Samo umieszczenie spektaklu w przestrzeni zabytkowej Sali Modrzejewskiej – dawnej sali redutowej – buduje znaczący kontekst, dopełniany zresztą przez wyraziste elementy scenograficzne Jana Baszaka, nawiązujące do miejsc polskiej martyrologii, i groteskowo makabryczne kostiumy Mateusza Jagodzińskiego. W tej wyjątkowej przestrzeni stoi „Straszny dwór” – dom grozy, escape room bez wyjścia nawiedzany raz po raz przez upiory przeszłości, których jest pełno w naszej historii i które nie mogą odejść w spokoju. Nie mogą odejść, bo stale są przywoływane, wyciągane na światło dzienne, upolityczniane, ciągle na nowo opisywane w szkolnych podręcznikach, literaturze, filmie, sztuce i wreszcie w teatrze. Nie bez przyczyny ważnym kontekstem spektaklu są patriotyczne kadry z filmów Andrzeja Wajdy i wstrząsające obrazy Andrzeja Wróblewskiego – pełne wyestetyzowanej przemocy i uszlachetnionej śmierci.
Inspirując swój spektakl głośnym esejem Michała Bilewicza „Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości”, twórczynie i twórcy próbują zmierzyć się z tym, co nawiedza straszny dwór, co nawiedza nas jako naród, z historią naznaczoną śmiercią, krzywdą, ciągłą traumą. Jak pisze w programie teatralnym dramaturg spektaklu Maciej Podstawny: „Celebracja zwycięstw, klęsk i poświęceń, skupiająca kulturę Polski wokół martyrologii i pamięci będzie po wielokroć powielana, lokowana w kolejnych odsłonach dziejów – i na stałe będzie definiować polską edukację, politykę i sztukę. Monokultura traumy i martyrologii rodzi paradoksy; nawiedza Polskę, napędza Polskę. I – jak każdy strach – paraliżuje i upośledza”.
Historia rozumiana jako zbiór wydarzeń dociera do nas zawsze za pośrednictwem języka – tekstu kultury. Doświadczamy historii poprzez tekst bądź obraz, który jest zbudowany zgodnie z wolą jego autora, konstruowany. Stąd decyzja Anny Obszańskiej o wystawieniu spektaklu, który ogranicza narrację, jest tutaj kluczowa. Jak twierdzi sama reżyserka: „Decyzja o nieużywaniu słowa – ograniczenia jego obecności do minimum – nie jest tylko wyborem estetycznym. Jest dla mnie autorskim manifestem rzeczywistości, w której język zawodzi. Staje się niewystarczający, niepojemny. Może fałszować komunikat, może być również świadomie używany do mówienia nieprawdy. Dużo trudniej kłamać za pomocą ciała. Poszukuję w teatrze sposobów, które pozwolą ciału stać się nośnikiem treści, emocji i tematów. Obok innych narzędzi teatralnych ciało może być równoprawną, czasem najskuteczniejszą formą narracyjną”.
Cielesność staje się w spektaklu odrębnym bohaterem, odgrywanym przez doskonały zespół aktorski (Krzysztofa Globisza, Ewę Kolasińską, Adama Nawojczyka, Błażeja Peszka, Beatę Malczewską, Paulinę Kondrak i Łukasza Szczepanowskiego) w sposób nietypowy dla teatru dramatycznego za pomocą właściwie tylko ruchu i śpiewu. Obszańska podejmuje temat ciała – manifestującego, rozczłonkowanego, kalekiego, które straszy i odstrasza, jest nośnikiem traumy, nośnikiem naszej zbiorowej pamięci. Co dzisiaj straszy Polaków? Czy mając tak głęboko zakodowaną w sobie wojnę i ciągłe poczucie zagrożenia, możemy oprzeć się narodowej fobii? Czy możemy nie bać się innych? Czy możemy afirmować życie?
Stanisław Moniuszko, wraz z autorem libretta Janem Chęcińskim, wypełnili „Straszny dwór” pewnym modelem patriotyzmu, który zdaje się obowiązywać do dziś. To patriotyzm skupiony na doznawanych prześladowaniach, traktujący innych jak wrogów, patriotyzm, który został naznaczony krzywdą, trwogą, w którym nie ma miejsca na radość. Obszańska z Podstawnym rozkładają ten model, przyglądają się mu z bliska, ale – co chyba najistotniejsze – mówią mu: dość.
Swoją niechęcią do uczestnictwa w tej traumatyzującej lekcji historii doskonale wpisują się w ogólny trend Starego Teatru, zapoczątkowany w tym sezonie otwarciem Nowej Sceny im. Eve Adams i spektaklem poświęconym tej niezwykłej bohaterce („Nieustraszona miłość Eve Adams”, reż. Olga Ciężkowska), tak różnej od naszych narodowych, skąpanych w krwi, walczących bohaterów. Model kultury traumatycznej trzeba zanegować, jak zdają się twierdzić Anna Obszańska i Maciej Podstawny, a przynajmniej zrewidować. Jeżeli tego nie zrobimy, utkniemy w upiornym, smutnym muzeum, w naprawdę „strasznym dworze”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















