijnych proroków. Poza tym to nieprawdopodobnie zdolna poetka i kompozytorka. Napisała ponad 70 utworów poetyckich, głównie religijnych i liturgicznych. Uznaje się ją za prekursorkę moralitetu jako gatunku literackiego.

Nie wszystkie teksty Hildegardy z Bingen są jednak szeroko znane. Grzybowska: – Weźmy choćby jej dzieło „Lingua ignota”, w którym opisuje język, który sama wymyśliła. Mamy w nim prawie 1000 rzeczowników i zupełnie nowy alfabet. Do czego służył? Nie wiadomo, choć powstało kilka hipotez. Wedle jednej z nich mógł to być język używany w obrębie klasztoru albo zwykła zabawa czy intelektualna rozrywka.
Hildegarda napisała także dzieło „Physica” wyjaśniające, jak rozumieć mikrokosmos i makrokosmos, oczywiście w ujęciu boskim. Opisywała właściwości lecznice kamieni, nalewek, ziół i zwierząt. Wszystko to miało w sobie element harmonii i idealnie pasowało do boskiego porządku. W dziele „Causae et curae” wyjaśniała, jak leczyć choroby i ich unikać. To bardzo ciekawe, przyznaje w rozmowie Grzybowska, ponieważ świadczy o stanie ówczesnej wiedzy medycznej kobiet. Zakonnice parały się co prawda medycyną naturalną, ale prawie nigdy tego nie spisywały.
Hildegarda pisała także o menstruacji, nie postrzegając jej, co ważne, w kategoriach grzeszności. Daleka była od wizji skupiających się wokół grzechu Ewy, starała się inaczej spojrzeć na cielesność kobiety, znaleźć dla niej nowe miejsce.
Mimo że proces kanonizacyjny Hildegardy z Bingen rozpoczął się już w wieku XIII, świętą została dopiero w roku 2012. Powody takiego stanu rzeczy nie są do końca jasne, choć dużą rolę mogły odegrać fałszerstwa pism Hildegardy, w których podawano, że miała przewidzieć powstanie i krytykować zakony dominikanów i franciszkanów. Choć faktycznie zdarzało jej się mocno ganić Kościół, teksty, które jej się przypisuje, napisane są całkiem innym stylem, niedorównującym oratorskiej klasie Hildegardy.
To skądinąd także fenomen. Jak przyznaje Grzybowska: – Hildegarda była kaznodziejką. W czasach, kiedy dyskutowano, dlaczego kobiety w Kościele mają milczeć, Hildegardy uważnie słuchano.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















