Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Sojusznik za Odrą

Sojusznik za Odrą

02.11.2003
Czyta się kilka minut
1 września 1994 r. generał Naumann spotkał się - na Westerplatte - z gen. Tadeuszem Wileckim, szefem polskiego Sztabu Generalnego. Najpierw obaj złożyli wieniec pod pomnikiem, a potem podpisali umowę o partnerstwie między jednostkami polskimi i niemieckimi.
L

Latem 1994 r. wschodnie Niemcy opuścił ostatni żołnierz dawnej Zachodniej Grupy Wojsk ZSRR i zgodnie z porozumieniami z 1990 r. (regulującymi zjednoczenie Niemiec) dopiero wtedy struktury NATO zostały rozszerzone na teren b. NRD. Wycofanie Rosjan, które z Republiki Federalnej zdjęło ostatnie ograniczenia jej suwerenności, otworzyło też możliwość współpracy między armiami Niemiec i Polski. Jednak po latach “zimnej wojny" początki były trudne. Dziś można powiedzieć, że polsko-niemiecka współpraca wojskowa w latach 90. dzieliła się na trzy etapy, które odpowiadały “dochodzeniu" Polski do NATO.

Etap pierwszy - między rokiem 1990 a 1994 - to było wzajemne “obwąchiwanie się". Bywało różnie: pewien major Bundeswehry wspominał, że przyjmowano go w polskich jednostkach miło, ale szybko okazywało się, że każdy kontakt wymaga z polskiej strony decyzji samej “góry". Raz gości z Niemiec nie wpuszczono nawet do koszar...

Z czasem i to się zmieniło, a kontakty nabierały rozmachu, choć nadal nie wychodziły poza “oficjałki": wizytowano się z okazji świąt wojskowych czy przysięgi. Takie były realia polityczne: NATO dopiero zastanawiało się, czy rozszerzać się na Wschód, a w niemieckim rządzie przeważała opcja, że Europa Środkowa powinna zostać najpierw przyjęta do Wspólnoty (później Unii) Europejskiej. Takiego zdania był ówczesny kanclerz Helmut Kohl i ministerstwo obrony Niemiec - zanim w 1992 r. jego szefem nie został Volker Rühe.

Już wtedy, w pierwszej połowie lat 90., po zachodniej stronie Odry szczególną aktywnością odznaczał się dowódca niemieckiej 41. Brygady z miasteczka Eggesin nad Zatoką Szczecińską, 20 km od granicy. Fakt, że brygada ta szybko nawiązała kontakt z polską 6. Brygadą Pancerną ze Szczecina, był w tamtym czasie czymś wyjątkowym. Traf chciał, że dowódca ten - gen. Hans-Peter von Kirchbach - został później szefem niemieckiej 14. Dywizji z Neubrandenburga (kilka lat później to ona stała się częścią wielonarodowego korpusu z siedzibą w Szczecinie), potem szefem IV Korpusu (obejmującego b. NRD), a później generalnym inspektorem całej Bundeswehry.

Początek drugiego etapu można datować na rok 1994: wschodnie Niemcy opuścili ostatni żołnierze rosyjscy, a szczyt NATO (styczeń 1994) przyjął program “Partnerstwa dla Pokoju". Idea “Partnerstwa", pisał politolog Lothar Rühl, stanowiła “rozwiązanie prowizoryczne, którego celem było zyskanie na czasie - i albo przygotowanie poszerzenia NATO lub stworzenie rozwiązania zastępczego, zamiast poszerzenia". To, że “Partnerstwo" stało się pomostem do Sojuszu, i że w 1994 r. zaczęła się debata nad poszerzeniem NATO, było zasługą nie tylko krajów Europy Środkowej, które artykułowały swe aspiracje, lecz również tych polityków zachodnich, którzy ich wsparli - w tym ministra Rühego. To on był w Niemczech inicjatorem dyskusji: już w 1993 r. zaczął mówić o przyjęciu Europy Środkowej do NATO, co prowadziło do napięć z ostrożnym bońskim MSZ. Zabiegi Rühego nasiliły się w ciągu 1994 roku: jako “jeden z niewielu zachodnich polityków, Rühe rozpoczął próby otworzenia Polsce i innym sąsiadom Niemiec w Europie środkowowschodniej drogi do NATO" - pisał później dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Volker Rühe (ur. 1942) nie po raz pierwszy wystąpił w takiej roli. W latach 1983-89 rzecznik frakcji parlamentarnej CDU/CSU ds. polityki zagranicznej, ściągnął wówczas na siebie krytykę własnej partii za to, że w 1985 r. zaproponował, by chadecja oświadczyła, iż istnienie granicy na Odrze pociąga za sobą “wiążące skutki polityczne" w odniesieniu do przyszłych uregulowań tej kwestii. Wtedy, w latach 80., Rühe jeździł do Polski - i spotykał się z opozycją. W 1998 r. Rühe i Janusz Onyszkiewicz (obaj ministrowie obrony) przypomną sobie, jak w 1988 r. spotkali się w Warszawie; Onyszkiewicz był wtedy rzecznikiem podziemnej “Solidarności". Rühe wspominał: “Janusz powiedział mi wtedy: »NRD oddziela nas od Europy i od wolności, dlatego opowiadamy się za jednością Niemiec«". Także później, już jako sekretarz generalny CDU (1989-92), Rühe opowiadał się za tym, by chadecja zobowiązała się, że gdyby doszło do zjednoczenia, granica zostanie uznana. Janusz Reiter wspomina, że postawa Rühego była “bardzo ważnym sygnałem dla polskiej opozycji", która dyskutowała wtedy, jak zachować się wobec ewentualnego zjednoczenia.

Postulując rozszerzenie NATO, Rühe mógł liczyć na wsparcie swych generałów: Klausa Naumanna (do 1996 r. generalnego inspektora Bundeswehry, później szefa Komitetu Wojskowego NATO), Jörga Schönbohma (w pierwszej połowie lat 90. dowodzącego Bundeswehrą w b. NRD) i Manfreda Wörnera, do 1994 r. sekretarza generalnego NATO. Byli oni pionierami - i współtwórcami “propolskiego lobby" w tej sferze.

1 września 1994 r. generał Naumann spotkał się - na Westerplatte - z gen. Tadeuszem Wileckim, szefem polskiego Sztabu Generalnego. Najpierw obaj złożyli wieniec pod pomnikiem, a potem podpisali umowę o partnerstwie między jednostkami polskimi i niemieckimi. Obejmowała ona m.in. wymianę wojskowych, by (jak mówił Naumann) poznali się, zrozumieli, i “niemożliwa stała się sytuacja, by w przyszłości podnieśli przeciw sobie broń". Dwa tygodnie po spotkaniu na Westerplatte podpisano kolejne umowy: między 12. Dywizją ze Szczecina i 14. Dywizją z Neubrandenburga, a kilka dni później między 13. Dywizją Grenadierów z Lipska i 11. Dywizją Kawalerii Pancernej z Żagania. W 1995 r. podpisano umowy między 4. Korpusem Lotniczym z Poznania i niemiecką 3. Dywizją Lotniczą z Berlina oraz Flotyllą Ścigaczy z Warnemünde i 8. Flotyllą Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia.

W efekcie ,,Partnerstwo dla Pokoju" dało wojskowym z Polski i Niemiec pole manewru w “tworzeniu warunków, umożliwiających uzyskanie członkostwa w NATO" (Rühe).

Trudno podać dokładną datę, kiedy zaczął się trzeci etap współpracy. W każdym razie charakteryzowały go działania, które można określić jako antycypację członkostwa Polski w NATO: w latach 1995-99 niemieccy politycy i wojskowi mówili już otwarcie, że manewry, ćwiczenia sztabowe czy szkolenia mają służyć przygotowaniu Polski przed wejściem do NATO - mimo że formalne decyzje jeszcze nie zapadły. Część tych działań dotyczyła akurat tych jednostek, które w 1999 r. jako pierwsze polskie formacje miały podjąć współpracę z NATO i osiągnąć tzw. kompatybilność. Np. jesienią 1997 r. politycy z Niemiec, Danii i Polski podpisali umowę o partnerstwie między polską 12. Dywizją, niemiecką 14. Dywizją Grenadierów i Duńską 1. Dywizją z Frederici: dokument otwierał drogę do powołania korpusu polsko-niemiecko-duńskiego.

Wiosną 1996 r. dziennik “FAZ" opublikował wyniki badań niemieckich elit; analizowano ich wyobrażenia o polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Z różnych grup zawodowych jedna wybijała się zdecydowanie: największym poparciem poszerzenie NATO o Polskę i militarne wsparcie Polski w razie jej zagrożenia cieszyło się wśród oficerów Bundeswehry.

Tym, co uderzało ówczesnych obserwatorów kontaktów między Wojskiem Polskim a Bundeswehrą, była wola i wysiłek obu stron. Wiosną 1997 r. Jürgen Wahl, znawca stosunków polsko-niemieckich, twierdził nawet, że w niemieckim MON mówi się, iż choć to dopiero początki, współpraca z polskimi wojskowymi rozwija się szybciej i prościej, niż kilkadziesiąt lat wcześniej współpraca między armiami Niemiec i Francji.

Jak pisał Lothar Rühl, w stosunkach z krajami, które niegdyś były przeciwnikami Niemiec, “ważne jest pojednanie, ale ważne jest również wspólne bezpieczeństwo; jedno bez drugiego trudno osiągnąć".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]