Reklama

Śmierć łazika

Śmierć łazika

15.02.2019
Czyta się kilka minut
Opportunity nie znalazł małych zielonych ludzików. Ale udowodnił, że na powierzchni Czerwonej Planety woda była na tyle długo, że mogło się w niej rozwinąć życie.
Autoportret Opportunity, który łazik wykonał przy użyciu panoramicznej kamery / NASA/JPL-Caltech/Cornell
Autoportret Opportunity, który łazik wykonał przy użyciu panoramicznej kamery / NASA/JPL-Caltech/Cornell
T

To koniec - ogłosiła we środę 13 lutego NASA. Po przeszło pół roku prób nawiązania łączności i piętnastu latach wiernej służby nauce uznano, że łazik Opportunity, który cierpliwie badał Marsa, zamilkł definitywnie.

Od 2004 r. Opportunity ustanowił kilka ważnych dla eksploracji kosmosu rekordów. Pobił rekord funkcjonowania sondy kosmicznej na powierzchni obcej planety. Pokonał największy dystans w historii eksploracji obcych planet. Ponadto zmienił rozumienie geologii Marsa i rzucił światło na historię jego klimatu (Czerwona Planeta była niegdyś znacznie cieplejsza i przyjazna życiu niż obecnie). A przy okazji okazało się, że łazik ma najlepszą baterię w Układzie Słonecznym: przez 15 lat wytrzymała ona przeszło 5000 cykli ładowania i rozładowania, tracąc ledwie 25 proc. pierwotnej pojemności. Baterie w telefonach padają dokumentnie zwykle po dwóch latach takiej eksploatacji.

5111 marsjańskich dni

Misje łazików MER-B (Mars Exploration Rover-B) Opportunity i jego brata bliźniaka MER-A Spirit rozpoczęły się w 2003 r. Wystrzelono je w czerwcu i lipcu rakietami Delta II z przylądka Canaveral na Florydzie, doleciały do Marsa w ledwie pół roku. NASA postanowiła zbudować i wysłać na Marsa dwa pojazdy, by zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Mają sześć niezależnych kół, 2,3 m długości, 1,6 metra szerokości, a wysięgnik z instrumentami badawczymi wznosi się 1,6 metra nad poziom gruntu.

Ważą po 180 kilogramów i są zasilane ogniwami słonecznymi, które dziennie dostarczały 800 watogodzin prądu – tyle, co duży akumulator samochodowy. Pojazdy dostarczone były na Marsa w oryginalnych lądownikach. Początkowe fazy lądowania były tradycyjne: hamowanie w atmosferze z wykorzystaniem osłony termicznej, później otworzył się spadochron, a kilkanaście metrów nad gruntem włączyły się silniki rakietowe, które sprawiły, że lądownik zawisł nad powierzchnią planety.

A później… spadł na twardy grunt, opakowany w poduszki powietrzne amortyzujące upadek. Taka metoda lądowania jest znacznie tańsza i prostsza od autonomicznego lądownika, który potrafiłby miękko usiąść na powierzchni planety, a jednocześnie bezpieczna. Oba pojazdy szczęśliwie wylądowały na Marsie w styczniu 2004 r.

Ich misja została zaplanowana na 90 marsjańskich dni (trochę tylko dłuższych od ziemskich). Główną przyczyną tak powściągliwych oszacowań była kwestia wszędobylskiego pyłu marsjańskiego, który unoszony przez wiatr miał pokrywać panele słoneczne łazików. Przewidywano, że w ciągu trzech miesięcy na ogniwach fotowoltaicznych zgromadzi się tyle kurzu, że przestaną dostarczać wystarczającą ilość energii, by łaziki były w stanie funkcjonować. Jednej rzeczy naukowcy nie przewidzieli: wprawdzie pył faktycznie pokrywał panele słoneczne, ale wiatr zdmuchiwał jego nadmiar tak, że panele odzyskiwały sprawność. Zamiast zakładanych 90 dni, pełniły służbę przez 5111 dni. W ciągu tego czasu przesłały na Ziemię ponad 217 tys. fotografii Marsa.

Zdjęcie wykonane przednią kamerą łazika Opportunity 26 lipca 2004 r. / NASA/JPL-Caltech
Zdjęcie wykonane przednią kamerą łazika Opportunity 26 lipca 2004 r. / NASA/JPL-Caltech

Zrobotyzowani geologowie

Obydwa marsjańskie łaziki, poza biciem rekordów kosmicznej służby, umożliwiły dokonanie ważnych odkryć. Pierwszym z nich był dowód na istnienie na powierzchni Marsa hematytu - minerału, który często powstaje w ciekłej wodzie. Wszystkie formy życia, jakie znamy, potrzebują wody, dlatego ten minerał, odkryty w pierwszych etapach misji, wywołał poruszenie w środowisku naukowym.

Emocje natychmiast studzono: hematyt powstaje w bardzo kwaśnym środowisku, a to nie sprzyja rozwojowi życia. Ale kilkanaście miesięcy później łaziki natrafiły na minerały, które powstają w wodzie o bardziej neutralnym odczynie, co oznaczało niewątpliwie warunki znacznie przyjaźniejsze dla rozwoju życia. Później udało się dostarczyć przekonujących dowodów na to, że na Marsie było wystarczająco dużo wody, by zdążyły się utworzyć porządne skały osadowe. Później łaziki znalazły również dowody na działalność wulkaniczną i ślady po gejzerach. Naukowcy NASA nazywali pojazdy „zrobotyzowanymi geologami”.

Przez 15 lat funkcjonowania na powierzchni Marsa Opportunity zebrał dane dotyczące współczesnego klimatu. Posłużyły one do kalibracji czujników rejestrujących zdalnie parametry atmosfery z sondy Mars Reconnaissance Orbiter, dzięki czemu znacznie dokładniej można było badać klimat całej planety. Dodatkowo zapis temperatur, nasłonecznienia, przezierności atmosfery, siły wiatru i wielu innych czynników pozwoli lepiej projektować przyszłe misje kosmiczne.

Obydwa łaziki musiały przetrwać okrutne marsjańskie zimy, kiedy dostawały znacznie mniej słońca do ładowania baterii, a temperatury spadały dobrze poniżej  -50 stopni Celsjusza. Nawet to, że pojazdy kilka razy zakopały się w gruncie, było cennym doświadczeniem, bo pozwalało rozpoznać niebezpieczeństwa czyhające na przyszłe misje (w tej chwili po Marsie jeździ łazik Curiosity) oraz opracować lepsze programy zarządzające łazikami. Ponieważ sygnał radiowy z Ziemi na Marsa leci między 10 a 20 minut w zależności od wzajemnego położenia planet, nie można takiego pojazdu traktować jak samochodu zdalnie sterowanego. Operator na Ziemi wyznacza jedynie, do którego punktu łazik ma dotrzeć, a pojazd sam musi znaleźć dobrą drogę.

Zdjęcie zachodniego brzegu krateru Endeavour wykonane panoramiczną kamerą łazika Opportunity we wrześniu 2014 r. / NASA/JPL-Caltech/Cornell Univ./Arizona State Univ.
Zdjęcie zachodniego brzegu krateru Endeavour wykonane panoramiczną kamerą łazika Opportunity we wrześniu 2014 r. / NASA/JPL-Caltech/Cornell Univ./Arizona State Univ.

Maratończyk

Informacje zbierane przez łaziki są bezcenne w kontekście planowania lotów załogowych na Marsa. Dane o klimacie pozwalają przygotować odpowiednie budynki mieszkalne, zaś informacje o rodzaju skał, grząskości gruntu i wielkości ziaren piasku pomogą zaprojektować skafandry kosmiczne. Wreszcie, 15 lat rozwiązywania różnych nieziemskich problemów to bezcenny czas doskonalenia umiejętności przez inżynierów w NASA.

Gdy w ziemskim gruncie zakopie się nam samochód, możemy wyciągnąć szuflę albo wezwać ciągnik. W przypadku marsjańskiego łazika trzeba sobie radzić z nim samym. Gdy Spirit po raz pierwszy zakopał się w piasku, w NASA trenowano scenariusze ratowania modelu łazika w piaskownicy, w której odtworzono sypkość marsjańskiego gruntu. Ostatecznie udało się centymetr po centymetrze wydobyć pojazd z wydmy. Jednak ostatecznie piaskowe wydmy złamały Spirita. W kwietniu 2009 r. zakopał się dokumentnie i tak niefortunnie, że panele słoneczne przestały dostarczać wystarczającej ilości energii. Ostatecznie sonda zamilkła w 2010 r., a w 2011 r. uznano, że zakończyła swoją misję. W tym czasie licznik sondy Opportunity pokazywał 30 km i cały czas spokojnie eksplorowała ona teren. 24 marca 2015 r. łazik pokonał dystans 42,195 km - zaliczył marsjański maraton. Czas: z grubsza 11 lat i 2 miesiące.

Niestety, w czerwcu zeszłego roku, po przejechaniu przez Opportunity 45 kilometrów, nadeszła najpotężniejsza burza piaskowa, jakiej miał okazję doświadczyć. Od tego czasu pojazd definitywnie zamilkł. Z pewnością nie pomogła mu zima, która nastąpiła później. Po jej zakończeniu NASA podjęła próby wybudzenia Opportunity, nadając przeszło 800 komunikatów, które potencjalnie mogły przywrócić go do życia. Bezskutecznie. Ostatnią próbę podjęto 12 lutego.

Dzień później przedstawiciele NASA ogłosili na konferencji definitywny koniec misji, będącej jednym z największych sukcesów w historii agencji.

Opportunity, podobnie jak jego bliźniak i kilku poprzedników, spocznie na zawsze przysypany marsjańskim piaskiem.


CZYTAJ TAKŻE:

NASA: NOWE TROPY MARSJAŃSKIEGO ŻYCIA? >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1971 r. Dziennikarz naukowy, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytet Warszawski (kierunek matematyka). W...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]