Straszne

Straszny był ten targ. Rzadko w czasie tworzenia koalicji używa się języka niepozostawiającego żadnych złudzeń. Dominowało w nim słowo "brać": "ja biorę", "my bierzemy", "jeśli oni wezmą dwa ministerstwa, my bierzemy trzy", "nie będę brał żadnych śmieci"... Straszny był finał. Myślę, że do samego końca, wbrew logice wydarzeń, mało kto wierzył, że to się jednak stanie. Że świadomie zostaną otwarte drzwi i wejdą przez nie na najwyższe stanowiska w państwie ludzie, których poglądy, metody i działania obserwujemy przecież od kilkunastu lat. Że ktoś weźmie za to odpowiedzialność.
Czyta się kilka minut

Strasznie jest, kiedy w ciągu dnia, w toku różnych zajęć i spraw - nagle się to przypomni. Nieprzyjemne wzdrygnięcia, wstyd, obrzydliwy niesmak w ustach.

Pierwszy raz

Wszystko - nie wyłączając sposobów rządzenia państwem - ma swój pierwszy raz. Pierwszy raz zostało kiedyś użyte liberum veto, zawiązał się rokosz, jakiś magnat wziął od obcego państwa pieniądze za przeforsowanie korzystnej uchwały, oddziały obcego wojska weszły w granice Rzeczypospolitej i nie napotkały oporu. Towarzyszył temu mały szok, zdumienie, okrzyki oburzenia kilku patriotów, parę płomiennych pamfletów czy broszur. Potem szybko przyzwyczajono się: wyłom został zrobiony, uznawano rzecz za niemającą większego znaczenia i psucie państwa szło niepowstrzymanie dalej.

Taki właśnie "pierwszy raz" przydarzył nam się w ostatnim tygodniu kwietnia. Zastanawiam się, jak szybko skład rządzącej nami koalicji uznamy za rzecz bez większego znaczenia i przestaniemy się tym przejmować?

Ulotki

Jednym z rytuałów współczesności - takich jak zakupy w supermarketach, pisk po wykonaniu utworu rockowego czy nierozerwalna więź z telefonem komórkowym - jest ulotka dołączona do leku. Dawniej informacja, jak lek zażywać, znajdowała się na pudełku, potem na karteczce w środku. Dziś jest utopiona w tysiącach słów wypisanych mikroskopijnym druczkiem na dwóch-trzech stronach ulotki. Wiadomo, że potrzebna jest producentowi leku, by zabezpieczył się przed ewentualnymi kruczkami w ewentualnym procesie. Pacjent więc wyrzuca zwykle ulotkę do kubła, zwłaszcza że opis wszystkich porażeń, konwulsji, zatorów, wylewów i możliwych zejść śmiertelnych mógłby go do leku zniechęcić.

Czy więc - wyjąwszy producenta - ulotka jest niepotrzebna? Otóż nie. Każdy, kto miał nieprzyjemność usłyszeć w telewizji reklamę leku, wie, że zawsze kończy ją zdanie, aby przed użyciem przeczytać dołączoną ulotkę, względnie skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Zdanie to, wyrecytowane z szybkością kulomiotu, by zaoszczędzić na opłacie za czas antenowy, poprawia znacznie dykcję aktorów nagrywających reklamy. Niektórym bardzo się to przyda.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2006