Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sto siedem i pół

Sto siedem i pół

09.09.2012
Czyta się kilka minut
Iwan Bunin, „O Czechowie”. Gniewny zapał, z którym autor koryguje wspomnienia współczesnych czy krytyczne formuły, zdradza jego żarliwy stosunek do Czechowa. Z książki wyłania się żywy portret pisarza, nakreślony z przyjaźnią i podziwem.
K

Krótko przed śmiercią Czechow przewidywał, że pożyje jeszcze sześć lat, a czytać będą go siedem, może siedem i pół. Pomylił się podwójnie: żył jeszcze tylko kilkanaście miesięcy, ale nadal jest czytany, choć minęła już sto siódma rocznica jego zgonu.

Ponad pół wieku od emigracyjnej premiery w Nowym Jorku ukazał się u nas przekład wspomnień o Czechowie autorstwa Iwana Bunina (1870–1953). Wybitny pisarz, pierwszy rosyjski noblista (nagroda w 1933 r.), emigrant, wspomnienia o swoim mistrzu zbierał pod koniec życia we Francji. Pracował w bezsenne noce 1952 i 1953 r., pomiędzy kolejnymi atakami astmy zapisując na skrawkach papieru, nawet na pudełkach po papierosach, wywołane z pamięci rozmowy sprzed lat. Po jego śmierci nieukończoną książkę podała do druku wdowa.

„O Czechowie” przypomina brulion pełen różnorodnych materiałów. Czytelnik odnosi wrażenie, jakby Bunin pośpiesznie ratował od zapomnienia każdy strzęp zdania, obraz, cytat, fragment listu. Jego opowieść jest przy tym namiętna; autor szczyci się przyjaźnią z Antonim Pawłowiczem, który był dla niego „zawsze życzliwy, powściągliwie czuły” i troszczył się o niego jak starszy brat (był o jedenaście lat starszy), nigdy nie dowodząc jednak swej przewagi. Z drugiej strony Bunin jest przekonany, że ze współczesnych pisarzy to on znał Czechowa najbliżej – chlubi się nawet, że najlepiej potrafił go rozśmieszyć! – dlatego czuje się w obowiązku odkręcić głupstwa, które inni napisali o zmarłym przyjacielu.

Zżyma się na siostrę Czechowa, która w wydanych w Moskwie w 1947 r. wspomnieniach nie odważyła się wymienić Bunina-emigranta, do grona miłośników Czechowa zaliczyła natomiast przypochlebnie... Wiaczesława Mołotowa. Lista frustracji i zażaleń zajmuje cały rozdział: są to wypisy ze wspomnień i komentarzy współczesnych, od których Buninowi krew się gotuje. Tę upstrzoną wykrzyknikami („O mój Boże!”, „Bzdury!”, „Bardzo głupie!”) antologię powinien przeczytać każdy początkujący krytyk. Pomoże mu to uniknąć perełek w rodzaju: „Z jego listów promieniuje takie samo wewnętrzne ciepło, jak i z jego dzieł literackich”.

Gniewny zapał, którym Bunin koryguje wspomnienia współczesnych czy krytyczne formuły, zdradza tylko jego żarliwy stosunek do Czechowa. Dlatego pewnie z książki wyłania się żywy portret pisarza, nakreślony z przyjaźnią i podziwem, choć niewątpliwie także z nutą zazdrości. Można zobaczyć obu pisarzy, jak w gabinecie Czechowa przeglądają gazety i chichoczą na wieść, że samarski kupiec Babkin przeznaczył cały swój majątek na pomnik Hegla. Można sobie wyobrazić, jak Bunin w obecności gości czyta na głos opowiadania Czechowa, ten zaś, kiedy przezwycięży zażenowanie, trzęsie się ze śmiechu. Właśnie Buninowi miał Czechow wyznać, że w swoich sztukach chciał ludziom pokazać, jak „marne i nudne” jest ich życie, i dziwi się, że na nich płaczą. Wszak zarówno „Mewę”, jak i „Wiśniowy sad” uważał za komedie...

Bunin przyznaje zresztą, że nie lubi sztuk Czechowa. Jako potomek podupadłej szlacheckiej rodziny wytyka synowi wyzwolonego chłopa nieznajomość realiów, upierając się choćby, że wiśnie nie mogły rosnąć pod oknem dziedzica. Pomimo takich drobnych zastrzeżeń, z notatek Bunina wyłania się portret Czechowa tak sympatyczny, że chciałoby się „choć na kwadrans na koniak z nim wpaść”. Był lekarzem z powołania, a medycyna nauczyła go raczej przyglądać się, niż oceniać. Natomiast pisanie dla prasy (i dla chleba) było dlań szkołą lapidarnego stylu. Jak zauważa Bunin, „w swoich utworach [Czechow] prawie nigdy nie mówił o sobie, o swoich gustach, o własnych poglądach – co, nawiasem mówiąc, doprowadziło do tego, że przez dłuższy czas uważano go za człowieka bez zasad, aspołecznego”.

Uznawał małżeństwo tylko z miłości. Powściągliwy w wyrażaniu uczuć, uwielbiał jednak żarciki, przezwiska, fanfaronadę. Łatwo popadający w chandrę Bunin zapamiętał go jako człowieka pogodnego, chociaż w ostatnich czterech latach życia, kiedy ich przyjaźń była najsilniejsza, Czechow bardzo cierpiał (chorował na gruźlicę, na którą zmarło już kilka osób w jego rodzinie). Chorobę znosił mężnie, był skromny, nie cierpiał eksponowania własnej osoby. Pracowity i sumienny, surowo beształ tych, którzy nie dotrzymywali terminów. Na biurku miał mnóstwo bibelotów, ale w mieszkaniu utrzymywał wzorowy porządek. Mówił, że kiedy nie będzie już w stanie pisać, chciałby pracować we własnym sadzie.

Swoje zapiski uzupełnił Bunin wyborem fragmentów korespondencji Czechowa. Wyłania się z niej człowiek obdarzony lekkim, ale i ciętym poczuciem humoru, zdolny odpowiedzieć złośliwością na złośliwość i sformułować dotkliwą krytykę. W 1894 r. pisał Czechow do Aleksieja Suworina: „Czasem bywa tak: idziesz sobie koło bufetu III kategorii, widzisz zimną, dawno usmażoną rybę i obojętnie myślisz sobie: komuż to potrzebna taka nieapetyczna ryba? Tymczasem, bez wątpienia, ryba ta jest potrzebna i są ludzie, którzy uznają ją za smaczną. To samo można powiedzieć o utworach Barancewicza”.

Z listów Czechowa można także wyłowić wskazówki dotyczące pisania. Przede wszystkim należy się skracać i wychładzać. Siadać do pracy, kiedy się jest zimnym jak lód. Dawać świadectwo, nie zaś ferować wyroki. „Subiektywność to okropna rzecz. Ona jest niedobra już przez to, że demaskuje nieszczęsnego autora z rękami i nogami”. Jak radził Czechow Lidii Awiłowej, autor powinien być opanowany: „to daje cudzemu nieszczęściu jakby tło, na którym zarysuje się ono bardziej plastycznie. Bo u Pani i bohaterowie płaczą, i Pani wzdycha”.

Bunin wydaje się dosyć samolubnym stróżem pamięci o Czechowie, z jednym wyjątkiem. Obszernie przytacza wspomnienia Awiłowej, które głęboko go poruszyły. Jest to historia być może jedynej „wielkiej”, ale i niespełnionej (Awiłowa była mężatką) miłości Czechowa. Pełną tajemnych znaków, staroświecką namiętność Awiłowa opisała odważnie, ale z dyskrecją. Słusznie Bunin zamieścił także drugi akt tej historii – opowieść o heroicznych wysiłkach Awiłowej w czasie I wojny, kiedy jej rodzina cierpiała głód, a córka zapadła na ciężką chorobę.

Trudno nie docenić wysiłku Bunina. Sam ciężko już chory, walczył o pamięć pisarza i człowieka, który zdumiewał go swoją prawością i urokiem. Ponad cztery dekady po śmierci Czechowa składał mu pokłon, nie wahając się wspomnieć, że czuł się przy nim „tylko chłopaczkiem, szczenięciem...”. Jakby mimochodem, Bunin wplótł między swoje wspomnienia ostre złośliwości pod adresem Maksyma Gorkiego („wysoki i trochę przygarbiony, rudy chłopak z zielonkawymi oczkami, z kaczym nosem w piegach, z szerokimi nozdrzami i żółtymi wąsikami, które, pokasłując, cały czas wygładza kciukami: troszeczkę popluje na nie i gładzi”). Wszak po rewolucji „czerwony” Gorki stał się antytezą Bunina, a w 1933 r. nawet pisarze emigracyjni (m.in. rozjuszona Cwietajewa) uważali, że to raczej jemu należał się Nobel.

Czytając liczne przytyki pod adresem Gorkiego, warto jednak pamiętać, że właśnie na jego prośbę w 1904 r. Bunin napisał szkic „Pamięć Czechowa” i już wtedy zrodził się pomysł wyczerpującej biografii wraz z wyborem korespondencji. Choć taka książka nigdy nie powstała, hołd złożony przez Bunina jest świadectwem wspaniałej literackiej przyjaźni. Zapewne więcej niż wszystkie nagrody ważyły dla niego słowa umierającego Czechowa: „A Buninowi niech pan przekaże, żeby cały czas pisał. Będzie z niego poważny pisarz. Niech mu pan powie to w moim imieniu. Proszę nie zapomnieć”.

Iwan Bunin, O Czechowie przełożył Jerzy Szokalski, przedmowa Mark Ałdanow, wstęp Wiera Bunina, Bydgoszcz 2011, Farbiarnia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]