Reklama

Sport? Nigdy nie uprawiałem

Sport? Nigdy nie uprawiałem

08.03.2021
Czyta się kilka minut
Wielu z nas żyje w błogim przekonaniu, że WF to sprawa dotycząca osób krzepkich i młodych – przecież „w moim wieku” nie będę startował w żadnej dyscyplinie, bo żyjąc zgodnie z bon motem Churchilla dożyłem swoich lat i jakoś nic się złego nie dzieje.
Ks. Adam Boniecki / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Z

Znane jest powiedzenie Winstona Churchilla na temat sportu: „Moje długie życie [zmarł mając 91 lat – red.] zawdzięczam sportowi. Nigdy go nie uprawiałem”. Zdanie zabawne, ale nieprawdziwe. Wiadomo np., że Churchill był wyjątkowo dobry w szermierce i nawet miał jakieś osiągnięcia w tej dziedzinie. Wiadomo też, że od młodości uwielbiał jeździć konno. Ktoś przypomniał, że przecież był żołnierzem, służył w 4. pułku huzarów, a wątpię – napisał komentator – żeby do wojska przyjmowali ludzi, którzy w życiu żadnego sportu nie uprawiali. Wcześniej ukończył królewską akademię wojskową. „I niby co tam robił? Grał w szachy?” – napisał ów anonimowy komentator. Tak więc w dyskusjach o wuefie proszę się nie powoływać na bon moty Churchilla ani innych, nawet wielkich polityków. Lepiej będzie posłuchać ekspertów, np. przeczytać znajdujące się w...

4012

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

swoim dzieciom kiedy rozpoczynały edukację szkolną klarowałem jasno: trzy się liczą dla was przedmioty w każdej szkole najbardziej: matematyka i angielski z powodów oczywistych, i właśnie wf czy gimnastyka, jak zwał tak zwał, bo to ładowanie akumulatorów na całe życie - nie przewidziałem oczywiście wszystkich okoliczności, na przykład że rolę angielskiego jako przepustki do świata biznesu i kariery z czasów mojej młodości przejmie język chiński, i że cały system edukacji zostanie stłamszony przez religię, wieczne reformy i na koniec dramat nachalnej propagandy klerykalnej i pseudo-patriotycznej, no ale prorokiem nie jestem więc nie rozpaczam z tego powodu - dzieci nie wiem jak bardzo sobie moje wskazówki do serca wzięły, szkoły pokończyły, w życiu sobie radzą, matematyka powoli wraca do łask, angielski stał się standardem jak tabliczka mnożenia niemal, a i do wf-u ludzi zaganiać nie trzeba, sami si e garna i jeszcze za to gotowi dużo płacić - a że księża grubi? no cóż, gnuśne życie, smutne życie, a jedzenie ponoć te same obszary mózgu aktywuje co orgazm

Z Churchillem to prawda. Jako nastolatek był mistrzem fechtunku i do pięćdziesiątki chętnie dosiadał wierzchowca. Nawet grywał w polo, które, wbrew pozorom, jest szybkim, wyczerpującym i niebezpiecznym sportem. Potem jednak dawał wycisk głównie swojej wątrobie, chociaż, jak sam mówił, "z umiarkowaniem" (co biografowie przeliczyli na półtorej butelki szampana lub wina i ok. 180 ml whisky lub brandy - codziennie). Kluczem jest chyba właśnie umiar. Robert Musil na przykład nie dał sobie wyperswadować codziennej gimnastyki, której był fanatycznym zwolennikiem, i zmarł w wieku 61 lat w trakcie robienia skłonów we własnej łazience. Podobno z wyrazem ironicznego rozbawienia na twarzy...

noblista prof. Eric Kandel w książce "Zaburzone mozgi:..." tłumaczy, że ruch powoduje zwiększone wydzielanie hormonu osteokalcyny, a ten z kolei pozytywnie wpływa na obszary mózgu odpowiedzialne za pamięć - warto jednak pamiętać, że nadmiar ruchu może prowadzić do utraty życia przed pierwszymi objawami utraty pamięci

ale chyba lepiej umrzeć w ruchu, niż zapomnieć, że się żyje.

Wracając z dziennej zmiany, po godzinie 20 mijam po drodze masowo uprawiających jogging przy bardzo ruchliwej ulicy, oczywiście chodzi o ruch samochodowy. Często stojąc tam w korku, zastanawiam się, mają kilometr dalej las, a oni niczym naturalne filtry, przepuszczają spaliny przez płuca. Mało sportowców , tych co parają się tym zawodowo dożywa sędziwego wieku. Sukces tkwi raczej w umiarkowaniu i zachowywaniu równowagi, zarówno w aktywności fizycznej jak i jedzeniu i innych naszych aktywnościach. To połowa sukcesu, druga tkwi w genach, one determinują nasze preferencje. Grubaśni księża nie są efektem zaniedbań w seminarium wychowania fizycznego i diety. Raczej to skutek prania ich mózgów w kwestii choćby uświęconych rąk, które nie mogą się kalać fizyczną pracą. W ogóle ksiądz macho, mięśniak, z odciskami na rękach, jest nie do przyjęcia. Nawet głosy mają tak jakoś dziwnie ułożone, wolne wysławianie się, śpiewnie łagodna intonacja, jakby coś ich tam w dołku uwierało. Ta cała sztuczność w jaką ich przyobleczono, z pewnością rekompensowana jest zamiennikami i sadełko rośnie.

Słyszałam w BBC (albo czytałam kiedyś na ich stronie www), że Churchill miał niezwykle wysokie stężenie enzymów odpowiedzialnych za rozkład alkoholu (ADH). Przeciętny człowiek nie produkuje ich tyle, stąd niewielu regularnych konsumentów wyrobów alkoholowych dożywa dziewięćdziesiątki.

@Anna Różańska w wtorek, 16.03.2021, 00:17. Na temat "funkcjonalnego alkoholizmu" Churchilla istnieje wiele sprzecznych informacji i hipotez, włącznie z tą, że sir Winston wcale tak dobrze nie funkcjonował, jak się powszechnie uważa. Dr Wilson, Pierwszy Baron Moran, który był jego osobistym lekarzem przez ostatnich 25 lat życia, niepokoił się postępującymi trudnościami w mówieniu i zaburzeniami intelektualnymi premiera, co przypisywał alkoholowi. No ale z tak wysokiego szczytu człowiek może zsuwać się długo. Według innych przekazów trochę ograniczył picie po siedemdziesiątce. Wcześniej jednak był tak przywiązany do swojej pasji, że podczas podróży po USA w 1932 roku (okres prohibicji) zaopatrzył się w zaświadczenie lekarskie, że wypić musi i to nie mniej niż ćwierć litra przy każdym posiłku. [https://www.openculture.com/2016/05/winston-churchill-gets-a-doctors-note-to-drink-unlimited-alcohol-in-prohibition-america-1932.html]. Przypomina mi się prześliczny rysunek Czeczota z cyklu jego słynnych makatek. Postacie upozowane jak na boschowskim "Leczeniu głupoty", tylko przebrane swojsko i rustykalnie. Baba leje wódkę z butelki do lejka wbitego w głowę "pacjenta", a nad tym napis: "Pij przez rozum". ;)

Myślę, że Winston miał na myśli co innego. Czym innym jest aktywność fizyczna i zdobywanie pewnych umiejętności jak fechtunek, pływanie, jazda konna, taniec, a czym innym tak zwana "rywalizacja sportowa" zwłaszcza w ramach sportu wyczynowego, to pierwsze ze wszech miar wskazane, to drugie, cóż myślę, że faktycznie "nie uprawianie ratuje życie" i to całkiem często.

Trzy wątki dyskusji: alkohol, sport i umiar we wszystkim, splatają się w LXXXIII liście Seneki do Lucyliusza, w niektórych antologiach tytułowanym "O pijaństwie". "Otóż dzień dzisiejszy należy tylko do mnie" - pisze jeden z najbardziej poważanych przez chrześcijaństwo pogańskich mędrców. "Nikt mi z niego nic zgoła nie urwał. Cały spędziłem w łóżku i na czytaniu. Ćwiczeniu ciała poświęciłem bardzo mało czasu i za to jestem wdzięczny mej starości; kosztuje mnie ona pod tym względem niewiele: ledwie się poruszę, już czuję się zmęczony. To zaś jest celem ćwiczeń nawet u ludzi najsilniejszych". Nie należy tego traktować zupełnie dosłownie, bo zaczął tamten dzień przebieżką i chłodną kąpielą. A dożywał wtedy siedemdziesiątki i Bóg wie, jak długo żyłby jeszcze, gdyby niewdzięczny wychowanek nie skazał go na śmierć. :(

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]